o mnie o mnie o mnie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą próbuję. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą próbuję. Pokaż wszystkie posty

6 lutego 2013

cercare e trovare

Chodzę sobie ze słuchawkami na uszach i zwiedzam okolicę. Chodzę i powtarzam:

dziękuję
grazie

ile to kosztuje
quanto costa

chciałabym to kupić, ale nie wiem jak to się nazywa po włosku
voglio comprare questo, ma non so come si chiama in italiano

Rozdział pierwszy, drugi, trzeci. Chwilowo dziesiąty.
I jakoś mnie ten luty trochę mniej już pobolewa.
I ta niepewność, w oczekiwaniu na to, co się stanie.

jabłka
mele

jeden banan
una banana

pomarańcze
arance

A potem spisuję, co mi się nowego w głowie urodziło pomiędzy mele, a banane. I zaczynam się uśmiechać. Rozumieć. Tęsknić i chcieć. A podobno chcenie oznacza wiosnę. Niech więc!


24 stycznia 2013

Łapać wszystkie szanse


Końca świata nie było 21 grudnia. Koniec świata nastąpił 9 stycznia. Wtedy po raz pierwszy podałam komuś nieznanemu (w pracowniczym pojęciu - ważnemu), adres mojego bloga. Zatem, Dear Future Employer - jeśli mnie czytasz, pozdrawiam.
A skoro już tak szastam adresem na prawo i lewo, to co mi szkodzi poszastać jeszcze trochę. KLIK.

TEN BLOG BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE BLOG ROKU 2012 W KATEGORII "JA I MOJE ŻYCIE". 
JEŻELI CHCESZ ODDAĆ NA NIEGO GŁOS:

WYŚLIJ SMS O TREŚCI  A00521 
NA NUMER 7122
KOSZT SMSA TO 1,23zł

UWAGA! 
W NUMERZE BLOGA ZNAK 0, TO CYFRA ZERO.
PAMIĘTAJ TAKŻE, ABY NIE WSTAWIAĆ W SMS SPACJI.

Dochód z smsów (jak zwykle) idzie na cel charytatywny - tym razem na Fundację Marka Kamińskiego.

Za wszystkie oznaki sympatii w postaci smsowej, z góry wielkie dzięki!
Głosowanie trwa do 31 stycznia do godziny 12.00.


PS  w oderwaniu od konkursowej rzeczywistości, pamiętajcie o kurduplu, co mu się zwiedzać zachciało - moja PROPOZYCJA wciąż aktualna!

17 stycznia 2013

Droga przeTARTA

8.00 rano, gość prawie u bram, nocna wizja wykorzystania umierających jabłek staje się rzeczywistością.
W przepisie: brązowy cukier i forma do tarty. W praktyce - brak jednego i drugiego czyli improwizacja zastępcza.
W tle - drżenie serca (bo przecież gość u bram).



Na finiszu - z taką pewną nieśmiałością, stwierdzam, że mam za sobą, obrzydliwie łechtający ego, sukces!

__________________________
przepis od Cakes and the City - brązowy cukier, zastąpiłam białym, formę do tarty, formą do ciasta

3 grudnia 2012

co jest złego w dziś

wordsoverpixels

"od jutra" - pomyślałam.

wielokrotnie.

od poniedziałku
od stycznia
od wiosny

od pierwszego dnia jesieni

i już mi się nie chce myśleć.
nie tak.

bo kiedyś nie pomyślałam, tylko powiedziałam  i zadziałało.
głośno powiedziałam.
sama sobie.
i co?
pełen sukces.

a potem mi się zapomniało, że chciałam więcej.
a chcę wciąż.



Ostatnio wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią mi, że coś się rodzi, wykluwa. Jakaś cenna lekcja. I ja bardzo chcę tę lekcję porządnie, od początku do końca, odrobić. Świadomie. Bo to jest lekcja o mnie i dla mnie. Chociaż trochę boli.W dniu swoich 31 urodzin czułam, że mogę wszystko. Że to magiczne "30" w końcu wyparowało. Zniknął stres, nadbagaż, poczucie musu udowadniania wszystkim, że ja coś zrobiłam i osiągnęłam. 100 kg mniej na plecach. Nie trwało to jednak długo. Kilka dni później dowaliłam sobie kolejnych 100, bo z powodów takich i innych, wróciłam na stare tory. Bezsens, beznadzieja, doniczegość, nieumiejość. Rzyg prosty.

I pewnie bym tak sobie porzygiwała wewnętrznie, gdyby nie pewna rozmowa. Że jestem, umiem, dałam radę, stworzyłam, nauczyłam się, tylko nie widzę. Ślepa jestem po prostu. Więc sobie postanowiłam sprawić okulary. Różowe. I powtarzać w kółko, że jedyną osobą, której mogę/chcę coś udowodnić, jestem ja sama. Powtarzać, aż uwierzę. Bo nie wierzę. Jeszcze nie.

Ta konstrukcja psychiczna, co to mi towarzyszy od lat, ma nawet fachową nazwę . I jak się ma to coś z fachową nazwą, to się rzyga wewnętrznie. A często też porzyguje na innych. Tych najbliższych, jedynych. Nieświadomie. Zdrowa odmiana fachowej nazwy, opisywana w literaturze, rodzi się w bólach. Ciężka praca i inne przyjemności. No to pracuję. Tak, jak potrafię. Od dziś. Szansa jedna na milion. Nie zmarnuję.

I każdemu, kto mnie spróbuje ściągnąć w dół, powiedzieć, że to jest bez sensu, że wszyscy tak czasami mają i jakoś żyją - wyślę swoje czarne myśli, żeby go straszyły w nocy.

Tak. Walczę o siebie. Może dzięki temu wygram coś jeszcze. Coś więcej, niż brak wrzodów na zarzyganej duszy.

16 października 2012

blogowe urodziny

Mam to szczęście, że mogę świętować dwa dni z rzędu. Najpierw prawdziwe urodziny, a potem te blogowe (tak to jest, jak się zakłada bloga z powodu widma 30tki). A z okazji tych drugich mam zwyczaj uskuteczeniać nową listę.

To, co odkryłam przez ten rok, to fakt, że 31 czasem z sufitu wziętych rzeczy, nie da się objąć, umysłem, chęcią, możliwością, w 12 miesięcy. To znaczy może się da, ale ja chyba nie potrafię. Dlatego tajna liczba, to nie będzie tym razem 32. Tajna liczba wygląda tak:

35 nowych rzeczy do 35 urodzin
Pytanie tylko brzmi, czy za cztery lata nadal będę miała bloga.
A dlaczego 35? Bo nie 33. Bo kilka lat na realizację, to już jest jakiś konkretny czas. Taki, w którym się uda. Tym bardziej, że nie stworzyłam tej listy wczoraj - długo wymyślana, skreślana, poprawiana, przepisywana z poprzedniej, dopieszczana, czekała na właściwy moment. A skoro moment się przydarzył, to ją upubliczniam. "35 before 35". Bo marzyć trzeba z rozmachem:

/za tą długą listą znajduje się też kilka słów o tym, co mi się kołacze po głowie po dwóch latach blogowania/

1. TREKKING WOKÓŁ ANNAPURNY
















27 maja 2012

szukam towarzystwa

towarzystwo musi:
- lubić góry
- chcieć się po nich wspinać (spokojnie - chodzi o trekking, nie wiszenie na linie)
- nie drżeć z przerażenia na hasło "100 km"

a towarzystwo jest mi potrzebne, żeby spełnić 22gi punkt z mojej listy marzeń/życzeń

mogę sama
ale w grupie raźniej
(i mniej się będę bała, że się zgubię)

KTOŚ JEST CHĘTNY?

VI WYRYPA BESKIDZKA
termin: 6-8 lipca
miejsce: Beskid Mały i Beskid Żywiecki
trasa: Łodygowice - Czupel - Magurka Wilkowicka - Chrobacza Łąka - Żar - Przełęcz Kocierska - Potrójna - Leskowiec - Sucha Beskidzka - Jałowiec - Mędralowa - Głuchaczki - Miziowa - hala Górowa
długość trasy: 100km
trudność: marsz na długim dystansie, w tym, także w nocy

Wyrypa Beskidzka NIE JEST imprezą o charakterze sportowym, wyczynowym ani wyścigowym.
Chodzi tylko i wyłącznie o satysfakcję z osiągnięcia celu (czyli ukończenia tego górskiego maratonu)

Więcej informacji  o Wyrypach przyszłych i przeszłych znajdziecie tutaj i tutaj

KTOŚ JEST CHĘTNY?

1 maja 2012

MAJ sponsoruje literka B jak Bieganie

Nie wiem czy dam radę i ile dam radę, ale przynajmniej spróbuję.







































Wychodzi na to, że wszystko co sobie ustaliłam rok temu, w temacie próbowania, realizuję dopiero teraz.
Lepiej późno, niż później :)

MAJ /miesiąc w biegu/
(nazwa pochodzi od bogini Mai)

czytam: "Niezłomny" - Laura Hillenbrand
             "Dzienniki rowerowe" - David Byrnes
             "Simplicity" - Edward de Bono
             "Sztuka prostoty" - Dominique Loreau (o ile ją dorwę w bibliotece)

Założenia:
- biegam (albo marszobiegam ;))

Cel:
- lepsza kondycja
- sprawdzenie, czy bieganie jest dla mnie

Na samą myśl o tym miesiącu zaczynają mnie boleć łydki, a tłuszcz korpusowy leniwie skwierczy.

30 kwietnia 2012

podsumowanie kwietnia

Io parlo italiano. Veramente. (Mówię po włosku. Naprawdę)
Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że jakoś się zmusiłam, że się udało i że w dodatku, chcę jeszcze. Plan wyglądał tak:

Założenia:
- 30 minut dziennie we włoskich klimatach (słówka, gramatyka, książki, muzyka, film itp.) - było dokładnie 30, chwilami nawet więcej i naprawdę CODZIENNIE!
- przerobię książkę Beaty Pawlikowskiej - nie przerobiłam jeszcze całej, ale mam taki zamiar

Cel:
- satysfakcja, że się w końcu zmotywowałam - mam BARDZO DUŻĄ satysfakcję :)
- wiedza - sporo i niesłabnąca chęć na więcej
- sprawdzenie, czy metoda Beaty Pawlikowskiej naprawdę działa - działa i jest bardzo przyjemna w odbiorze. Uczyłam się bezboleśnie, czasem nawet parskając śmiechem :)

WNIOSKI
Nie ma lepszej pory na naukę "ciepłego" języka (włoski, hiszpański itp.), jak wiosna czy lato. Nie trzeba się nawet specjalnie zmuszać do wkuwania słówek i zwrotów. Samo przychodzi. 

Warto uzbroić się w mp3 (sprzątanie i jednoczesne słuchanie + powtarzanie na głos włoskich zwrotów, powoduje, że nawet bolesne próby ogarnięcia przestrzeni poprzeprowadzkowej, stają się całkiem przyjemne)

Metoda małych kroków jest najskuteczniejsza - zamiast godziny, 30 minut na naukę, ale codziennie. Jest efekt, jest sukces, chce się uczyć dalej.

Wyrobiłam w sobie nawyk i bardzo mi się to podoba. 


Tęsknię za Włochami. Znowu. 

12 marca 2012

ciasto, które się nie zmieściło

Problem ze zmieszczeniem się był tutaj, więc teraz nadrabiam. Historia ciasta jest prosta. Trzeba było coś zrobić z nadmiarem marchewki w domu, więc rzuciłam się do sieci, w poszukiwaniu przepisów. Połączyłam kilka i wyszło, co następuje:

















































Ciasto wyrosło piękne. W okrągłej foremce o średnicy 24cm. Ale (!) wyrosło go trochę ZA DUŻO, jak na nasze możliwości przerobowe, więc uszczęśliwiłam nim, nie moich, kolegów z pracy. Jeden z tych kolegów  (lat 50+) był tak zachwycony, że poprosił o przepis. Podczas krótkiej, acz treściwej korespondencji mailowej, zaskoczona propozycją, podesłałam co trzeba. I...ciasto marchewkowe, w wykonaniu mężczyzny lat 50+ też podobno wyszło cacy, więc ze spokojnym sumieniem, przepis podaję dalej:

SKŁADNIKI
- 4 jaja
- 200g cukru
- 250g mąki
- 300-350g startej, odciśniętej marchewki
- 150g masła (które trzeba stopić w osobnym rondelku)
- 2 łyżeczki cynamonu
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 płaskie łyżeczki sody

PRZYGOTOWANIE
Zetrzeć na tarce marchewkę, wycisnąć sok (sok oczywiście najlepiej wypić :)). W międzyczasie w osobnym rondelku, roztopić masło. Białka ubić na sztywno z cukrem. Potem dodać żółtka, mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, stopione masło i dokładnie wszystko wymieszać (zmiksować). Na końcu dodajemy marchewkę i też mieszamy.
Całość ląduje w piekarniku rozgrzanym do 180C, na około 45-50 minut

Przed podaniem, posypujemy cukrem pudrem.

A tak w ogóle, to wszystko wina Magdy. Przez Nią (wróć! DZIĘKI Niej) zaczęłam piec. A przecież ja tego nie znosiłam, nie umiałam, nie chciałam, nie nie nie. Magda! Się kłaniam dziękczynnie, bo mi to pieczenie, o dziwo, coraz lepiej wychodzi :)

1 marca 2012

MARZEC sponsoruje literka K jak Kofeina

a do niej dorzucam jeszcze F jak Frustracja, M jak Masochizm i N jak Niedorzeczność. Bo wszyscy kawoholicy wiedzą, że poranek bez kubka z parującą czarną substancją jest niedorzecznym masochizmem powodującym frustrację. 


MARZEC /miesiąc bezkofeinowy/
(nazwa pochodzi od łacińskiego słowa "Martius" - miesiąc Marsa)


czytam: "Sztywniak" - Mary Roach


Założenia:
- przez cały miesiąc nie piję kawy
- rezygnuję też z coca-coli - a co! na zdrowie mi tylko wyjdzie

Cel:
- detoks
- ćwiczenie silnej woli


Po co? Z ciekawości. W dodatku do tego eksperymentu nie potrzebuję żadnych narzędzi, nie muszę zgłębiać tajemnej wiedzy, ani jakoś wyjątkowo się poświęcać. Ot, będę po prostu maltretować swój umysł. 

On się cieszy. W tym miesiącu, w naszej kawowej puszce, zamiast echa (moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina), w końcu będzie kawa. A ja sobie w tym czasie cichutko powzdycham.































(zdjęcie z serii: jak się nie ma co się lubi, to się trzeba ratować kawą z automatu)

29 lutego 2012

coś ekstra

29 dzień lutego.
Dzisiaj nie istnieje. To dzień fatamorgana, dany nam wszystkim, raz na 4 lata.
W związku z tym postanowiłam go dobrze wykorzystać.
Hasła klucze: VISION BOARD. CO NAS USZCZĘŚLIWIA. "PLANOWANIE" SIEBIE.

Kolejna edycja za 1460 dni.

28 lutego 2012

podsumowanie lutego + kilka psich linków

Marzec, który się zbliża, miał być miesiącem fotografii, ale widząc, co się ostatnio stało, z moją motywacją do działania, postanowiłam trochę zmienić kolejność. Więcej na ten temat pojutrze. Na razie o tym, co się NIE wydarzyło w lutym. A luty, w założeniach i celach, prezentował się tak:

Założenia:
- codzienne ćwiczenia w oparciu o książkę Turid Rugaas - ćwiczeń było dokładnie ZERO
- dodatkowo uczymy się nowych komend przy użyciu klikera - jedyne, co zrobiłam, to "włączyłam" kliker, czyli nauczyłam mojego psa, na niego reagować

Cel:
- 29 lutego mój husky potrafi chodzić na luźnej smyczy - nie potrafi
- mocniejsza więź między Nami - więź się rozkulawiła

To  był dla mnie cholernie trudny miesiąc. Zamiast 29, trwał w mojej głowie 129 dni. Opanował mnie ciężki, gęsty i mroczy nastrój. Do tego dołączyła drażliwość i niechęć w stosunku do świata (w tym też, tego czworonożnego). 

Jest mi głupio. Bardzo głupio. Przecież mój czworonożny ufa bezgranicznie, kocha bezwarunkowo, czeka na moje zainteresowanie, a ja się odganiałam, jak od muchy. Niedobrze. Teraz powoli wracam do żywych, a raczej ŻYWOTNYCH, licząc na słońce i odpracowanie tego, co schrzaniłam. 

A! Zapomniałabym - jednak jest coś, czego nauczyłam mojego psa. Włazi na łóżko, chociaż wcześniej tego nie robił. W sumie Mu się nie dziwię. W końcu jakoś się musiał do mnie dostać...nie przyszła góra do Mahometa, to Mahomet musiał sam wskoczyć w pościel.








mój wyrzut sumienia











I na koniec obiecane psie linki. Rzutem na taśmę:
http://petsitter.pl/d/znajdz_opiekuna - dla szukających psich/kocich, w ogóle zwierzęcych, opiekunów

http://www.dogtrekking.com.pl/ - gdybyście chcieli połazić ze swoim psem po górach, w tłumie innych, podobnych wariatów

http://www.telekarma.pl/ - szybka dostawa pod same drzwi, duża dostępność towaru, fajne rabaty (żeby było jasne - nikt mnie nie prosił o reklamę, podaję, bo sama korzystam i sobie chwalę, a wiem ile kosztuje karma w sklepach zoologicznych czy marketach i jak często bywa kiepska jakościowo)

No to skoro już o karmę zahaczyłam...dwa słowa (uwaga! będę się wymądrzać edukacyjnie!). Karma z marketu, to nie to samo, co karma ze sklepu zoologicznego. Może mieć tę samą nazwę, może mieć takie samo opakowanie, nawet wagę identyczną, ale to nie jest ta sama karma! Zwykle te marketowe kosztują dużo mniej, a to dlatego, że producent stworzył "podobny" towar, tyle, że przy wykorzystaniu innych składników. Konkretnie chodzi o ich procentową zawartość. Sprawdzajcie skład. Nawet, jeśli na opakowaniu, z przodu, jest dużymi literami napisane: ryba, wołowina, kurczak z warzywami - sprawdzajcie spis składników na odwrocie! Wszystko, co zaczyna się od atrakcji typu: zboże - jest niczym więcej, jak zbożem, z niewielką zawartością mięsa. Więc, tak naprawdę, nie płacicie mniej za karmę w markecie - płacicie tyle samo, ile w sklepie zoologicznym. Tyle, że ze sklepu dostajecie mięso, a z marketu zboże, które nie jest dobre dla żołądka psa i nie zapewnia mu potrzebnych składników. Sami sprawdźcie, choćby z ciekawości. Ta sama karma, ta sama nazwa, to samo opakowanie - ale skład, jakby trochę inny...

Koniec wymądrzania się. Idę na spacer.

14 lutego 2012

31 nowych rzeczy do 31 urodzin - psie ciastka

Zabierałam się za pieczenie długo. Jakoś mi z wątróbką nie było po drodze. Tak samo jak niestety wciąż nie jest mi po drodze z psim treningiem (chociaż książkę naukową już przeczytałam). Poza tym mój pies na widok wątróbki okazywał kompletny tumiwisizm. Ale w końcu się udało. Mimo dużego sceptycyzm, zmusiłam samą siebie do eksperymentu, i wyprodukowałam co następuje:



























I teraz uwaga - ostrzegam każdego, kto ma ochotę wypróbować ten przepis. Nawet jeżeli Wasz pies kręci nosem na widok surowej wątróbki, to mając przed sobą gotowe ciastka - oszaleje. Mój, przez cały wczorajszy wieczór, nie odstępował mnie na krok. Genialny wynalazek. Zwłaszcza do nauki i szkolenia. Podaję przepis:

SKŁADNIKI:
- 1/2 kg wątróbki drobiowej
- 3 całe jaja
- 3/4 szklanki oleju
- 2 szklanki mąki
- szczypta majeranku

PRZYGOTOWANIE:
- zmielić wątróbkę
- wymieszać ją z resztą składników
- całość wylać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia
- piec około 30-40 minut w temperaturze około 200 C
- po wyjęciu z piekarnika, przestudzić i pokroić w drobną kostkę

Na starcie sugeruję zmniejszyć ilość składników o połowę, bo z tego przepisu wyszły mi aż 4 torebki śniadaniowe, wypchane ciastkami. Ale przynajmniej psica sąsiada była zadowolona.


WAŻNE!!
ciacha nie zawierają żadnych konserwantów, więc są jadalne nie dłużej, niż 3-4 dni.
koniecznie trzeba je przechowywać w lodówce.

3 lutego 2012

31 nowych rzeczy do 31 urodzin - gotowanie z Jamiem

Coś. Z książki Jamiego Olivera. Czas przygotowanie (łącznie z robieniem zdjęć) wyniósł tylko 30 minut. Cena, też całkiem niezła, bo ok. 10zł (na dwie osoby). Smak - inny. Ciekawy. Kwaskowo-orzeźwiający. Nie pomyślałabym nigdy, że zestawienie cytryny, śmietany, mięty i boczku może dać taką mieszankę dla podniebienia. On po konsumpcji powiedział tylko jedno (i to po trzykroć): "Pyyyszne".

A ja mam ochotę na więcej. Cała książka czeka.





























Głównym założeniem tej książki jest podawanie przepisów dalej, więc voila:

składniki (ok.4 porcji):
10 plasterków wędzone boczku lub pancetty
mały pęczek świeżej mięty
150g sera parmezan (ja przetestowałam goudę - też się nadaje)
sól i czarny pieprz
400g suszonego makaronu muszelki (u mnie wygrała ulubiona Barilla Casarecce)
oliwa
kawałek masła
300g mrożonego zielonego groszku (ja miałam zapuszkowany)
2 czubate łyżeczki deserowe kwaśnej śmietany
1 cytryna

przygotowanie:
opis na zdjęciu

1 lutego 2012

LUTY sponsoruje literka P jak Pies

Jeden taki puchaty, rozmerdany, któremu mrozy niespecjalnie przeszkadzają, już się na ten miesiąc cieszy. Bo moim celem jest nauczyć go w tym miesiącu, spokojnego chodzenia podczas spacerów (co, umówmy się, w przypadku husky nie jest najprostszą sprawą). Podjęłam to wyzwanie i strasznie jestem ciekawa efektów. Chcę się też przekonać, czy metoda "ćwiczeniowa", o której się niedawno dowiedziałam, faktycznie skutkuje w 100%. Trzymajcie kciuki, bo na chwilę zamieniam się w psiego trenera! 

LUTY /miesiąc chodzenia na luźnej smyczy/
(nazwa "luty" oznacza srogie mrozy)

czytam: "Byłam sekretarką Rumkowskiego"
              "Mój pies ciągnie na smyczy. Co robić?" - Turid Rugaas


Założenia:
- codzienne ćwiczenia w oparciu o książkę Turid Rugaas
- dodatkowo uczymy się nowych komend przy użyciu klikera

Cel:
- 29 lutego mój husky potrafi chodzić na luźnej smyczy
- mocniejsza więź między Nami

O postępach będę informować na bieżąco. Może bezczelnie nawet codziennie.

Postaram się też w tym miesiącu podrzucić kilka fajnych, psich namiarów na: blogi, serwisy internetowe, artykuły, szkoły, wybiegi, imprezy itp. bo wiem, że czytają mnie właściciele czworonogów (a na pewno dwie właścicielki :)). 

31 stycznia 2012

podsumowanie stycznia + namiar na wciągający wywiad

Za chwilę luty. Pod psem ;)
Styczniowe założenia i cel były takie:


Założenia:
- do końca stycznia nie kupuję sobie ŻADNEJ nowej rzeczy - i nie kupiłam :)
- nie korzystam z ŻADNYCH płatnych atrakcji (w tym kino, restauracja, wyjście do pubu, koncert itp.) - PRAWIE nie korzystałam (to PRAWIE = kawa z Rodzicielką - nie mogłam odmówić, a przy okazji nauczyłam Ją pić espresso lungo :))
- pieniądze, które normalnie wydałabym na coś nowego/dodatkowego, wrzucam do "skarbonki" - faktycznie wrzucałam, tyle, że z przyczyn niezależnych ode mnie jest już kompletnie pusta

Cel:
- ponownie wkręcić się w oszczędzanie (bo jakiś czas temu kompletnie o nim zapomniałam, o czym wie moja świnka skarbonka i dodatkowe konto w banku)
- kreatywność

W oszczędzanie się wkręciłam. Tak się złożyło, że nie miała specjalnie innego wyjścia. A swoją kreatywność rozwinęłam do granic możliwości. Przynajmniej tych kuchennych. 
- nauczyłam się gotować krupnik
- wykorzystywać do przygotowania obiadu to, co  mam w lodówce (tutaj nauczka na przyszłość: grzybki w occie, to grzybki w occie, nawet po dogłębnym opłukaniu nie nadają się do sosu śmietanowego)
- odkryłam, że podstawą dobrego rosołu jest duży kawał kurczaka, a nie tylko chude nóżki
- przypomniałam sobie o tym, że ziemniaki mają różną postać (placki ziemniaczane, domowe frytki)
- zaczęłam doceniać zapomniane, wchłaniane często w dzieciństwie, draże (obejdę się bez czekolady, jeśli muszę)
I najważniejsze - kuchnia oszczędna, to kuchnia mało dietetyczna (przynajmniej na moim etapie kucharzenia). Te wszystkie kluchy, pyry, ryże, kasze, makarony...dobrze, że mamy zimę ;)

p.s. namiar na wciągający wywiad:
jeżeli jest jakaś Ona, która całym swoim jestestwem obrazuje mielone i odgrzewane stwierdzenie "kobieta zmienną jest", to na pewno jest to reżyserka Małgorzata Szumowska. Co kiedyś (zwykle, gdy pojawia się jakiś Jej nowy film albo jest dopiero w planach) udziela wywiadu i zawsze, ZAWSZE jest na innym etapie życia. Teraz zaskoczyła mnie kompletnie. I jak pięknie opowiada o Juliette Binoche...klikać i czytać płcio piękna: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11032540,Szuma__ty_jestes_facet_.html

17 października 2011

magiczna 5tka

Jak to jest, że kiedy człowiek ma kasę, to nie ma czasu, żeby gdzieś jechać, poszastać trochę złotówkami na koncie, pozwiedzać, poobjadać się, podotykać nowego, a jak ma czas, to jakoś nagle gotówka się gdzieś zapodziewa.
Ktoś powinien to raz na zawsze, odgórnie ustalić, żeby gotówka = wolny czas (na jej wydawanie oczywiście :)).
Od razu łatwiej by się wszystkim żyło.

U mnie króluje póki co opcja "dużo czasu, mało kasy", która podobno nie jest taka najgorsza, bo jak się chce, to gotówkę zawsze można jakoś zorganizować. Podobno.
Dużo rzeczy można zresztą zorganizować. Dobry plan na przykład. Bo plan nic nie kosztuje.

Tym razem będzie realnie (chyba... tak sobie przynajmniej wmawiam :)).
Kolejny rok zobowiązuje (a robienie "postanowień" w styczniu jest przereklamowane), więc voila! lista!

1. miesiąc we Włoszech (najlepiej w Wenecji), językowy miesiąc - i żeby nie było, że tak sobie to tylko snuję w głowie: http://www.istitutovenezia.com/en/
2. skok ze spadochronem - zrobię to, choćby nie wiem co :)
3. kurs baristy - o ile uznam, że mi to do szczęścia potrzebne (albo do jakiegoś interesu)
4. Orla Perć - nie daruję, nie przepuszczę, zdobędę w wakacje 2012
5.  XX Sziget Festival 2012 - chociaż w tym wypadku wiele zależy od line-upu

i na koniec ostatni, najważniejszy punkt, przypisany do wszystkich pozostałych, czyli
OSZCZĘDNOŚĆ
bo jak tego nie odhaczę, to pozostałe pójdą się poprzytulać i pochlipać w kąciku, że znowu się nie udało.



to napisałam ja - obecnie bez pracy (bo najważniejszy w życiu jest optymizm, prawda? ;))

16 października 2011

kobieta 30letnia

No to sprawdzamy - zeszłoroczne marzenia w zetknięciu z tegoroczną rzeczywistością:



CZĘŚĆ "KOSMICZNA"
- naukowa stepowania - bez zmian, nadal jeżeli stepuję, to tylko na przystanku tramwajowym, kiedy mi zimno :)
- przejażdżka psim zaprzęgiem - nie udało się, ale wciąż w planach, możliwe, że uda się zimą
- krav maga - chyba tego nie chcę, przeszło mi bez próbowania
- własny fortepian - nie posiadam
- skok ze spadochronem - w planach w tym roku, już odkładam kasę
- kąpiel z delfinami - skreślone z listy, po obejrzeniu "The Cove", czyli prawie rok temu
- miesiąc językowy w Wenecji - kolejna rzecz z serii "odkładam kasę"
- kurs baristy - jak wyżej, chociaż rozwinęłam to o "pracę w kawiarni"
- sylwester w wersji górskiej - wciąż przede mną
- zumba - nie miałam przyjemności, ale kusi mnie jej nowa odmiana, "zumba tonning"
- kick-boxing - kiedyś, nie teraz, boję się spróbować

CZĘŚĆ "NAUKOWA"
- włoski podstawowy - leży, się kurzy i jest coraz bardziej podstawowy ;)
- nauka fotografii - nie byłam na kursie, ale opanowałam sporo funkcji w swoim aparacie i robię dużo lepsze zdjęcia, niż rok temu, poza tym nauczyłam się nowych technik obróbki
- angielski płynny - jak trzeba, to pływam :)

CZĘŚĆ "PODRÓŻNICZA"
- Bratysława - nie
- Alpy - nie
- Himalaje - nie
- Orla Perć - pogoda w te wakacje mnie zabiła, a potem spadł śnieg, więc też nie (zrealizuję do trzydziestkijedynki :))
- NY - nie
- Praga - nie
- Portugalia - nie (zamiast mnie, wyprawę do Portugalii zaliczył mój brat, podobno jest fajnie :))
- Irlandia - nie
- Izrael - nie

CZĘŚĆ "PRZYZIEMNA"
- własne, kredytowe mieszkanie - nie posiadam
- miesiąc za grosze - zdarzył się, ale z braku funduszy, a nie z powodu górnolotnych założeń oszczędniejszego życia
- krem do twarzy zwalający cenowo z nóg - a po co mi on? :)

a teraz - co mam/zrealizowałam/pojawiło się dodatkowo przez ten rok "do 30tki"
- zdecydowałam się rzucić pracę i mogłam dotknąć tej jednej z wymarzonych (niestety nie zaprzyjaźniłyśmy się na dłużej, ale kto wie...podobno pozostawiłam po sobie bardzo dobrze wrażenie, nie tylko dotykowe ;))
- bardzo dużo dowiedziałam się o kawie i chciałabym coś więcej robić w tym kierunku
- dostałam duża premię, którą wyjątkowo dobrze spożytkowałam (i wcale nie na ciuchy :))
- zmieniłam styl ubierania się, teraz go jeszcze dopieszczam
- przełamałam swoje lęki związane z nocnym, samotnym podróżowaniem pociągami (nadal za tym nie przepadam, ale mniej się tego boję; chociaż raczej unikam)
- potrafię robić przepyszne spaghetti bolognese, z własnoręcznym sosem
- byłam w Budapeszcie (cudowne miasto, cudowny Sziget Festival)
- obejrzałam chyba milion filmów i zaczęłam, pisać filmowego bloga
- odkryłam, że nie mam przyjaciół - mam znajomych (nie boli...może czasem)
- kupiłam szpilki, mało tego - potrafię w nich chodzić
- pierwszy raz w życiu poprowadziłam imprezę sylwestrową
- zaczęłam być bardziej asertywna

niby nic, a jednak

Dowiedziałam się też, że 30tkę powinno się świętować cały rok, więc blog chyba jeszcze zostaje :)

5 listopada 2010

rękawiczka

Nie potrafię szyć, nie umiem cerować, ale stwierdziłam - co z tego? 
Przecież założyłam sobie, że chcę przez najbliższy rok próbować różnych nowych rzeczy. Poza tym codziennie trafiam na jakiegoś bloga, gdzie autorka szyje, wycina, zajmuje się scrappingiem - same zdolniachy, więc może też odkryję w sobie potencjał? Zresztą, nawet jeśli nie, to zawsze zostanie mi wiewiórka na pamiątkę ;)


Miyako Kanamori

Muszę jeszcze tylko znaleźć rękawiczkę bez pary.

17 października 2010

odmyślniki

Jedni robią to w Sylwestra, inni w ramach "nowych początków",  a ja po-urodzinowo. Dla siebie. To lista rzeczy, które mogą, ale nie muszą,  spowodować, że będą kobietą spełnioną, nauczoną, wzbogaconą i zachwyconą (taką mam przynajmniej wizję).
CZĘŚĆ "KOSMICZNA"
- naukowa stepowania
- przejażdżka psim zaprzęgiem
- krav maga
- własny fortepian
- skok ze spadochronem
- kąpiel z delfinami
- miesiąc językowy w Wenecji
- kurs baristy
- sylwester w wersji górskiej
- zumba
- kick-boxing
CZĘŚĆ "NAUKOWA"
- włoski podstawowy
- nauka fotografii
- obcięcie i przefarbowanie włosów
- angielski płynny
CZĘŚĆ "PODRÓŻNICZA"
- Bratysława
- Alpy
- Himalaje
- Orla Perć
- NY
- Praga
- Portugalia
- Irlandia
- Izrael
CZĘŚĆ "PRZYZIEMNA"
- własne, kredytowe mieszkanie
- miesiąc za grosze
- krem do twarzy zwalający cenowo z nóg
Lista niepełna. Kolejność zupełnie przypadkowa. Wszystko w ramach PRÓBOWANIA. 
Ze względów finansowych, niekoniecznie w tym roku, chociaż ... kto wie ...