o mnie o mnie o mnie

15 maja 2012

nowy czas

Jestem zaskoczona. Kiedy 6 lat temu, z wypieszczonego wyglądowo miejsca, wyjeżdżałam tu, gdzie jestem, wszyscy chwytali się za głowę "gdzie Ty jedziesz? Do kopalni, brudu, smrodu i brzydkiego miasta?". Przyjechałam. Owszem, parę kopalni się nawinęło (jedną nawet zwiedziłam), ale nie znalazłam ani brudu, ani smrodu, ani nawet brzydkiego miasta. Przynajmniej nie na zewnątrz. Za to wewnątrz, czyli w ludziach, było tego sporo. "Podoba Ci się u nas? Przecież tu nic nie ma, nic się nie dzieje. Że dworzec ładny? Chyba jesteś ślepa". Ja, ze swoim patriotyzmem lokalnym nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Nie ogarniałam faktu, że da się mieszkać i pracować w miejscu, którego się nie znosi, a czasem nawet nienawidzi. Bo jak to? Jesteś dorosły/a, więc skoro Ci się nie podoba, to się przeprowadź. Dopiero po długim czasie zrozumiałam, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. To po prostu brak porównania. Jeśli całe życie mieszkasz tylko w jednej lokalizacji (nie mówię o krótkich wakacjach), to nie masz punktu odniesienia i nie wiesz, że może być inaczej (a często, co zaskakujące, jest tak samo). Nie doceniasz. Wyjedź na rok. Docenisz.

Dlaczego jestem zaskoczona? Bo widzę, że wrócili "wyjezdni", doceniają, zmieniają rzeczywistość i uczą tego zmieniania-doceniania "niewyjezdnych". 6 lat i się udało. Teraz bycie stąd jest trendy, oryginalne, warto się tym chwalić. Szkoda tylko, że chwilami zbacza to wszystko w kiepskim kierunku lansu, ale lepszy taki lans, niż ciągła krytyka "jak tu jest strasznie brzydko, bez sensu" i wstydliwe szeptanie "jestem z...tylko nikomu nie mów". Zmieniło się na lepsze i coraz bardziej zaczynam czuć, że chcę w tej zmianie zostać. Patrzę z dystansem, obserwuję, uśmiecham się do siebie. Odkryłam, że wiele "nowego" rodziło się na moich oczach. Przyjemnie było w tym uczestniczyć. Inna mentalność, ot co. Bo nie warunki tworzą rzeczywistość, tylko ludzie. A ludziom stąd, coraz bardziej się chce. 



























a za kolejnych 6 lat rzeka, zamiast pod miastem, będzie płynąć tam, gdzie powinna...

7 komentarzy:

  1. Dużo prawdy, w tym co piszesz. Szczerze się przyznam, iż sama nigdy nie byłam w Katowicach, ba! na Śląsku bywałam wyłącznie przejazdem - uciekając za granicę naszego, pięknego kraju. Twojego doświadczenia mi brak, jednak w tym czasie poznałam kilka innych miast i mam podobne odczucia! Fakt - wszędzie zmienia się dużo, bardzo dużo! Nie mogę jednak (choć jest to moja subiektywna ocena) nie zauważyć, iż Stolica zbliża się do niebezpiecznego poziomu "zatracenia". A może nawet już jej się zaczyna ulewać... ja w każdym razie wylałam się już z tej warszawskiej kąpieli. Trochę żal, bo ktoś na siłę stara się zrobić "Pimp My Stolica" ;), a w rezultacie mamy tylko plastikowy półprodukt jaki widać w każdym ostatnio serialu. Fe. Generalnie temat rzeka! Godzinami by można...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest właśnie ten niebezpiecznie przyjemny, dla niektórych, lans. rzeczywiście w stolicy dużo bardziej go widać, ale - większa aglomeracja, łatwiej spotkać. zresztą, kto będzie chciał, ten da radę wyskoczyć z głównego nurtu podobania się. Ty wyskoczyłaś do innego miasta, niektórzy znikają do nowego kręgu znajomych albo innej dzielnicy. ot, uroki metropolii. ja na Warszawę patrzę wciąż pod kątem decyzji. to miasto, w którym, moim zdaniem, największą wartością (poza historią) jest niesamowita, często nieograniczona, codzienna, możliwość wyboru. a dobrze mieć wybór :)

      Usuń
    2. Zgadzam się. I to nie tak, że Warszawy nie lubię. Przeciwnie - napisała dla mnie przecudne historie, ale potem, po kilku latach, zrobiła się obca. Z wiekiem doceniłam, że tak na prawdę ważniejsze jest to, z kim(!), niż gdzie jesteśmy. Bo wszędzie można znaleźć coś zarówno dobrego i złego. Wybór zatem jest wszędzie, trzeba sobie go jednak trochę dać - bo to chyba my sami się czasem ograniczamy...

      Usuń
  2. Racja. Święta. Śmiać mi się zawsze chciało, jak ktoś mówił "tu nic się nie dzieje...." Że co przepraszam? A festiwale? Muzyczne, teatralne, kinowe. A Spodek i czasem jedyne w kraju koncerty? Muzea, teatry, kina studyjne? Śmiać mi się chciało, bo mówili to przeważnie Ci, którzy nosa nie wystawiali poza swój grillowy ogródek. Buźka. Z centralnych Włoch! C

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety mentalność ciężko zmienić. Katowice to nie tylko młodzi, zdolni, wykształceni - ci, którzy działają i chcą zmieniać, to niestety w większości ludzie, którzy powielają wzorce i opinie swoich rodziców. Długie godziny spędziliśmy z przyjaciółmi, szukając powodu narzekań, wstydu, poczucia niższości. Jedno jest pewne, tak jak piszesz, idzie nowe, idzie świeże, idzie młode - będą zmiany, na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie pałam zbytnią miłością do Katowic, ale pewnie to dlatego, że zwyczajnie nie mam czasu ich tak naprawdę odkryć. Zazwyczaj mój pobyt w nich to jeden i ten sam kurs: na trasie Dworzec - Uczelnia... Wiele razy chciałam się gdzieś dalej "zapuścić", zobaczyć większy kawałek tego miasta, ale zawsze zwycięża jednak chęć szybkiego powrotu do domu ;)

    OdpowiedzUsuń