o mnie o mnie o mnie

19 lutego 2012

niemarzenie

Nigdy nie marzyłam o własnym, kredytowym, na 30 lat, mieszkaniu. Zawsze chciałam dom. Jeżeli zaczynać, to z przytupem. Nigdy nie marzyłam też o dzieciach. No, może raz, czy dwa, ale do tego potrzeba odpowiedniego faceta i odpowiedniego nastawienia wewnętrznego, że to jest Ten mężczyzna. Nie tylko fajny ojciec, ale i mąż. 

Długo trwało zanim dostrzegłam posiadanie właściwego Jego, na właściwym miejscu. Długo trwało zanim uświadomiłam sobie, że tu gdzie jestem, może mi być całkiem nieźle, że nie muszę wracać w rodzinne strony, ani ruszać na podbój Warszawy. Może za długo?

Teraz jestem  w punkcie - mąż, ślub, mieszkanie,  dziecko (?), bycie, kochanie razem, wspólnie, MY. I nagle okazało się, że świat nie jest gotowy na moją decyzję. Słowo "kredyt" brzmi jak "przeprowadzka na Hawaje", bo z różnych względów kredytu mieć na razie nie będziemy. Stanęło na wynajęciu. Znowu. To "znowu" prawie okazało się gwiazdką z nieba. Mieszkanie, które niedawno udało się znaleźć, chciało Nas nawet zameldować. Było puste, ciepłe, biało-drewniane, na poddaszu, za pół darmo i z miłym właścicielem. Było. Bo teraz jest, ale nie nasze, tylko kogoś płacącego za pół roku z góry. Niech mu się fajnie mieszka. Na pewno będzie. Wiem to, bo ja już w tym mieszkaniu dzieci rodziłam, przygotowania do ślubu urządzałam, obiady dla znajomych gotowałam, byłam szczęśliwa. Wszystko w wyobraźni. I wciąż nie wiem dlaczego tak bardzo zabolała mnie strata, skoro to było tylko w wyobraźni...

Martwi mnie jedno. A jeżeli w temacie dziecka będzie podobnie? I kiedy za rok, dwa, zdecyduję się w końcu na pokazanie światu z dużym brzuchem, brzuch się nie pojawi...?

p.s. mimo, że w sercu i głowie zmienność, a za oknem szarobura zima, to w domu mam wiosnę. kompletnie niezapowiedzianie przyszła w Walentynki (których On w ogóle nie obchodzi). i teraz sobie kwitnie. o tak:



4 komentarze:

  1. życie zawsze się układa i zwykle jednak po naszej myśli. Ważne, żeby myśli nie leżały zbyt często w cieniu niepewności i rozterek.
    Mnie się wydaje, że jesteś wystarczająco odważna:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj czytam i przypominaja mi się sytuacje, kiedy z moim Pawłem szukaliśmy mieszkania po studiach :/ Masakra. Castingi na wynajmujących, na których stawiły się dziesiątki osób i właściciel sobie wybieral tego jedynego najlepszego najemcę, licytacje - cena wywoławcza i licytowanie kto da więcej, studenci I roku płacacy za pół roku z góry podbierający nam mieszkanie spod nosa... Koszmarek... Co to się dzieje!!!!! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam ból wynajmowanych mieszkań. Kredytów i niemożności ich posiadania. I myśl, na chwilę przed zaśnięciem, co będzie, jeśli kiedyś będę gotowa na dziecko, Matka Natura powie nie? I mam wrażenie, że wiem już wszystko o pytaniach bez odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. ...a wiesz co dla mnie jest w tym wszystkim najgorsze (bo wszystko to znam jak własną kieszeń), że mimo iż też jestem na etapie, że dużo już wiem, wiem co robię źle, wiem jaka jestem i nawet wiem, co mogłabym próbować zrobić, by to jakoś wszystko zmienić... to niemożność zrobienia czegokolwiek (ze strachu? błędnych przekonań? trudności?) jest tak ogromna, że czuję się zmiażdżona... i zastygam w bezruch, a świat wokół jak na złość nie chce czekać i pędzi dalej... aż czasem nawet zapominam, czego ja tak na serio chcę...

    OdpowiedzUsuń