To miał być wpis o tym jaki mam piękny kalendarz na 2013 rok. Chociaż ja prawie wcale kalendarzy nie używam. Niepotrzebne mi były od kilku lat. Ale po tym, co mi się ostatnio rzuciło w oczy, klęczałam i odmawiałam "będeużywać, będęużywać, będęużywać". Okazało się jednak, że to będzie wpis o tym jaki piękny kalendarz na 2013 roku mógłby mi się trafić. Bo jak na razie wisi nade mną szare widmo kalendarzowej kombinatoryki stosowanej "zrób to sam". O ile mi starczy talentu, chęci i samozaparcia. Ale, jeśli wy możecie sobie już teraz, zaraz, sprezentować kalendarz z serii "warto mieć" - nie zwlekajcie. Bo boskie twory wam pod nosem powstały. Mam trzy typy. Najbardziej boski jest numer jeden. Jeden jedyny, najmilszy. Zakochałam się.
1. PAN KALENDARZ
Tegoroczna premiera. Tylko 500 egzemplarzy (dobra wiadomość: był dodruk!). I to jest cudo nad cudami. W dodatku, po tym cudzie, nie tylko można, ale koniecznie TRZEBA mazać. Jak piszą twórcy: "
Pan Kalendarz powstał z pasji i chęci artystycznego wyżycia się. Noś go ze sobą wszędzie, gnieć, składaj na pół, żeby się zmieścił do kieszeni, maż po nim i wydzieraj kartki, zalewaj winem, kawą, owijaj kiełbasę na piknik z ukochaną/ukochanym...jednym słowem nie oszczędzaj go!"
Do wyboru są cztery ręcznie wycinane obwoluty. Więcej o Panu Kalendarzu poczytacie sobie na jego
facebooku. Nie pamiętam ile razy oglądałam
film z procesu powstawania i później już
efektu końcowego, ale na pewno dużo za dużo.
Cóż, miłość.
2. "WDZIEJ LAKIERKI, BO DZISIAJ JEST..." - KALENDARZ (wrocławskiego studia graficznego) HAVEASIGN
Cudo numer dwa. Tym razem dla chętnych na zapełnienie ściany i dla tych, którym dziwne święta (dzień bez stanika, dzień bez łapówki, dzień jeża) sprawiają nieustającą frajdę. Właśnie te dziwne święta (choć nie tylko)
havedesign postanowił wyróżnić własną, często niesamowitą, graficzną interpretacją.
Do wyboru jest wersja plakatowa i w formacie A5 na pętli ze sznurka, ręcznie dziurkowana.
Końcowy projekt to z mozołem wybrane, z całego dużego stosu, grafiki. A stos był zacny. Sami sprawdźcie u
Łowców Dizajnu.
3. ROK DOBRYCH MYŚLI. KALENDARZ BEATY PAWLIKOWSKIEJ
Znalazł się w tej wyliczance ze względu na pomysł (bo realizacja już tak bardzo nie zachwyca). To codzienny motywator dla niezmotywowanych. Dużo uważności w codzienności i informacji o niesamowitych festiwalach, które odbywają się na całym świecie.
Kalendarz podczas obmacywania nie wywołał we mnie dreszczy. A miał. Szkoda.
/to nie był wpis sponsorowany/