A ja się jej poddałam. "Niech ma", pomyślałam - bo w sumie, przecież czemu nie? I dziś, z prawie rocznej perspektywy mówię - warto. Naprawdę warto dać sobie czasem coś ścisnąć, by w końcu na luzie, spokojniej odetchnąć. Choć to paradoks jakich chyba mało. Żołądek ściśnięty w bujny kwiat lotosu. A mnie się przydarzył. I wygląda tak:

[bardzo no filter i trochę oszukańczo, bo na zdjęciu jestem ja jesiennie urodzinowa, ale wykadrowany stan ducha bliski temu, co teraz. tam lat 35 i pół dnia, dziś - pół roku i 20 dni później]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz