30 października 2013
Warszawa sprezentowana
Jest takie miejsce - Warszawa.
Kiedyś rozpisałam je sobie na czynniki pierwsze.
Drobno.
Po przecinku.
Tym razem chcę przemilczeć.
I mocno zapamiętać.
Tę moją całą zmienność nieplanowaną.
I nieogarnięcie emocji.
Są.
Buzują.
Niepoukładane.
Zapamiętam.
Blondynkę.
Gęsią skórkę.
Moją bajkę.
Te 3 cm nad ziemią na których się unosiłam.
Warszawę nocą.
Dźwiękowy Żoliborz.
Pewność, że wiem i rozumiem.
Decyzje, które podjęłam i wciąż w środku przetwarzam.
To chcę zapamiętać najbardziej.
I jeszcze kobietę-łobuza, którym podobno jestem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wychodzisz za mąż.
OdpowiedzUsuńTak? :)
zawsze zaskakuje mnie to, jak niedosłowność blogowa pozwala na dowolne interpretacje. niesamowite to! nie, niezamężam się. przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo :)
UsuńMiło,że wpadłaś. Zostaniesz?
OdpowiedzUsuńbyłam. już nie jestem
UsuńNie wiem naprawdę, czy się cieszyć Twoim szczęściem, czy do dupy na kopać, że byłaś i nie powiedziałaś...
OdpowiedzUsuńI meant "nakopać"
Usuńnie nakopywać. intensywność pobytu nie zostawiła miejsca na "przyjemne działania w podgrupach", więc nawet się nie wyrywałam. ale myślami krążyłam wokół hasła "Żarłoń"
UsuńAleż Cię wywiało, aż do stolicy! ;-)
OdpowiedzUsuńNa śląsku jeszcze bywasz?
Laska:)
OdpowiedzUsuń