Ponieważ ostatnio co chwilę dopada mnie jesienna szkaradność zwana depresją, kiepskim nastrojem albo wahaniem pogodowym, sama sobie muszę przypominać dlaczego jesień fajną porą roku jest. A zatem:
- można dużo jeść, a potem chować cielesne efekty konsumpcji pod luźnymi ubraniami
- alkoholizm wieczorny w postaci grzanego wina, nie jest nieprzyzwoity, ba! nawet bywa wskazany
- gorąca, płynna, gęsta czekolada nigdy nie smakuje tak dobrze, jak właśnie jesienią
- można się rzucać liśćmi
- biegasz z psem bez zadyszki i potności
- wieczorne melancholie i nagłe problemy egzystencjalne nikogo nie dziwią
- nosisz za długie szaliki, za duże czapki i wielkie rękawiczki, a i tak wyglądasz w tym wszystkim cudnie
- możesz bezkarnie snuć się po domu w dziwnych skarpetkach i bamboszach, ważne, żeby grzały
- kawa z kafejki w opcji "gorąca, na wynos" nagle wydaje się bardziej kusząca, a samotny spacer po mieście, w jej towarzystwie, milszy
A oto jak właśnie dzisiaj celebruję niektóre z tych uroków jesieni:
Od dawna wiadomo, że skarpetki doklejone wieczorową porą do grzejnika kuchennego, w towarzystwie grzańca, który powoli szumi w głowie, to jest to, co depresyjne, jesienne tygrysy lubią najbardziej :)A, że od jesieni do zimy, krótka droga, to mam jeszcze coś z serii:
"dlaczego ZIMA jest fajna?"
Proszzz...


Jest jeszcze kilka rzeczy fajnych jesienią:D:D Ale te opisane wiodą prym:)
OdpowiedzUsuń