o mnie o mnie o mnie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mówię. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mówię. Pokaż wszystkie posty

24 kwietnia 2017

(za)wracam

Życie to zdzira. Kiedy już zaczynasz się do czegoś przyzwyczajać, mościć i ogarniać, lubi Cię nagle szturchnąć, wytrącić z równowagi i dać prztyczka w nos. Wtedy nawet joga nie pomoże, ani żadne ouuuummmmmm wypuszczane na jednym wydechu i z poczuciem mocy. Terefere, człowieku. Terefere.

No więc, żeby nie oszaleć (a mam tych zmian kilka - aktualnych i na horyzoncie), wracam do pisania, co układa głowę.

Założenie pierwsze: w miarę regularnie.
Założenie drugie: ileśtam tygodni. 
Założenie trzecie: good vibes only.

Dlaczego?
Bo chcę wyrobić nawyk codziennego pisania. 
Bo potrzebuję jakichkolwiek ram czasowych.
Bo pozytywne strony życia warto zapisywać. Pamięć płata figle.
Bo nie lubię pisać do szuflady.

17 stycznia 2017

Nadal rower i święty spokój :)

Czasem warto się zagapić wstecz. Przykład?

"Ten post sponsoruje Morgan Freeman i film "10 Items or Less". Uwielbiam. Polecam. Jeden z fragmentów, który zawsze mnie na chwilę zatrzymuje, to ten, gdy pada pytanie o 10 rzeczy, których się nie znosi i 10, które się uwielbia, i chciałoby zatrzymać w swoim życiu. Mają to być odpowiedzi spontaniczne, bez zastanawiania się. Zapomniałam ich sobie udzielić po pierwszym oglądaniu. Dzisiaj zapisuję. I może kiedyś sprawdzę czy coś się zmieniło."

[Katowice, 16.01.2013]

Więcej TUTAJ. Trochę się zmieniło :) Aktualna lista, dokładnie w tej kolejności, wygląda tak:

1. święty spokój.
2. rower. 
3. jego.
4. pasję, z jaką robię niektóre rzeczy.
5. mieszkanie na najlepszej dzielni świata.
6. śmianie się aż do bólu brzucha.
7. wypasioną poduszkę dopasowującą się do kształtu głowy.
8. przyjaciół.
9. bliskich.
10. góry i las.



31 grudnia 2013

Czas mija szybko, bo go nie marnujemy

to był rok trudności, nowości, szaleństwa i pierwszych razy
pomimo przewracania się o własne myśli
i wbrew wszystkim skulonym momentom
nie zmieniłabym w nim niczego

nie zmarnowałam ani jednego dnia
straciłam sporo, ale zyskałam jeszcze więcej
było dokładnie tak, jak miało być

a najważniejsze chwile tego roku opisały za mnie
(pojęcia nie mając o wspólnocie dusz i moim istnieniu):
AliceBella Blumchen i Kobieta Po Drugiej Stronie Dwudziestki

mam nadzieję, że ten 2014 jeszcze bardziej mnie zaskoczy
what you pay attention to, grows



__________________________
ktoś mi podrzucił ciekawą listę
37 rzeczy, których będziesz żałować kiedy będziesz stary
na dziś, mogłabym żałować tylko tego, że nie potrafię robić imprezowych sztuczek
i nie bawię się ze swoimi dziećmi, bo ich nie mam
ten wynik mnie przytłacza
wychodzi na to, że umrę szczęśliwa

7 grudnia 2013

Ciało

nie może być:
przejedzone
głodne
niechciane
niewyspane
niewyprzytulane
niewytrenowane


30 października 2013

Warszawa sprezentowana







































Jest takie miejsce - Warszawa.
Kiedyś rozpisałam je sobie na czynniki pierwsze.
Drobno.
Po przecinku.

Tym razem chcę przemilczeć.
I mocno zapamiętać.
Tę moją całą zmienność nieplanowaną.
I nieogarnięcie emocji.

Są.
Buzują.
Niepoukładane.

Zapamiętam.

Blondynkę.
Gęsią skórkę.
Moją bajkę.
Te 3 cm nad ziemią na których się unosiłam.
Warszawę nocą.
Dźwiękowy Żoliborz.
Pewność, że wiem i rozumiem.
Decyzje, które podjęłam i wciąż w środku przetwarzam.


To chcę zapamiętać najbardziej.
I jeszcze kobietę-łobuza, którym podobno jestem.

24 października 2013

.................................................................................................................................................

"Czasami człowieka łamią drobiazgi, wrażenia, do których wstyd się nieomal przyznać." /Krystyna Siesicka "Zapałka na zakręcie"/



"Chwyć się cieniutkiej niteczki pewności, że minie. To minie." /Katarzyna Nosowska "Boję się o nas"/

15 października 2013

Rok niebezpiecznego życia



stawiam kropkę
przy 32 wiośnie
jesienią

jestem w punkcie, w którym nie żałuję
pierwszy raz
niczego, co zrobiłam
niczego co się zdarzyło
wczoraj, dzisiaj, pół roku temu

i gdyby to miało być już, wiem, że zrobiłabym hipsterskie "check!", a potem spokojnie wypuściła powietrze




mam 32 lata
i jestem szczęśliwa

_______________________________________
PS zeszłoroczna 7ka odhaczona w całości. 100!

5 września 2013

Zakochana

Pamiętam, ale nie rozpamiętuję. Zapominam. Powoli. Rozciągam myśli aż pękną, a w wolne miejsca wsuwam nowe tworząc nowe coś na bliskość. Jedyną jaką mam. I najpiękniejszą, jaką mogłam sobie wymarzyć.

Dziękuję za przeszłość, łapię teraźniejszość, zaczynam zerkać co jest za zakrętem. Czasem się tylko zastanawiam czym sobie zasłużyłam na to, co się teraz dzieje. To szaleństwo, prędkość, energię, uśmiech i szczęście, wakacje - niewakacje w nowym życiu. Po życiu. I po raz pierwszy nie fotografuję nie piszę, nie opowiadam. Biorę to co mam. Czerpię garściami. Wchodzę jak w masło. Nie patrzę na zegarek. Nie kalkuluję. I nie żałuję. Po raz pierwszy.

Mój czas. Tylko mój.

Zakochana.
W nowym życiu po życiu.




























Dziękując za boskie lato niecierpliwie czekam na jesień.


1 lipca 2013

Rok temu o tej porze

dokładnie rok.

2012                                         2013
sorbet malinowy                         dwie latte i tiramisu
upał do granic możliwości           chłodny powiew lata
7 rano nad jeziorem                   7 rano pod dachem rodzicieli
wieczorna burza                         się zbiera
i głowa pełna nowych planów      a to tak
nie dam się                               nie
nie                                           no nie


[1 lipca 2012]
a w sierpniu będę lekka i sprężysta, z rozwianymi włosami, biegać rano, jeździć na rowerze, mówić codziennie po włosku, spotykać dawno nie odwiedzanych, trzymać kciuki za udany poród i mieć pracę. tak czuję. i jeszcze pojadę w góry. w końcu pojadę. już postanowione. się nie dam. o nie. i się uśmiecham. na samą myśl się uśmiecham.

[1 lipca 2013]
już teraz jestem lekka i sprężysta, z rozwianymi włosami, biegam wieczorami, jeżdżę na rowerze, nie mówię po włosku, spotykam dawno nieodwiedzanych, nie trzymam kciuków za poród, mam pracę, a góry są na horyzoncie. i się uśmiecham. przez łzy, ale się uśmiecham. chociaż boli. i chociaż nie rozumiem. bo dowiedzieć się przez przypadek czegoś, czego się miało dowiedzieć od kogoś innego, to ból. i rozczarowanie okolicznościami. moja nauka na przyszłość. najważniejsza.

19 maja 2013

Teraz

Donoszę, że nie mam żadnych ładnych zdjęć. Ani tego co jem, ani co czytam, ani nawet tego co wywijam z ciałem dla własnego dobra i psychicznej stabilizacji. A jak się nie ma zdjęć na bloga (tym bardziej ładnych) to się powinno chociaż coś mądrego napisać. W związku z tym jestem zmuszona donieść, że nie mam też absolutnie żadnych mądrych i lotnych tekstów, które bym tu mogła upublicznić. Ot, wiosna, ot maj, ot bezmyślność, błogość i fruwanie z uśmiechem. Taka jestem. Teraz. I mi się to teraz bardzo podoba.

             




































http://www.youtube.com/watch?v=J91ti_MpdHA

________________
mądrego nie napiszę, ładnego nie sfotografuję, to chociaż coś wartościowego polecę:
1. "Bez laski" - mężczyźni o mężczyznach w tok.fm
2. Najsmutniejsza piosenka świata Keatona Hensona
3. Ćwiczenia z utraty Agaty Tuszyńskiej

11 kwietnia 2013

kropka

Mogłabym pisać o tym jak spinam dupkę. Jak mi zależy, żeby się spiąć raz, a skutecznie i widzieć już tylko pewność i wartość. Własną wartość pisaną dużą literą. Bo mi zależy. Ale pisać o tym nie chcę.

Nie chcę też pisać ile mi zostało dni. Dni do końca spięcia, do lepszego obrazu. Tego idealnego, który po odliczeniu będzie już dany na zawsze, po wsze czasy. Nie chcę, bo wiem, że dany nie będzie. Może być ZAdany co najwyżej. I to też po wsze czasy, niestety.

Więc o czym chcę napisać? Żeby nie tracić czasu. Znasz na pewno, Gościu Internetowy, ból istnienia przeplatany "poszukiwaniem samego siebie". To stan przejściowy - na szczęście. Ból istnienia zastępuje prędzej czy później, zabiegana codzienność, ale "poszukiwanie samego siebie" trwa w tyle głowy bez końca. Beznadziejne przypadki uprawiają poszukiwania nawet po 60tce. Tak, beznadziejne. Bo to strata czasu. Nie trać go, Gościu Internetowy i zamiast szukać siebie, po prostu siebie stwórz. Na obraz i podobieństwo tego czegoś, co ci się roi w głowie. A potem już tylko bądź. Idealny. Na wieki wieków i miarę swoich możliwości.

Dobrego bycia, bez napinki!










































I pamiętajcie, że bać się, też trzeba umieć. Więc bójmy się z umiarem - tylko tyle, ile trzeba.

27 marca 2013

(bez)myślność kontrolowana klawiszem DELETE

Upycham.
Myśli i słowa.
Upycham na niepublicznych kalendarzowych kartkach.
Kiszę w blogowych wersjach roboczych, żeby po miesiącu skończyć ich żywot jednym kliknięciem.

Spodobało mi się to niewypluwanie wnętrza do sieci.
I niepiśmienność też.



________________
Dobre rzeczy się dzieją. A za rogiem czas letni.

1 lutego 2013

Widzenie

gdzie się widzisz za 5 lat?
gdzie ja się widzę?
w górach się widzę
przy kominku
z widokiem na las bez komarów
widzę się z psami
z uśmiechem
nieśpiesznie szczęśliwa

i z tobą

kimkolwiek będziesz

do lata piechotą będę szła

uciekinierko*
znajdę cię
choćbym miała wcześniej powyginać i powykręcać
i choćby bolało
obiecuję

no chyba, że sama wrócisz
po dobroci

daję ci 13 (poprawka - 20!)** tygodni
i ani dnia więcej



a jak nie wrócisz, to w ryj.


*talio osy, jędrna czteroliterowa konstukcjo, smukła istoto i takie tam
**jakie 13 tygodni? no jakie? do lata miałam piechotą. czyli to będzie 20. od dziś.

21 stycznia 2013

propozycja

Taka z trzewi, ze środka, spod duszy.

Zgodnie z ustaleniem, że chcę mieć tutaj miło, kiwam na was palcem i proszę o pomoc. Ty i ty i jeszcze ty! Tak, tak - ty. Pomóż mi szukać radości w codzienności.

Pomyślałam, że może pozwolicie się sobie przyjrzeć bliżej - gdzie mieszkacie, skąd jesteście, gdzie pracujecie, co was pasjonuje. Bez wylewania wnętrza do sieci, za to przy użyciu wstrząśniętej-niezmieszanej. Miałam wielką frajdę podróżując/nie podróżując z Pawłem i Iwoną (pamiętacie? KLIK). Z wyszukiwania informacji o miejscach, w których zlądowali, z oglądania zabawnych kadrów. Oni podobno mieli tę frajdę, nie mniejszą. Więc może zrobicie coś dla siebie i dla mnie jednocześnie?

Czasem wiem, kto mnie czyta, czasem nie mam zielonego pojęcia i jestem zaskoczona kolejnymi ujawniającymi się. Zawsze mile. Chyba najmilej czytelnikami płci brzydkiej. Nawet nie wiem dlaczego. Może - bo was mało. Pewnie będę zaskakiwana jeszcze nie raz. A póki co - chciałabym was poznać.

Zabierzcie wstrząśniętą-niezmieszaną do siebie na tydzień. Pokażcie okolicę, ulubioną knajpę, rower, sąsiada, miejscówkę. Widok za oknem, klawiaturę komputera, płyty, zegarek, klatkę schodową. Kawę, którą pijacie, park, miejsce swojej pracy od środka, przyjaciela, stopę dziecka, śniadanie. Pokażcie siebie, nie pokazując za wiele. Będzie mi milej. Będzie radośniej. I w życiu i na blogu.

Wyślę ją mailem, sztuk 6. W tej samej pomiętej, niebieskiej koszulce, bez czapki, szalika i rękawiczek. Miniaturowo. Wystarczy wydrukować, wyciąć i gotowe. Z każdej tygodniowej wizyty u kogoś z was, powstanie zbitka zdjęć - "JEDEN DZIEŃ Z WSTRZĄŚNIĘTĄ-NIEZMIESZANĄ".

Przez tydzień możecie stworzyć WYMARZONY DZIEŃ, KTÓRY MOGŁABYM SPĘDZIĆ, GDYBYM TRAFIŁA W WASZE REJONY.
Z wami lub bez was. W Polsce lub zagranicą. W domu lub na dworze. Może trafię do stolicy, może gdzieś na wieś, może na pokaz mody, a może do jakiejś redakcji, przedszkola lub na plan filmowy. Głośno marzę. Chcę poznać waszą codzienność. Dzięki niej podkolorujecie trochę moją.



POTRZEBUJESZ:

  • maila
  • dostępu do internetu
  • dostępu do drukarki
  • nożyczek/nożyka do tapet
  • jakiegokolwiek aparatu
  • dobrych chęci

Do wyboru: fotografia, film, wycinanka, komiks, szycie garderoby z filcu, co wam wpadnie do głowy.
Jeden dzień z wstrząśniętą-niezmieszaną. Macie ją przez tydzień na wyłączność.
Wystarczy do mnie napisać: wstrzasnieta@gmail.com. 

Pisząc: 
  • daj znać kim jesteś (jak masz na imię)
  • czy masz bloga 
  • określ kiedy i gdzie chciał(a)byś wstrząśniętą zaprosić do siebie (miesiąc)

Resztę - dogadamy.

dziękuję.

14 stycznia 2013

"być minimalistą" - z listów do redakcji

Jestem minimalistą. Tak chyba od roku. Nie żebym tego chciał. Jakoś samo wyszło.


Na początku było ciężko, bo, sama rozumiesz Redakcjo Droga - pociągu do dóbr się pozbywać, to łatwe nie jest. Te książki na półkach, na widok których się otwierałem, te kawy na mieście, co mnie nimi czasem oblewano. Tak. Pięknie kiedyś było, więc i ciężko z tym minimalizmem na starcie. W dodatku wymuszonym. Ale - dałem radę. Teraz jak mi się coś trafia - przechodzę obojętnie. Nie ściskam się w sobie, nie szeleszczę, jestem niewzruszony. 

A piszę Redakcjo Droga, ponieważ chciałem ostrzec tych, co im się też zachciewa wymuszonego minimalizmu spróbować. 
Bo ja od tego minimalizmu, to się ostatnio ciągle czuję taki strasznie pusty w środku...

z pozdrowieniami
Po Rtfel


________
pomóż Po i podając dalej: KLIK

13 stycznia 2013

__________________________________________________________________

Miewam głupie pomysły. Ojj jakie głupie one. Przebywanie w okolicach komputera, kiedy za oknami ciemność, powinno się kończyć ostrą wysypką. Taką, żeby się odechciewało. Tych pomysłów głupich. I zmiany decyzji, co się ją podjęło ponad tydzień temu. Ale trwam przy zmianie ("łapać wszystkie szanse"). I pozdrawiam wagi - czyjaś chwiejność, przy naszej chwiejności to są Sudety vs Dolomity. Śnieg nam w oczy!



PS tych, co widzieli, co poprzednio w klawiaturę naklepane, przepraszam że schowałam. ale komentarze dojrzałam. danke.

6 stycznia 2013

Katastracja

Kiedy myślisz sobie, że już tylko miłość wzajemna i dobroć, elfy, krasnale i wata cukrowa, nagle wydarza się katastracja. Kuchenna. Przy której inne bledną. Wciąż się zastanawiam - naprawdę da się tak wygiąć, żeby już nieodwracalnie?




__________________
Umarła mi kawiarka.
Chlipię cicho w kącie.