o mnie o mnie o mnie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słucham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słucham. Pokaż wszystkie posty

10 listopada 2013

Podsłuchuję

- ... bo wie Pani, jak ktoś się za bardzo uśmiecha myślą, że nienormalny. 
- Dlatego ja się uśmiecham umiarkowanie. Zwłaszcza w listopadzie.

























A ja biegam. I robię miny. Najgłupsze - w listopadzie.

22 września 2013

Mam zagrania

Kolejne

I nieśmiałe plusy na termometrze.
A w uszach jeszcze lato. Tłum na balkonie.
Skórzaną kanapę. Ciepły wieczór.
Drinki. I Brodacza.

Odpalamy ten kawałek.
A potem zostają już tylko pierwotne skoki dookoła ogniska i głupawka.



I zanim stacje radiowe zmielą polarne małpy w młynku bylejakości, jeszcze mój numer jeden.
Perwersyjnie wielbię teledysk.
Perwersyjnie wielbię tekst.
Perwersyjnie...



_______________________________
No to mamy jesień Panie i Panowie!
Jakieś wspomnienia lata prosto z lewej kieszeni?
Rzucać - złapię!

3 września 2013

28 listopada 2012

historie autobusowe

Kiedy budzik dzwoni przed 6.00 rano - wiedz, że coś się dzieje. Kiedy wracasz do domu po całym dniu w terenie i dwie godziny później padasz na twarz (a na zegarku jest 20.00) - wiedz, że coś się dzieje. Niedługo się dowiem, czy się dobrze dzieje. A na razie mam kilka obserwacji (i zero zdjęć) z tej "dalekiej podróży".
















  1. Podróżowanie komunikacją miejską bywa przyjemne. Pod warunkiem, że masz miejsce do siedzenie (jeśli podróż wynosi 1h 20 minut) i ciekawą książkę. Chociaż widoki za oknem często rekompensują brak lektury. A widoki na Śląsku są nieprzeciętne. Poważnie.
  2. Kiedy chcesz usiąść w zatłoczonym autobusie, najpierw zerknij, czy na szybie nie jest przypadkiem napisane "to miejsce tylko dla jednej osoby" - dzięki temu unikniesz wbijania się bocznego pręta w kość ogonową - pozdrawiam panią siedzącą obok mnie. Dzielna była.
  3. Narzekanie to nadal nasz sport narodowy. Może to taka forma odreagowania stresu po całym dniu w pracy?

    Fragment autobusowy numer 1:
    Pani 1: No widzisz, widzisz jak ten nasz kierowca jedzie? Na każdych światłach się zatrzymuje, przepuszcza te samochody bez sensu, przecież ma pierwszeństwo, skoro to autobus. Się spóźnimy, jak nic.
    Pani 2 (zdziwiona): Śpieszysz się gdzieś, tak?
    Pani 1: Nie, wkurza mnie to po prostu.

    Fragment autobusowy numer 2 (kwadrans później):
    Pani 1 (do Pani 2): A widziałaś co teraz zrobił?
    Pani 2: ?
    Pani 1: Nie widziałaś? Nie widziałaś jak na czerwonym świetle przejechał?
    Pani 2: Żółte było jeszcze.
    Pani 1: Ale już prawie czerwone. Widziałaś go, jak mu się nagle śpieszy? Pozabijać nas chce. Chciałabym jednak dojechać do domu bezpiecznie i w jednym kawałku.

    Fragment autobusowy numer 3:
    Pani 1: O! Karetka na sygnale jedzie.
    Pani 2: Teraz to stoi, bo się nie może przebić przez te korki.
    Pani 1: A bo widzisz, jakby ten zjechał bardziej, a tamten się zatrzymał, to by przejechała. A tak - masz - nasza polska "grzeczność".
    Pani 2: Ale nasz autobus się zatrzymał, więc z tą grzecznością nie jest chyba tak źle.
    Pani 1: Zatrzymał się, zatrzymał - i co z tego? Karetka tak się przebić nie może. Więc autobus stoi, a my się przez to spóźnimy do domu! Już ci to mówiłam!

    Koniec końców przyjechaliśmy do celu kwadrans przed czasem.

    Fragment autobusowy numer 4:
    Pani 2: Widzisz - jesteśmy szybciej.
    Pani 1: Nie wiem z czego się tak cieszysz. Będę teraz musiała kwitnać przez 10 minut na przystanku i czekać na tramwaj.

    Komuś się nóż otworzył w kieszeni? Bo mi nawet dwa.
WNIOSEK
Muszę częściej jeździć komunikacją miejską - jest potem o czym pisać na blogu.

6 sierpnia 2012

Budapeszt

|WPIS DEDYKOWANY|
Było sobie miasto wysokich sufitów, rozwianych włosów, roztańczonej wyspy, niezwykłych mostów, wzgórz, wymarzonych ścieżek rowerowych i klimatycznego metra. Zebrało mi się dzisiaj na wspomnienia. Wspomnienia lekko przeterminowane (w tym miejscu rzucam w twarz pytanie egzystencjalne - czy wspomnienia w ogóle mają jakiś termin ważności?).
Więc będę sobie wspominać. To już dziś. Dzisiaj* zaczyna się to, co przeżyłam rok temu. Sziget Festival.



























27 lipca 2012

telefonicznie

Do Mojego Pana dzwoni Pani z hybyo: Dzień dobry mam dla pana specjalną ofertę. Kończy się panu darmowy dostęp przez internet, więc za niewielką opłatą będzie mógł pan dostać taki sam dostęp, ale przez telewizję kablową. To bardzo proste. Wystarczy tylko przełączyć to i tamto, aktywować siamto i będzie działać. Czy jest pan zainteresowany?

Mój Pan: Może i jestem, ale to jest technicznie niemożliwe.

Pani z hybyo: Yyy...ale jak to niemożliwe? Wystarczy tylko przełączyć to i tamto, aktywować siamto i będzie działać.

Mój Pan: Rozumiem, ale niech mi pani wierzy - to jest technicznie niemożliwe.

Pani z hybyo (nie daje za wygraną): Jak już mówiłam kończy się panu darmowy dostęp przez internet, więc za niewielką opłatą...blablabla...

Mój Pan: To jest technicznie niemożliwe, bo ja nie mam telewizora.

(cisza)
Pani z hybyo (zaskoczona): Nie ma pan telewizora?

Mój Pan: Nie mam i nie zamierzam mieć, więc raczej nici z przełączania.

Pani z hybyo (lekko zmieszana): Aha...no tak. To do widzenia.


Mój Pan streszczając mi tę rozmowę, dodał:
"I tak sobie wtedy pomyślałem - cholera, szkoda, że jednak nie mamy tego telewizora.
Tylko na teraz, przez chwilę. Bo wiesz - Londyn się zaraz zaczyna".


cholera.
ma rację.

corbis.com

22 lutego 2012

moje kolejne odkrycie muzyczne

mindy gledhill. tak się nazywa to odkrycie, o cudownym głosie.
wczoraj utonęłam. zasłuchałam się, zapatrzona w słońce.
zamarzyłam o lecie, ciepłym wietrze, o mnie na na rowerze w parku,
albo na ulicach jakiegoś wielkiego miasta.

wizja była prawie namacalna.
było mi tak dobrze, że przez godzinę nie wychodziłam z łóżka,
słuchając, uśmiechając się i marząc.
zresztą, trudno się nie uśmiechać, kiedy się tego słucha:


mindy jest piękna i jest moją rówieśniczką. 
kiedy w zeszłym roku obchodziła 30 urodziny, napisała na swoim blogu:

"30 is young.
30 is lucky.
30 is successful.
30 is strong.
30 is healthy.
30 is wealthy.
30 is bliss."

trzymam ją za słowo.

poza tym mindy ma męża (którego poznała, kiedy był jej nauczycielem ;)),
dwójkę dzieci, a niedawno została mamą trzeci raz.

jako nastolatka, przez kilka lat mieszkała w madrycie.
dzięki temu, świetnie mówi, oraz śpiewa, po angielsku i hiszpańsku:



na jej facebooku, w opisie można przeczytać:
"indie singer songwriter that will leave you floating like a scoop of vanilla cream in a strawberry soda".
i to prawda.

stronę internetową mindy znajdziecie tu: http://www.mindygledhill.com
a jej bloga tu: http://mindygledhill.blogspot.com

20 lutego 2012

15 lutego 2012

"artyści się nie zjawiają, artyści się przydarzają"

Słuchałam tej audycji w nocy, śpiąc nad klawiaturą komputera, zmuszona okolicznościami, do poświęceń i monotematycznego klepania z wizją zarobku (bardzo długie zdanie). W normalnych warunkach, chyba bym nawet nie wpadła na to, że program z półki "kultura wysoka", o Brunonie Schulzu, może być tak emocjonalno-esensjonalno-seksualnie wciągający. Fragment, w którym rozmówca dziennikarki opisuje erotyczne zachwyty Schulza nad jakimś obrazem filmowym, spowodował, że sama utonęłam w zachwycie, ale nad tym, jak można w radiu, z elokwencją, piękną polszczyzną, pasją, tak zmysłowo opisać COŚ. Poza tym czuję się bogatsza o wiedzę. Między innymi o tym, że szanowny Bruno był kochankiem Zofii Nałkowskiej i że cudownie malował. Po dwóch zarwanych nockach i kolejnych tego typu odkryciach, przemknęła mi nawet przez głowę myśl, że muszę częściej nie spać. Teraz, kiedy się nad tym zastanowię, myśl wydaje się wyjątkowo nierozsądna. Tym bardziej, że audycji-perełek, można posłuchać w dzień*, wystarczy tylko dostęp do sieci:

KLIK - "Biosfera Bruno Schulz: umysł genialnie przenikliwy. Opowiada Jan Gondowicz".

*w nocy jednak brzmi dużo bardziej zmysłowo

Z innych niedospanych odkryć (bo było ich kilka), mam też kilka muzycznych.
I też najlepiej się w nie wsłuchiwać wieczorami:




2 lutego 2012

tylko dla dojrzałych

Że ja nie trafiłam na te rozmowy wcześniej! Chociaż wcześniej może bym ich nie doceniła. To więcej, niż pewne. 

Chodzi o audycję Tomasza Kwaśniewskiego, w radiu TOK.FM. Tomasz Kwaśniewski to dziennikarz i twórca fantastycznego bloga "Dziennik ciężarowca", na podstawie którego wydał książkę pod tym samym tytułem - blog wciąż dostępny w sieci KLIK. Audycja zatytułowana jest "Tylko dla dojrzałych" i traktuje o życiu po 50tce, 60tce, 70tce i dalej. Tak się zasłuchałam, że już bym chciała tę 50tkę mieć. Bo po 50tce można po raz pierwszy: zanurkować, napisać książkę (i to nie jedną), zacząć biegać, założyć własny biznes, zostać aktorem albo djem. I zrobić to wszystko kompletnie bezkarnie.
Bez zawnętrzno-wewnętrznej napinki i wygórowanych oczekiwań, które mam ja, 30latka.

"Tylko dla dojrzałych". Polecam. Bardzo. A nawet bardziej.
W każdy wtorek między 20.00 a 21.00 albo tutaj:  http://www.tok.fm/TOKFM/0,121942.html

29 listopada 2011

11 Sounds That Your Kids Have Probably Never Heard

Telefon z tarczą, zdarta płyta, telewizor, który musi się rozgrzać przed emisją "Niewolnicy Isaury", stary projektor rodem z "Cudownych lat" itd., itd. Na tej długiej liście jest też kilka dźwięków, których nigdy nie słyszałam - ale nie ma się co dziwić - to amerykańska wyliczanka. A w ogóle to brakuje mi np. sygnału rozpoczynającego Teleranek :)

Swoją drogą, ciekawa jestem, co Wy byście dodali na listę takich dźwięków. Cała dostępna jest tutaj:

20 października 2011

trochę radości w czwartkowe, deszczowe popołudnie

Są zabawni, uroczy i bezpretensjonalni. Pochodzą z Arkansas, nazywają się "The Cleverlys" i tworzą rodzinną kapelę. Zespół założył ojciec, razem z trójką swoich braci, ale od 2005go roku grali i grają w nim różni członkowie rodziny - kuzyni, bracia, synowie, wujkowie (zawsze mężczyźni). Słuchałam ich wersji kawałków Bruno Marsa "Billionaire", The Black Eyed Peas "I Gotta Feeling" i Katy Perry "I Kissed A Girl" ale chyba "Single Ladies" Beyonce, podoba mi się najbardziej:



Więcej o "The Cleverlys" znajdziecie na ich stronie internetowej: http://thecleverlys.com/

13 października 2011

AS(a)

Muzyczne odkrycie tej jesieni. Moje muzyczne odkrycie.
Nie pamiętam już kiedy ostatnio byłam w stanie wysłuchać czyjejś płyty w całości i być nią zachwycona. Tą jestem. Słucham rano, w ciągu dnia, wieczorem, do snu, bo to płyta, która nadaje się na KIEDYKOLWIEK. Szkoda tylko, że odkryłam ją tak późno (premierę miała 24 stycznia 2011 roku).



Asa ma 29 lat. Urodziła się w Paryżu, ale wychowała w Nigerii. Na liście jej muzycznych inspiracji znajdują się: Erykah Badu, D'Angelo, Lauren Hill i Angelique Kidjo. MTV wybrało ją na swoją ambasadorkę w Republice Południowej Afryki, a ja, wybrałam jej kawałek "Why can't we" na poranny starter:

Woke up early this morning
With a smile on my face
Thought you were next to me
But then i see you walking away
Something ain't right this morning
Is it a sign he's leaving me
So i call on a friend
Who might know better than me

She says:
You worry much about things you don't understand
But don't give up, if it doesn't go with the plan
Why not have some fun
While you're still young and still ok
Cos' life is short
Do what you can today today

Why can't we be happy

What is life about
Did nobody tell you
The reason why i ask
I can see you're so confused

You worry much about things you cannot see
You have it all, with your money you still complain
Why not live this life
While you're still young and still ok
Cos' life is short
Do what you can today today