Wyobraźcie sobie sytuację:
Ja-klientka, płacąca sporą kwotę za kurs, który ma mnie czegoś konkretnego nauczyć. Czegoś, co być może będzie wkrótce moim "drugim" zawodem. Może, ale nie musi. Się zobaczy. Ale cel jest taki, żebym coś z tego kursu wyniosła, czegoś się naumiała. I faktycznie, wiedza, którą dostaję powala na kolana. Jest fajnie! To dzień pierwszy.
Dzień drugi - kolejna dawka pożytecznej wiedzy, kolejne rozmowy. Znowu jest fajnie. Aż tu nagle, ni z tego, ni z owego, podczas dłuższej przerwy i rozmów dotyczących tematyki kursu, organizatorka i jednocześnie prowadząca wyciąga cyc. Jest to oczywiście cyc służalczy - służy do karmienia głodnego, własnego, małego człowieka.
I co? Wciąż jest fajnie?
I co? Wciąż jest fajnie?
Mnie zaczęło być lekko niewyraźnie.
Że w centrum handlowym, rozumiem, że w kinie, też, w ogóle ogarniam jakoś karmiące matki, które robią to w miejscach publicznych, ale na kursie? Przy klientach, którzy za taki kurs płacą i chcą być traktowani poważnie? Może będę teraz zlinczowana przez niektóre karmicielki. Trudno. Mnie takie zachowanie nie pasuje, bo to jest zwyczajnie NIEPROFESJONALNE.
Że w centrum handlowym, rozumiem, że w kinie, też, w ogóle ogarniam jakoś karmiące matki, które robią to w miejscach publicznych, ale na kursie? Przy klientach, którzy za taki kurs płacą i chcą być traktowani poważnie? Może będę teraz zlinczowana przez niektóre karmicielki. Trudno. Mnie takie zachowanie nie pasuje, bo to jest zwyczajnie NIEPROFESJONALNE.
obys mimo wszystko wyniosła z kursu wiedzę, a nie wspomnienie cyca;)Może zwrócić kobiecie uwagę, czemu nie?
OdpowiedzUsuń