o mnie o mnie o mnie

28 listopada 2012

historie autobusowe

Kiedy budzik dzwoni przed 6.00 rano - wiedz, że coś się dzieje. Kiedy wracasz do domu po całym dniu w terenie i dwie godziny później padasz na twarz (a na zegarku jest 20.00) - wiedz, że coś się dzieje. Niedługo się dowiem, czy się dobrze dzieje. A na razie mam kilka obserwacji (i zero zdjęć) z tej "dalekiej podróży".
















  1. Podróżowanie komunikacją miejską bywa przyjemne. Pod warunkiem, że masz miejsce do siedzenie (jeśli podróż wynosi 1h 20 minut) i ciekawą książkę. Chociaż widoki za oknem często rekompensują brak lektury. A widoki na Śląsku są nieprzeciętne. Poważnie.
  2. Kiedy chcesz usiąść w zatłoczonym autobusie, najpierw zerknij, czy na szybie nie jest przypadkiem napisane "to miejsce tylko dla jednej osoby" - dzięki temu unikniesz wbijania się bocznego pręta w kość ogonową - pozdrawiam panią siedzącą obok mnie. Dzielna była.
  3. Narzekanie to nadal nasz sport narodowy. Może to taka forma odreagowania stresu po całym dniu w pracy?

    Fragment autobusowy numer 1:
    Pani 1: No widzisz, widzisz jak ten nasz kierowca jedzie? Na każdych światłach się zatrzymuje, przepuszcza te samochody bez sensu, przecież ma pierwszeństwo, skoro to autobus. Się spóźnimy, jak nic.
    Pani 2 (zdziwiona): Śpieszysz się gdzieś, tak?
    Pani 1: Nie, wkurza mnie to po prostu.

    Fragment autobusowy numer 2 (kwadrans później):
    Pani 1 (do Pani 2): A widziałaś co teraz zrobił?
    Pani 2: ?
    Pani 1: Nie widziałaś? Nie widziałaś jak na czerwonym świetle przejechał?
    Pani 2: Żółte było jeszcze.
    Pani 1: Ale już prawie czerwone. Widziałaś go, jak mu się nagle śpieszy? Pozabijać nas chce. Chciałabym jednak dojechać do domu bezpiecznie i w jednym kawałku.

    Fragment autobusowy numer 3:
    Pani 1: O! Karetka na sygnale jedzie.
    Pani 2: Teraz to stoi, bo się nie może przebić przez te korki.
    Pani 1: A bo widzisz, jakby ten zjechał bardziej, a tamten się zatrzymał, to by przejechała. A tak - masz - nasza polska "grzeczność".
    Pani 2: Ale nasz autobus się zatrzymał, więc z tą grzecznością nie jest chyba tak źle.
    Pani 1: Zatrzymał się, zatrzymał - i co z tego? Karetka tak się przebić nie może. Więc autobus stoi, a my się przez to spóźnimy do domu! Już ci to mówiłam!

    Koniec końców przyjechaliśmy do celu kwadrans przed czasem.

    Fragment autobusowy numer 4:
    Pani 2: Widzisz - jesteśmy szybciej.
    Pani 1: Nie wiem z czego się tak cieszysz. Będę teraz musiała kwitnać przez 10 minut na przystanku i czekać na tramwaj.

    Komuś się nóż otworzył w kieszeni? Bo mi nawet dwa.
WNIOSEK
Muszę częściej jeździć komunikacją miejską - jest potem o czym pisać na blogu.

13 komentarzy:

  1. tak... ja ostatnio przypomniałam sobie jak przyjemnie podróżuje się pociągami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. toż to gotowy scenariusz do kolejnego 'dnia świra'

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, dawno nie jechałam komunikacją miejską ani PKSem.
    Ale kwiatków podobnych się już w swoim życiu tylu nasłuchałam :-)
    PKS to u nas źródło informacji.
    Pytam mamy:
    (Ja)- Ciekawe kiedy tę nową Biedronkę otwierają. Wolałabym wiedzieć, żeby pojechać inną drogą, bo tamta pewnie będzie cała zakorkowana znając życie.
    (Mama)- 6 grudnia
    (J) - Skąd wiesz?
    (M) - z PKSu
    Kurtyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się jeszcze podczas tej przejażdżki dowiedziałam, że w jednej z sieciowych drogerii są przeceny na wszystkie perfumy, więc potwierdzam spostrzeżenia :)

      Usuń
  4. a mnie, gdy dwa lata temu chwilowo przesiadałam się do pksów, przez moment wydawało sie, że coś tracę, ze prawdziwe życie toczy się własnie tu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ahhh, bo są tacy którym nigdy eis nie dogodzi

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie fascynuje podroż komunikacją miejską, a pociągiem to już w ogóle bajka!

    OdpowiedzUsuń
  7. bogactwo opowieści, kolorowe postaci - istne tworzywo, nic tylko brać i lepić zgrabne historie:) pani pasażerka cudowna w swym malkontenctwie!!

    OdpowiedzUsuń
  8. kiedy coś staje sie rutyną przestaje być przyjemne, uwierz mi, albo sklasyfikuj jako reprezentantkę sportu naszego, narodowego;)

    OdpowiedzUsuń
  9. buhahaa ubawiłam się setnie:D

    OdpowiedzUsuń
  10. O gdyby tak spisywać wszystkie mądrości usłyszane w tramwaju czy autobusie to by można wielotomową encyklopedię wydać. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam pięć razy w tygodniu takie atrakcje w drodze do pracy. Codziennie trasa Knurów-Gliwice-Knurów. A ileż to mądrości życiowych można usłyszeć. Zwłaszcza tych szkolnych :-) Najbardziej rozbawiają mnie dwie rzeczy:
    1. Dotyczy uczniów (studentów)ratujących się przed porażką na klasówce. Ta walka z czasem i próba wręcz zjedzenia swoich notatek by wykuć jak najwięcej. Tak, to mnie bawi, bo kiedyś robiłam tak samo :-)
    2. Zabawa w rentgena, czyli panie, które prześwietlają cię swoim wzrokiem od stóp do głów, co masz na sobie, jakie buty, a jaką masz torebkę czy lakier na paznokciach.
    O tak. Jazda komunikacją miejską to jak rollercoaster :-P I ta walka o wolne miejsca. Najbardziej niebezpieczny moment, kiedy to możesz złamać rękę czy stracić oko :-) Z rozmów mało pamiętam, bo zazwyczaj te moje 25 minut podróży umilam sobie muzyką na uszach a ostatnio "bardzo fajną" książką od wstrząśniętej ;-P Pozdrawiam :-))

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam do przeczytania moich historii z autobusu ;)
    http://alekwas.blogspot.com/2012/12/o-tym-jak-podroz-srodkami-komunikacji.html

    OdpowiedzUsuń