o mnie o mnie o mnie

4 maja 2017

may is mine

Nie przepadam za wiosną. Choć jedna zaskoczyła. Euforycznie i zawadiacko ściskając żołądek.
A ja się jej poddałam. "Niech ma", pomyślałam - bo w sumie, przecież czemu nie? I dziś, z prawie rocznej perspektywy mówię - warto. Naprawdę warto dać sobie czasem coś ścisnąć, by w końcu na luzie, spokojniej odetchnąć. Choć to paradoks jakich chyba mało. Żołądek ściśnięty w bujny kwiat lotosu. A mnie się przydarzył. I wygląda tak:

























[bardzo no filter i trochę oszukańczo, bo na zdjęciu jestem ja jesiennie urodzinowa, ale wykadrowany stan ducha bliski temu, co teraz. 
tam lat 35 i pół dnia, dziś - pół roku i 20 dni później]

26 kwietnia 2017

DZIEŃ ZERO

Wczoraj było zaskoczeniem, dzisiaj - niespodzianką. Bo nagle moje i czyjeś działanie sklecone z chwiejnych prób okiełznania zmian, zaczęło układać puzzle w przyjazne kakofonie. Stało się dużo.

  • wysłałam zgłoszenie na techno-warsztaty nauki testowania, dla dziewczyn (decyzję podjęłam w systemie binarnym).
  • odebrałam telefon z propozycją podania ręki, na końcu której znajduje się korpus nowej pracy (nie najgorszy korpus, całkiem zgrabny nawet).
  • ktoś ważny dla mnie spotkał kogoś ważnego dla siebie. i też z niezłym korpusem, choć dalej na mapie.
  • dotarła paczka z biego-motywacją, a w środku nowe, kolorowe, do lepszych rozpędów. 
  • odkryłam kulistość, która mi zawadza. 

Dzień zero kończę roztargniona, z nadzieją ogarnięcia, oglądając Szczygła i czytając mądrzej*
Bo od słowa "hygge" wolę bardziej "lagom".



PS powrót do pisania bloga przypomina próbę wywołania krwotoku z nosa u zimnego truposza. im mocniej, tym słabiej.

"Żyj wystarczająco dobrze". Pyszna. Polecam!

24 kwietnia 2017

(za)wracam

Życie to zdzira. Kiedy już zaczynasz się do czegoś przyzwyczajać, mościć i ogarniać, lubi Cię nagle szturchnąć, wytrącić z równowagi i dać prztyczka w nos. Wtedy nawet joga nie pomoże, ani żadne ouuuummmmmm wypuszczane na jednym wydechu i z poczuciem mocy. Terefere, człowieku. Terefere.

No więc, żeby nie oszaleć (a mam tych zmian kilka - aktualnych i na horyzoncie), wracam do pisania, co układa głowę.

Założenie pierwsze: w miarę regularnie.
Założenie drugie: ileśtam tygodni. 
Założenie trzecie: good vibes only.

Dlaczego?
Bo chcę wyrobić nawyk codziennego pisania. 
Bo potrzebuję jakichkolwiek ram czasowych.
Bo pozytywne strony życia warto zapisywać. Pamięć płata figle.
Bo nie lubię pisać do szuflady.

17 stycznia 2017

Nadal rower i święty spokój :)

Czasem warto się zagapić wstecz. Przykład?

"Ten post sponsoruje Morgan Freeman i film "10 Items or Less". Uwielbiam. Polecam. Jeden z fragmentów, który zawsze mnie na chwilę zatrzymuje, to ten, gdy pada pytanie o 10 rzeczy, których się nie znosi i 10, które się uwielbia, i chciałoby zatrzymać w swoim życiu. Mają to być odpowiedzi spontaniczne, bez zastanawiania się. Zapomniałam ich sobie udzielić po pierwszym oglądaniu. Dzisiaj zapisuję. I może kiedyś sprawdzę czy coś się zmieniło."

[Katowice, 16.01.2013]

Więcej TUTAJ. Trochę się zmieniło :) Aktualna lista, dokładnie w tej kolejności, wygląda tak:

1. święty spokój.
2. rower. 
3. jego.
4. pasję, z jaką robię niektóre rzeczy.
5. mieszkanie na najlepszej dzielni świata.
6. śmianie się aż do bólu brzucha.
7. wypasioną poduszkę dopasowującą się do kształtu głowy.
8. przyjaciół.
9. bliskich.
10. góry i las.



20 października 2016

#juhuhu

Siedzę i patrzę. Na "listę 35". I choć widzę, że nie wszystko, to niewszystkiego nie żal. Bo ten kilkuletni bezdech wart był każdej chwili. 

Tych zakochań i tracenia głowy. 
Rowerowych górskich śmigów.
Wspinaczki.
Biegów.
BMX-a, Cube'a, enduro i fulla. 

Niepewności i potknięć. 
Czterech zmian pracy. Żeby w końcu znaleźć
Krztuszenia się nadmiarem ludzi.
Samotnych momentów i zapatrzeń w duecie. 

Motocyklowej Rumunii.
Izerów, Beskidów, Tatr, Sokolików.
Szczerości między oczy.
Urodzin nad jeziorami i gdzieś na wysokości.
Sylwestrowania po singlach, spania pod namiotem i ognisk pod gwiazdami.

Pierwszych śniegów jesienią, niedźwiedzia, początków jogi, spontanicznego morza, zębatek, chwytów, spiętych łydek, mocnych pleców, ósemek, magnezji, przeprowadzki, ścięcia włosów, poobijanych kolan.
Blizn na ciele i okazyjnych siniaków. 
Próbowania nowego.
Jarania się po. 

Głupich decyzji i mądrych rozwiązań. 
Szkolenia głosu i tańców w środku nocy.
Pysznego jedzenia i fajnych alkoholi. 
Przyjaźni, które tak znienacka.
Strat ludzi i zysków zajawek. 


Było tak:
https://vimeo.com/27246366
I tak:
https://vimeo.com/27244727
I jeszcze tak:
https://vimeo.com/27243869

5-letni bezdech. Wart był każdej chwili.

A teraz stopuję. Gnieżdżę się, urządzam, zwalniam i już nic nie muszę. 

Wiem czego chcę, czego bardzo nie i, że lepiej zmilczeć, niż głośno zakłapać.




"A jednak trzeba się sponiewierać od czasu do czasu w imię czegoś. 
Rzucić się w przepaść i poczuć, że się frunie. Bez tego może i bezpieczniej, ale nijako."
/Maciej Stuhr/


Poniewierajmy się więc. Byle trochę z głową. Bo życie tylko jedno. I nikt go za nas. 
Amen.

31 grudnia 2013

Czas mija szybko, bo go nie marnujemy

to był rok trudności, nowości, szaleństwa i pierwszych razy
pomimo przewracania się o własne myśli
i wbrew wszystkim skulonym momentom
nie zmieniłabym w nim niczego

nie zmarnowałam ani jednego dnia
straciłam sporo, ale zyskałam jeszcze więcej
było dokładnie tak, jak miało być

a najważniejsze chwile tego roku opisały za mnie
(pojęcia nie mając o wspólnocie dusz i moim istnieniu):
AliceBella Blumchen i Kobieta Po Drugiej Stronie Dwudziestki

mam nadzieję, że ten 2014 jeszcze bardziej mnie zaskoczy
what you pay attention to, grows



__________________________
ktoś mi podrzucił ciekawą listę
37 rzeczy, których będziesz żałować kiedy będziesz stary
na dziś, mogłabym żałować tylko tego, że nie potrafię robić imprezowych sztuczek
i nie bawię się ze swoimi dziećmi, bo ich nie mam
ten wynik mnie przytłacza
wychodzi na to, że umrę szczęśliwa

28 grudnia 2013

I'm blue

Ryzyko bycia (...) zarażonym urokiem za sprawą rzuconego spojrzenia, wzrasta w kontakcie z osobą o niebieskich oczach. Niebieskoocy rzucają uroki na prawo i lewo, nawet o tym nie wiedząc.

[Bukareszt. Kurz i krew, M. Rejmer]



W tym roku przeczytałam 24 książki. Bukareszt jest w czołówce.

14 grudnia 2013

Grudzień siadł mi na klatce piersiowej i przydusił

zwijam się w kłębek i znikam
czuję jak powoli jest mnie mniej

nie mam apetytu
nie mam chcenia
oddałam
zgubiłam
zatraciłam
wykończyłam się

zapomniałam dbać
o moce przerobowe
a teraz się boję

wszystkojedności
stycznia
tego co dalej
bo co, jeśli jednak?

o siebie się boję
przewrotnie myśląc dobrze tak się bać
bo to może znaczyć, że znowu zaczyna się być dla siebie najważniejszym na świecie

7 grudnia 2013

Ciało

nie może być:
przejedzone
głodne
niechciane
niewyspane
niewyprzytulane
niewytrenowane