Siedzę i patrzę. Na "listę 35". I choć widzę, że nie wszystko, to niewszystkiego nie żal.
Bo ten kilkuletni bezdech wart był każdej chwili.
Tych zakochań i tracenia głowy.
Rowerowych górskich śmigów.
Wspinaczki.
Biegów.
BMX-a, Cube'a, enduro i fulla.
Niepewności i potknięć.
Czterech zmian pracy. Żeby w końcu znaleźć.
Krztuszenia się nadmiarem ludzi.
Samotnych momentów i zapatrzeń w duecie.
Motocyklowej Rumunii.
Izerów, Beskidów, Tatr, Sokolików.
Szczerości między oczy.
Urodzin nad jeziorami i gdzieś na wysokości.
Sylwestrowania po singlach, spania pod namiotem i ognisk pod gwiazdami.
Pierwszych śniegów jesienią, niedźwiedzia, początków jogi, spontanicznego morza, zębatek, chwytów, spiętych łydek, mocnych pleców, ósemek, magnezji, przeprowadzki, ścięcia włosów, poobijanych kolan.
Blizn na ciele i okazyjnych siniaków.
Próbowania nowego.
Jarania się po.
Głupich decyzji i mądrych rozwiązań.
Szkolenia głosu i tańców w środku nocy.
Pysznego jedzenia i fajnych alkoholi.
Przyjaźni, które tak znienacka.
Strat ludzi i zysków zajawek.
Było tak:
https://vimeo.com/27246366
I tak:
https://vimeo.com/27244727
I jeszcze tak:
https://vimeo.com/27243869
5-letni bezdech. Wart był każdej chwili.
A teraz stopuję. Gnieżdżę się, urządzam, zwalniam i już nic nie muszę.
Wiem czego chcę, czego bardzo nie i, że lepiej zmilczeć, niż głośno zakłapać.

"A jednak trzeba się sponiewierać od czasu do czasu w imię czegoś.
Rzucić się w przepaść i poczuć, że się frunie. Bez tego może i bezpieczniej, ale nijako."
/Maciej Stuhr/
Poniewierajmy się więc. Byle trochę z głową. Bo życie tylko jedno. I nikt go za nas.
Amen.
Oooooo! :D
OdpowiedzUsuńkrztuszenia sie ludzmi
OdpowiedzUsuńpiekne