o mnie o mnie o mnie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam. Pokaż wszystkie posty

30 listopada 2013

Rzeczywistość zamknięta w słowach

źródło
























RAZ: Ręka to jest fajna sprawa. Nie angażuje specjalnie osoby, która ją daje, a bardzo uspokaja tę, która ją otrzymuje.
/A. Gavalda/

DWA: Kto powiedział, że noc jest od spania? Nie, nie, proszę państwa, noc jest właśnie od niszczenia sobie życia. Od analiz tego, co było już i tak zanalizowane milion razy. Od wymyślania dialogów, na które i tak nigdy się nie odważymy. Noc jest od tworzenia wielkich planów, których i tak nie będziemy pamiętać rano.
/E. E. Schmitt/

TRZY: Znajdując się w dupie, możesz zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, postarać się zrozumieć dlaczego w niej jesteś. Po drugie, wyleźć stamtąd. (...) Wyleźć z dupy trzeba tylko jeden raz, i potem można o niej zapomnieć. A żeby zrozumieć, dlaczego się w niej znajdujesz, potrzebne jest całe życie. Które w niej spędzisz.

/W.Pielewin/

To z miejsca, które mnie odurzyło. Uwielbiam tam przebywać: KLIK

24 września 2013

love&feeling *

gram w uczucia
dzisiaj miłość

Jeżeli założyć, że piękno jest taką dystrybucją światła, która najbardziej odpowiada naszej siatkówce, łza jest formą przyznania się do niemożności zatrzymania przez siatkówkę - a także przez samą łzę - tego piękna na stałe.
Miłość, żeby to tak podsumować, ma prędkość światła; rozstanie - prędkość dźwięku


/Josif Brodski, "Znak wodny" lub jak kto woli "najpiękniejsza książka o Wenecji"/

czytałam fragmenty
pokochałam
chwilowo cierpię
bo nieosiągalna

też kochasz?
posiadasz?

może

oddasz?

* tytuł posta sponsoruje Chet Faker

27 stycznia 2013

wywiadówka 7

Opierałam się. Przeczytałam jakieś dziwne wynurzenia uczestników pewnego spotkania w pewnej kawiarni. Że moderator-reporter był za bardzo z przodu, że nie dał dojść do słowa, a słowa były ważne. Że kilku słuchaczy wyszło. Ostentacyjnie. Tego się naczytałam. Więc nie chciałam wchodzić w ten wywiad. Mimo, że twórczość reportera cenię. Bo się wystraszyłam tej ostentacji i tego, że może będzie za bardzo egoistycznie, za bardzo o sobie i swojej wielkości. Ale weszłam. Jak w masło. Bo to jest tak dobry wywiad, że dajesz się porwać. I czujesz ulgę. Naprawdę ulżyło mi, że reporter, w pewnych kręgach zwany wielkim reporterem, zdaje sobie sprawę ze śliskości swojej pracy. I że tak otwarcie o tym mówi:

Ładnie o tym napiszę, pokażę tę ich nędzę. Pomoże mi w tym mój kolega, znakomity fotograf (...) Ty zarobisz, (...) ja, kiedy już napiszę, też zarobię. I (fotograf) zarobi, bo fotografuje czadersko. Mój wydawca zarobi, redaktorka, korektorka, drukarnia, hurtownia, księgarnia. Moja wspaniała angielska tłumaczka zarobi. I francuska, ona też pięknie tłumaczy. Polecę do Paryża, do Nowego Jorku. Może wpadnie tłumaczenie czeskie, może niemieckie. (...) Znowu linia lotnicza zarobi, znowu taksówkarz, znowu restauracja i hotel. A mój bohater? Zostanie w starych gaciach. Takie mam teraz myśli, jeszcze rozbiegane, niepoukładane. Tak powstaje książka.

Przeczytajcie ten wywiad. Koniecznie.

Wojciech Tochman: Bóg powinien piorunem cisnąć

/Robert Rient, Zwierciadło, 26 listopada 2012/

____________________
poprzednie wywiadówki:
#1#2, #3#4#5#6
z powodu sieciowej tymczasowości, niektóre mogły wyparować z zasobów internetu
(w tle pojawia się płacz i zgrzytanie zębów)

3 stycznia 2013

Góry na opak

Gryzienie tematu z innej strony, zawsze jest dla mnie smaczniejsze. Nawet jeśli konsumpcja ma posmak goryczy.




MICHAŁ BŁASZKIEWICZ o siostrze WANDZIE RUTKIEWICZ
"Była bardzo zdolna w wielu dziedzinach. Wie Pani, że uprawiała siatkówkę i była w reprezentacji?"

WOJTEK KUKUCZKA o tacie JERZYM KUKUCZCE
"Nie podoba mi się takich schemat, że ojciec, któremu rodzi się dziecko, musi się poświęcić, zrezygnować z siebie. Jak ja będę miał dzieci, też będę chciał realizować swoje pasje, a nie całkowicie poświęcić się rodzinie. Na pewno w żaden sposób nie mam do ojca żalu. Szedł swoją ścieżką i ta ścieżka była bardzo piękna."

GRAŻYNA JAWORSKA-CHROBAK o mężu EUGENIUSZU CHROBAKU
"Wiedziałam, że pięć dni po wyjeździe zacznie się wspinać, a ja już od tej chwili zaczynam się denerwować. (...)Mało tego - wymyśliłam sobie na własny użytek teorię, że jak się będę denerwowała, to zapobiegnę wypadkowi, bo wypadki zawsze zaskakują. Czułam taki wewnętrzny obowiązek denerwowania się".

KONSTANTY MIODOWICZ o siostrze DOBROSŁAWIE MIODOWICZ-WOLF
"Zaczynała w warunkach, które teraz budzą wesoły rechot. Raki były wykuwane przez kowala, którego kontraktował Klub Wysokogórski. Przytwierdzano je do buta taśmami - knotem do lamp naftowych"

ANNA MILEWSKA o mężu ANDRZEJU ZAWADZIE
"Lubił zimę. Miał dobre krążenie i zawsze ciepłe ręce. Nie odmrażał się."

STEFAN HEINRICH o bracie ANDRZEJU HEINRICHU
"Z Himalajów przywiózł (...) psa, którego nazwał "Balu", co w języku Szerpów oznacza "niedźwiedź". Balu przyszedł z Szerpami do bazy pod Everestem. Zaprzyjaźnili się z Andrzejem, a Andrzej zaadoptował go i przywiózł do Polski"

WANDA CZOK o mężu ANDRZEJU CZOKU
"Czasami zła byłam. Jak każda żona alpinisty nieraz sobie popłakałam, że szafka nie przybita, że coś tam nie jest zrobione. Andrzej mówił wtedy: Myszko, jesteś taka dzielna. A ja: no jestem dzielna, ale czemu sama mam to wszystko robić?!"

IRENA ZAŁUSKA o synu DARKU ZAŁUSKIM
"Zwykle jakoś szykowałam go do wyjazdu. I piekłam mu pierniki(...)Zawsze starałam się być dzielna i naturalna. Dopiero jak już pojechał, (...)chodziłam wkoło stołu i czasem głośno płakałam."

PAWEŁ PUSTELNIK o tacie PIOTRZE PUSTELNIKU
"Wiesz co jest dla mnie trudne do zaakceptowania? Śmierć w górach. (...) czasami kiedy słucham historii ojca o Himalajach, mam wrażenie jakby opowiadał o wojnie"

ELŻBIETA PAWLIKOWSKA o mężu MACIEJU PAWLIKOWSKIM
"(...)jak urodził się Wawrzek, Maciek był na Annapurnie. Urodziłam Wawrzka dwa tygodnie po jego wyjeździe (...)Nie robiono mi USG podczas ciąży, bo to nie były te czasy, ustaliliśmy tylko, że jak będzie dziewczynka nazwiemy ją Anna Purna (śmiech)."

_________________
coś dla zainteresowanych z Kato i okolic czyli Kinga i Artur Hajzer na wyciągnięcie ręki:

8 grudnia 2012

wywiadówka 6

Czy ktoś wie, że Stanisława Celińska wydała płytę? Płytę o Warszawie. Wsłuchuję się w tę Warszawę. Wsłuchuję i wsłuchuję. Bo to jest tak inna interpretacja i aranżacja, tak chwilami chwytająca za gardło, że się można tylko wsłuchiwać. I tęsknić za tym brudnym, pięknym miastem.



A dla złaknionych warszawskich wspomnień jest jeszcze coś do poczytania.

Nowa Warszawa według Celińskiej

/Mike Urbaniak, Przekrój, 2 grudnia 2012/


PS wpadłam w stolicowy ciąg. taki na odległość. "uważam, że jest to miejsce nadzwyczajne".
czyli dokument z 2003 roku - stolica oczami mieszkańców:


"Przez świat na rowerach" - M. Nitkiewicz, P. Opaska

Kto sobie marzy "jakbym mógł to bym pojechał..."? No kto? Bo ja tak sobie marzę często. A że jestem tchórz straszliwy, to zamiast się spakować i wyjechać (kobiety w dżungli albo gdzieś na Antarktydzie, w wersji pojedynczej, to dla mnie mistrzostwo świata) czytam. Czasami szybko mnie takie czytanie nudzi, a czasami wciąga aż za bardzo. Gdzieś pośrodku obu tych stanów jest książka "Przez świat na rowerach" Magdy Nitkiewicz i Pawła Opaski.



























Dziwne rzeczy dzieją się z czytaczem podczas konsumpcji lektury. Na początku jest brnięcie wgłąb z prędkością światła, śmiech, a potem niestety zdarzają się długie, przymusowe postoje. Przymusowe, bo tego się nie da chwilami wytrzymać - tej męczącej maniery autora. Ale tylko chwilami. Sama książka wygrywa zdjęciami (choć za małe) i "momentami" (nie - nie ma seksu, nie łudź się czytelniku). Żal mi kilku nierozwiniętych wątków, wdzięczna jestem za wiedzę, że do Indii chyba nigdy nie zajrzę (za głośno, za tłoczno za za za), ale czuję, że wszystko jeszcze przede mną. Dopiero skończyłam część I (stron 360). Za chwilę zaczynam część II (stron 460). Dwa rowery, dwie osoby i dwa lata jazdy w siną dal. Czytam dalej.
A jak przeczytam, to wystawię tu.

_____________
Wszystko to w ramach realizacji mojego projektu numer 3. Szanse na jego ukończenie w tym roku - marne. Ale nie jest źle. Miało być 12 książek i jest, bo po drodze zaliczyłam kilka innych. I'm Book Master.

7 grudnia 2012

Kalendarz 2013

To miał być wpis o tym jaki mam piękny kalendarz na 2013 rok. Chociaż ja prawie wcale kalendarzy nie używam. Niepotrzebne mi były od kilku lat. Ale po tym, co mi się ostatnio rzuciło w oczy, klęczałam i odmawiałam "będeużywać, będęużywać, będęużywać". Okazało się jednak, że to będzie wpis o tym jaki piękny kalendarz na 2013 roku mógłby mi się trafić. Bo jak na razie wisi nade mną szare widmo kalendarzowej kombinatoryki stosowanej "zrób to sam". O ile mi starczy talentu, chęci i samozaparcia. Ale, jeśli wy możecie sobie już teraz, zaraz, sprezentować kalendarz z serii "warto mieć" - nie zwlekajcie. Bo boskie twory wam pod nosem powstały. Mam trzy typy. Najbardziej boski jest numer jeden. Jeden jedyny, najmilszy. Zakochałam się.

1. PAN KALENDARZ
Tegoroczna premiera. Tylko 500 egzemplarzy (dobra wiadomość: był dodruk!). I to jest cudo nad cudami. W dodatku, po tym cudzie, nie tylko można, ale koniecznie TRZEBA mazać. Jak piszą twórcy: "Pan Kalendarz powstał z pasji i chęci artystycznego wyżycia się. Noś go ze sobą wszędzie, gnieć, składaj na pół, żeby się zmieścił do kieszeni, maż po nim i wydzieraj kartki, zalewaj winem, kawą, owijaj kiełbasę na piknik z ukochaną/ukochanym...jednym słowem nie oszczędzaj go!"


Do wyboru są cztery ręcznie wycinane obwoluty. Więcej o Panu Kalendarzu poczytacie sobie na jego facebooku. Nie pamiętam ile razy oglądałam film z procesu powstawania i później już efektu końcowego, ale na pewno dużo za dużo.
Cóż, miłość.














2.
"WDZIEJ LAKIERKI, BO DZISIAJ JEST..." - 
KALENDARZ (wrocławskiego studia graficznego) HAVEASIGN

Cudo numer dwa. Tym razem dla chętnych na zapełnienie ściany i dla tych, którym dziwne święta (dzień bez stanika, dzień bez łapówki, dzień jeża) sprawiają nieustającą frajdę. Właśnie te dziwne święta (choć nie tylko) havedesign postanowił wyróżnić własną, często niesamowitą, graficzną interpretacją.
kliknij w zdjęcie, się powiększy (źródło: Łowcy Dizajnu)





















Do wyboru jest wersja plakatowa i w formacie A5 na pętli ze sznurka, ręcznie dziurkowana.


































Końcowy projekt to z mozołem wybrane, z całego dużego stosu, grafiki. A stos był zacny. Sami sprawdźcie u Łowców Dizajnu.


3. ROK DOBRYCH MYŚLI. KALENDARZ BEATY PAWLIKOWSKIEJ

Znalazł się w tej wyliczance ze względu na pomysł (bo realizacja już tak bardzo nie zachwyca). To codzienny motywator dla niezmotywowanych. Dużo uważności w codzienności i informacji o niesamowitych festiwalach, które odbywają się na całym świecie. Kalendarz podczas obmacywania nie wywołał we mnie dreszczy. A miał. Szkoda.





































/to nie był wpis sponsorowany/

23 listopada 2012

wywiadówka 5

Ile razy czytam, słyszę albo oglądam (choć to ostatnie rzadziej) wywiady z Marcinem Dorocińskim, tyle razy się zastanawiam - czy to wywiadowca był tak błyskotliwy i inteligentny, że wywiad wyszedł świetnie, czy to Dorociński za każdym razem potrafi opowiadać o swojej pracy i projektach, w kompletnie nowy i świeży sposób? Jak na razie w tych moich rozmyślaniach wygrywa Dorociński. Poza jednym wywiadem Ewy Podolskiej w TOK FM, który będę wspominać do końca życia i w którym, z dziecięcą ciekawością, dziennikarka gawędziła sobie po prostu z aktorem - uroczo, lekko, bezpretensjonalnie, a on jej potem za tę rozmowę szczerze i z wdzięcznością podziękował.

printscreen zdjęcia Rafała Masłowa (zwierciadlo.pl)

















Wywiadu Ewy Podolskiej z Dorocińskim w TOK FM, można posłuchać TUTAJ (ukrywa się na stronie 14 - przynajmniej w momencie kiedy to piszę). w ogóle polecam cały cykl "TOK z Gwiazdą" - jest fantastyczny!

22 listopada 2012

wywiadówka 4 *

Nie przepadam za Tomaszem Kinem. Moje prawo. Nie przepadam telewizyjnie. Ale już radiowo i gazetowo, owszem. Pamiętam dawne zasłuchanie w Antyradiowe "7 grzechów głównych". To dopiero była audycja! I takie samo "to dopiero" włączyło mi się w tyle głowy po przeczytaniu tego wywiadu. Bo ja lubię rozmowy, z których dowiaduję się czegoś nowego. Zwłaszcza jeśli to "nowe", dotyczy wysokości.




























O przełamywaniu granic, mądrości wysokogórskiej, dystansie do sukcesów i o zdrowej ambicji:

Kinga Baranowska: Ważna jest intuicja

/Tomasz Kin, Zwierciadło, 9 września 2012/


PS ponieważ jestem górsko zainfekowana i zarażam innych, kiedy tylko mogę, polecam przy okazji kilka górskich filmów.
z półki "naj", warto sięgnąć po:

  • którykolwiek z tych: http://tosieoglada.blogspot.com/2012/03/troche-gor-i-ekstremalnych-przezyc.html
  • "Nordwand" - żeby rozwinąć temat poruszony we fragmencie wywiadu z Kingą Baranowską:
    Niemcy byli bezwzględni. W latach 30. zorganizowali kilka wypraw, jedna po drugiej, żeby tylko ktoś stanął na wierzchołku i zatknął na nim niemiecką flagę. Ich wyraźne podejście do wspinaczki na zasadzie „śmierć lub sława” przemawiało do nowych przywódców Niemiec.
  • "Touching the Void" - zawsze, kiedy ktoś zaczyna ze mną rozmowę na temat "człowiek to strasznie słaba istota", podsyłam mu ten film. zwykle zmienia zdanie. albo sam okazuje się za słaby i ogląda go z zasłoniętymi oczami

a jeśli ktoś chciałby zobaczyć coś jeszcze (nie fabularnego i nie dokumentalnego), niech obejrzy zapis pewnego spotkania, które odbyło się przy okazji projekcji filmu "Cold" (co to za film? polecam link w pierwszym podpunkcie) KLIK


21 listopada 2012

wywiadówka 3 razy dwa

"Zawsze jest tak, że jak trudne wydarzenia mają miejsce, trzeba po prostu stanąć na nogi i jakoś sobie poradzić. Albo przynajmniej próbować. I jak to zrobisz, zaczynasz siebie doceniać choćby za to, że spróbowałeś. Więc następnego dnia też próbujesz."

Pamiętam, jak wstrząsnęła mną informacja, że zginął Piotr Morawski. Zawsze to mną wstrząsa, chociaż wiem, że oni wszyscy tam idą, bo chcą. Najbardziej wstrząsający był chichot losu, żart taki, przecież to nawet nie było nic spektakularnego - ot, rozgrzewka, aklimatyzacja. Śmiertelna. A potem był drugi wstrząs, kiedy na światło dzienne wyszła wiadomość o żonie i dwójce małych dzieci i zaczęła się lawina komentarzy o braku odpowiedzialności za rodzinę. Pod tym wywiadem też już się czają. 

Ale nie o tym jest ta rozmowa. To opowieść o miłości podszytej strachem, trudnych, bo śmiertelnych rozmowach z dziećmi, stereotypach i  o tym, że wszystko jest po coś. Nawet brak pomocy, ręki, i chęci - z zewnątrz. To wywiad z kilkoma dnami. A przynajmniej jego fragmenty. 

Wdowa powinna tylko płakać?

/Łukasz Długowski, Wysokie Obcasy, 19 listopada 2012/

_____________________________________
I jeszcze przypomniała mi się rozmowa z "Polityki". Ją chyba warto przeczytać najpierw. Bo przy niej się człowiek uśmiecha. Ja uśmiechnęłam się pierwszy raz, czytając odpowiedź na pytanie:

- Jaki był Piotr?
- Koszmarny egoista. Jedyny, cudowny, niezwykły.

Jak narkotyk

/Barbara Pietkiewicz, Polityka, 17lipca 2011/

25 października 2012

wywiadówka 2

źródło


























Myślałam, że nie będzie felietonów i, że wywiadowa perełka o której ostatnio pisałam, w końcu się pojawi.
Myślałam. Ale już nie myślę. Bo mi się trafił felieton nie z tej ziemi:

Strzały w parku

/Joanna Szczepkowska, Wysokie Obcasy, 29 września 2012/

22 października 2012

książki "oddam"

Pozbywać się miałam. Taki był plan. Ale plan się w międzyczasie pozmieniał, zapomniał i zakurzył. Za to ja się nareszcie ogarnęłam, przymuszona koniecznością podreperowania domowego budżetu. Wracam w takim razie, z tym moim ogarnięciem, do żywych i do planu. Prężniej. Bo póki co, tempo pozbywania się księgozbioru zaległego w kartonach, było żadne. Przyśpieszam i głośno przypominam: Zabookuj booka. A jeśli sam(a) nie chcesz bookować, oświeć możliwych zainteresowanych.

Na zachętę mam dwie dobre wiadomości:

  • opcja wysyłkowa już działa (hiphiphurej)
  • dorzuciłam kilka nowych książek

Naszła mnie też dzisiaj tragiczna myśl. Myśl, która co jakiś czas do mnie wraca. Zwykle wtedy, kiedy przypadkiem zajrzę do księgarni, na stronę Wydawnictwa Czarne albo jakiegoś bloga książkowego.


Myśl tragiczna brzmi: "tak dużo książek, a tak mało czasu na ich przeczytanie". Zrobiłam listę. I boję się, że to jeszcze nie koniec...




  • "Kawa" - Jezernik Bozidar
  • "Córeńka" - Wojciech Tochman 
  • "Efekt Lucyfera" - Philip Zimbardo
  • "Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn" - Daniel Spoto
  • "Klasyczna setka" - Nina Garcia
  • "Złota księga czekolady" - Carla Bardi
  • "W głębi kontinuum" - Jean Liedloff 
  • "Arlington Park" - Rachel Cusk
  • "Śród żywych trupów" - Małgorzata Szejnert
  • "Dziennik norymberski" - Gustave Mark Gilbert
  • "Reporteży bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami" - Agnieszka Wójcińska
  • "I ktoś rzucił za nim zdechłego psa" - Jean Rolin
  • "My z Jedwabnego" - Anna Bikont
  • "Z Nowego Wspaniałego Świata" - Wallraff Gunter 
  • "Sezon maczet" - Jean Hatzfeld
  • "Widok cudzego cierpienia" - Susan Sontag 
  • "Historia smaku" - Bryan Bruce
  • "Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji" - Witold Szabłowski 
  • "Miedzianka. Historia znikania" - Filip Springer
  • "Pochwała powolności" - Carl Honore
  • "Listy na wyczerpanym papierze" - Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora
  • "Zbyt wiele szczęścia" - Alice Munro
  • "Gulasz z turula" - Krzysztof Varga
  • "Dom żółwia. Zanzibar" - Małgorzata Szejnert
  • "Ex libris" - Anne Fadiman

Na widok niektórych książek ślinię się bezwstydnie już od jakiegoś czasu, ale zanim się na nie rzucę, chcę skończyć mój czytelniczy projekt. Się zaparłam. Głupia ja.

PS myślę sobie jeszcze: "a Murakami, a Keret? nie ma na liście". no nie ma. to fakt. bo ja się nigdy nie mogę zdecydować, od której z ich książek zacząć (Murakamiego czytałam na razie tylko "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu", ale to podobno nie jest prawdziwy Murakami). wszystko przez strach. się boję. boję się, że kiedy wybiorę niewłaściwą książkę, ominie mnie miłość i szał uniesień. a ja lubię uniesienia. każde. jakieś sugestie?

5 października 2012

"Bzyk"

To jest taka książka, której nie można jednym tchem. Nawet jak się człowiekowi, po przeczytaniu wstępu, wydaje,
że można. Że połknie w jeden dzień albo noc. Nie można. Się nie da. Za dużo tego. Tych wszystkich penisów, wagin, łechtaczek, wzwodów i wibratorów. Ale czyta się płynnie. Zaskakująco płynnie. I niestety bardzo często ma się reakcje "muszę to komuś powiedzieć". Piszę "niestety", bo już wiem, że mało kto ma ochotę słuchać o kolczatkach na penisa, penis-kamerach, wpływie odległości łechtaczki od pochwy na orgazm czy o sposobach inseminacji świn. O tym się dużo lepiej czyta, niż mówi. I to już od pierwszych kartek:

Moja pierwsza książka [patrz: "Sztywniak"]opowiadała o ludzkich zwłokach i na tej podstawie wiele osób orzekło, że mam obsesję śmierci. Teraz, kiedy już napisałam książki i o seksie, i o śmierci, tylko Bóg jeden wie, co o mnie gadają. (...) Nie mam wątpliwości, że jestem przedmiotem stale krążących kawałów w dziale wypożyczeń międzybibliotecznych Biblioteki Publicznej w San Francisco, gdzie w ciągu dwóch ostatnich lat zamawiałam opracowania z tytułami w stylu: "O funkcji jęków i hiperwentylacji podczas stosunku" albo "Sonda analna w monitorowaniu aktywności naczyniowej i mięśniowej podczas reakcji seksualnej". Ostatniego lata, kiedy w bibliotece (...) kserowałam artykuł zatytułowany "Autoerotyczna śmierć za sprawą odkurzacza" i kopiarka nagle się zacięła, nie odważyłam się prosić o pomoc kogoś z personelu. 



























A skoro to książka o seksie, poszłam z nią do łóżka. Wam też polecam. Bardzo.

10 września 2012

MALEMEN

Czytuję. Czasami. Jak mi z jakiegoś powodu wpadnie w ręce.
I wpadł. Prosto z innych rąk. Takich dobrych, co to widząc, że stoję i niby chcę kupić, ale może nie chcę - zabierają z półki, zanoszą do kasy, a potem przychodzą i wręczają z uśmiechem: "dla Ciebie".
























Po ostatnim spotkaniu ze (SLOW) (z którym można było tak od razu), cieszę się, że trafiłam na coś, co trzeba sączyć.
Ja chcę sączyć. Jakoś wyjątkowo. W dodatku się pobeczałam. Przy tym się pobeczałam:
























Bo chyba się nie da nie beczeć.
A w kolejce czekają jeszcze: Keret, A.P.Kaczmarek, Pawlicki....Do zaczytania. Dużo.
I dobrze.

30 sierpnia 2012

(SLOW)

może miałam wygórowane oczekiwania
może to tylko słabszy numer
może chciałam za bardzo i za mocno
a może to jest po prostu gazeta.

po prostu.
bez wykrzyknika.

czegoś mi zabrakło.






























PS byłam oazą spokoju, tym całym kwiatem lotosu na tafli jeziora i wagonem pełnym tybetańskich mnichów. byłam. jeden dzień. nawet (SLOW) nie pomógł. ja chcę z powrotem na wieś! miasto mnie mierzi, denerwuje, napina struny biednych skołatanych nerwów i mi potem wszystko pęka i się wylewa na tych, co najbliżej. fuj!

13 sierpnia 2012

(nietypowy) blog-niedziałek #28 czyli nowe magazyny

|BLOGI, KTÓRE WARTO ZNAĆ| 
Robi się ciekawie. Jest szansa, że niebawem będę częściej sięgać po gazety, niż po książki (no dobra, ściemniam - szansa to jest ewentualnie na mały remis ;)). Trzy hasła, trzy miejsca, trzy blogi-nieblogi. Tytuły wszystkich powodują, że aż się chce zajrzeć:

RAZ
Zwykłe Życie - i blog i gazeta. Numer pierwszy, darmowy, sieciowy - bardzo mi podpasował. Kolejny będzie do dotykania i obwąchiwania - czekam.

DWA
Magazyn Smak - jest tak smacznie, że aż bezwstydnie. Póki co tylko w sieci, ale są aspiracje na wielką papierową premierę. Byle do jesieni!

TRZY
Bardzo. Bardzo Magazine. Na razie się fejsbukuje. Odsłona papierowa obiecywana jeszcze w sierpniu. Liczę bardzo.
A nawet Bardzo. Bardzo :)

CZTERY
(SLOW). Nowy i nie-nowy magazyn, bo zadebiutował w kwietniu. Jeszcze nie miałam w ręce. Jeszcze nie. Ale naczytałam się samej dobroci. Za chwilę pojawi się jego trzeci numer.

PS żeby całość ładnie zapiąć na ostatni guzik, dodaję do tej trójcy miejsce równie magiczne - Pan tu nie stał (sklep, blog itepe). Wakacjujący się, mogą wykonać pantuniestałowe zadanie.

6 sierpnia 2012

(celowo spóźniony) blog-niedziałek #27

|BLOGI, KTÓRE WARTO ZNAĆ|
Wciąż trwam w klimacie węgierskim. Nie poradzę. Przepraszam.
I zapraszam.
Na bloga.
 
Jedyny blog z tamtych rejonów, który czytam to Jeż Węgierski czyli Polak (Polacy) w Budapeszcie.
Skarbnica wiedzy historyczno-polityczno-kulturalno-społecznej. Co zobaczyć, gdzie zajrzeć, co warto, a czego nie.
Z Jeża dowiedziałam się między innymi o:
- sex-lumpexie (tak, to sklep z używanymi akcesoriami seksualnymi)
- prasie bezdomnych
- organizacji Budapeszt Beyond Sightseeing
- żydowskiej historii Budapesztu

Są smaczki, zdjęcia, są ciekawe teksty, nie ma przymusu publikowania (czasem wpisy nie pojawiają się nawet przez kilka miesięcy) i może dzięki temu jest duża przyjemność z czytania. Zajrzycie koniecznie: http://jezwegierski.blox.pl

28 maja 2012

"Niezłomny" - Laura Hillenbrand

Jeżeli istnieją książki, które są gotowym scenariuszem filmowym, to to jest właśnie taka książka.
Jeżeli kiedyś zdarzyły się historie, które są po prostu niemożliwe, to to jest właśnie taka historia.
Jeżeli są ludzie, których nic nie złamie, to to jest właśnie taki człowiek.

Żałuję, że ta książka tak długo czekała na swój moment. Pożyczona. Tego też żałuję, bo chciałabym ją mieć na własność i wracać do niej za każdym razem, kiedy pomyślę, że mi ciężko, a świat jest bez sensu. Bo jest. Bywa. Ale można go pokochać. Życie trzeba pokochać. A ta książka to uniwersytet życia. I przeżycia.



Kilka faktów z życia "Niezłomnego" Louisa Zamperiniego:
- był genialnie zapowiadającym się biegaczem
- w 1936 roku wystartował na Olimpiadzie w Berlinie, gdzie dłoń uścisnął mu sam Adolf Hitler
- podczas II wojny światowej latał bombowcem
- zestrzelony, 46 dni dryfował na tratwie po Pacyfiku, walcząc z głodem, brakiem wody i rekinami
- przeżył kilka japońskich obozów jenieckich
- popadł w alkoholizm
- po 60tce pobiegł z pochodnią olimpijską przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi (kolejny raz zrobił to na 4 dni przed swoimi 81 urodzinami)
- w wieku 81 lat nauczył się jeździć na deskorolce
- teraz ma 95 lat

I wciąż się zastanawiam - jak to wszystko można przeżyć i pozostać optymistą?

PS 1 Poza samą historią i poza samym Louisem Zamperinim, to jest po prostu świetnie napisana książka! Ilość pracy, jaką autorka, Laura Hillenbrand, włożyła w jej stworzenie, jest porażająca (świadczy o tym ostatni rozdział z podziękowaniami i kilka kartek z przypisami). Hillenbrand ma już na swoim koncie jeden, także oparty na faktach, bestseller, o niezwykłym amerykańskim koniu o imieniu "Seabiscuit". Na podstawie książki o tym samym tytule, powstał równie niezwykły i wzruszający film "Niepokonany Seabiscuit". To samo czeka "Niezłomnego". Prawa do ekranizacji zakupiło już studio Universal.

PS 2 Docelowo ten wpis miał być o książce "Filozof i wilk" Marka Rowlandsa, ale podchodziłam do niej już trzy razy, i zawsze z marnym skutkiem. Chyba musi poczekać na swój czas. Długo poczekać.

14 maja 2012

blog-niedziałek #18

|BLOGI, KTÓRE WARTO ZNAĆ|
Na bloga Arka Recława trafiłam rok temu, dzięki artykułowi "antyporadnik: jak w ostatniej chwili nie pojechać rowerem do pracy". Pamiętam, że rzuciła mi się w oczy mądra, sprawna i wnikliwa obserwacja rzeczywistości. Lubię tak. Potem było kilka wpisów na blogu, które załapały się na moją listę "mniej błyskotliwe" (ale wiadomo - każdy ma gorszy dzień), a w tej chwili czytam i analizuję tak naprawdę wszystko, co Arek pisze (zwłaszcza, że sporo z Jego obserwacji i wniosków jest bardzo trafnych). Ostatnio wrócił z miesięcznej podróży po Indiach (podczas której brał też udział w maratonie), gdzie zabrał ze sobą tylko 30 rzeczy. I tu dochodzimy do sedna, czyli minimalizmu. Odkąd zaczęłam się nim interesować, z jeszcze większą uwagą czytam wpisy Arka (który jest jednym z jego "wyznawców"). O samym minimalizmie pisze mało, przynajmniej wprost, ale za to bardzo sprawnie idzie mu przemycanie tej idei, gdzieś po przecinku. 

Więcej o Arku znajdziecie na Jego blogu Pasja vs. Praca
Polecam zwłaszcza jeden z ostatnich wpisów pt.: "Raport z podróży z małym bagażem", plus komentarze pod nim.