Marzec, który się zbliża, miał być miesiącem fotografii, ale widząc, co się ostatnio stało, z moją motywacją do działania, postanowiłam trochę zmienić kolejność. Więcej na ten temat pojutrze. Na razie o tym, co się NIE wydarzyło w lutym. A luty, w założeniach i celach, prezentował się tak:
Założenia:
- codzienne ćwiczenia w oparciu o książkę Turid Rugaas - ćwiczeń było dokładnie ZERO
- dodatkowo uczymy się nowych komend przy użyciu klikera - jedyne, co zrobiłam, to "włączyłam" kliker, czyli nauczyłam mojego psa, na niego reagować
Cel:
- 29 lutego mój husky potrafi chodzić na luźnej smyczy - nie potrafi
- mocniejsza więź między Nami - więź się rozkulawiła
Cel:
- 29 lutego mój husky potrafi chodzić na luźnej smyczy - nie potrafi
- mocniejsza więź między Nami - więź się rozkulawiła
To był dla mnie cholernie trudny miesiąc. Zamiast 29, trwał w mojej głowie 129 dni. Opanował mnie ciężki, gęsty i mroczy nastrój. Do tego dołączyła drażliwość i niechęć w stosunku do świata (w tym też, tego czworonożnego).
Jest mi głupio. Bardzo głupio. Przecież mój czworonożny ufa bezgranicznie, kocha bezwarunkowo, czeka na moje zainteresowanie, a ja się odganiałam, jak od muchy. Niedobrze. Teraz powoli wracam do żywych, a raczej ŻYWOTNYCH, licząc na słońce i odpracowanie tego, co schrzaniłam.
A! Zapomniałabym - jednak jest coś, czego nauczyłam mojego psa. Włazi na łóżko, chociaż wcześniej tego nie robił. W sumie Mu się nie dziwię. W końcu jakoś się musiał do mnie dostać...nie przyszła góra do Mahometa, to Mahomet musiał sam wskoczyć w pościel.
mój wyrzut sumienia
I na koniec obiecane psie linki. Rzutem na taśmę:
http://petsitter.pl/d/znajdz_opiekuna - dla szukających psich/kocich, w ogóle zwierzęcych, opiekunów
http://www.dogtrekking.com.pl/ - gdybyście chcieli połazić ze swoim psem po górach, w tłumie innych, podobnych wariatów
http://www.telekarma.pl/ - szybka dostawa pod same drzwi, duża dostępność towaru, fajne rabaty (żeby było jasne - nikt mnie nie prosił o reklamę, podaję, bo sama korzystam i sobie chwalę, a wiem ile kosztuje karma w sklepach zoologicznych czy marketach i jak często bywa kiepska jakościowo)
No to skoro już o karmę zahaczyłam...dwa słowa (uwaga! będę się wymądrzać edukacyjnie!). Karma z marketu, to nie to samo, co karma ze sklepu zoologicznego. Może mieć tę samą nazwę, może mieć takie samo opakowanie, nawet wagę identyczną, ale to nie jest ta sama karma! Zwykle te marketowe kosztują dużo mniej, a to dlatego, że producent stworzył "podobny" towar, tyle, że przy wykorzystaniu innych składników. Konkretnie chodzi o ich procentową zawartość. Sprawdzajcie skład. Nawet, jeśli na opakowaniu, z przodu, jest dużymi literami napisane: ryba, wołowina, kurczak z warzywami - sprawdzajcie spis składników na odwrocie! Wszystko, co zaczyna się od atrakcji typu: zboże - jest niczym więcej, jak zbożem, z niewielką zawartością mięsa. Więc, tak naprawdę, nie płacicie mniej za karmę w markecie - płacicie tyle samo, ile w sklepie zoologicznym. Tyle, że ze sklepu dostajecie mięso, a z marketu zboże, które nie jest dobre dla żołądka psa i nie zapewnia mu potrzebnych składników. Sami sprawdźcie, choćby z ciekawości. Ta sama karma, ta sama nazwa, to samo opakowanie - ale skład, jakby trochę inny...

oj, ale przecież wiesz, że On kocha bezinteresownie :)
OdpowiedzUsuń