Tym razem będzie o tym, co czasami sprawia, że uważam moje życie za beznadziejnie nudne, a wszystko, co robię - za kompletnie bezsensowne. FEJSBUK. Miejsce ludzkiej chwały (a raczej PRZEchwały).
Myślałam, że jestem odporna, że nie działają na mnie wpisy typu: "a oto moje najnowsze zdjęcia z podróży do Kambodży", "Góry Sowie nadchooodzimy", czy " zmieniłem pracę i robię karierę w tefałen" albo "tak, tak, dobrze widzicie, dokleiłam sobie nowe nazwisko-mężowe, w końcu ślub zobowiązuje". Jakże się myliłam.
Zgrzytanie zębami, myśli "jestem niby na urlopie wypowiedzeniowym, ale nie wypoczywająca", do tego komputerowe klikanie. Ech...przecież:
Ja nie robię nigdzie kariery, a szukam pracy.
Ja nie jeżdżę na długi weekend w Góry Sowie, a myślę jak uzbierać na wymianę opon na zimowe i nie rozczarować rodziny niepojawieniem się na drugim końcu Polski z okazji tegoż właśnie, długiego weekendu.
Ja nie jadę do Kambodży, a nie wiem nawet czy pojadę na Sylwestra tam, gdzie mi się marzy skrycie odcięcie od świata, w zamian na bliskie tulenie z przyrodą.
I wreszcie Ja nie zmieniam nazwiska, nie doklejam niczyjego, a w zamian za to, mam co chwilę rozterki pseudo-ślubno-związkowo-damsko-męskie.
Jednak rozsądek chyba faktycznie gdzieś tam się tli coraz mocniej, bo nagle mi się przypomniało, że:
Ja mogę sobie w środku dnia wyskoczyć do parku w środku miasta i snuć się po nim bez celu, a Inni w tym czasie pracują.
Ja nie muszę się użerać z kompletnym chaosem i niezdecydowaniem pracowniczym, a Oni tak.
Ja już mam coś nowego na oku, a Ona nie zaczęła nawet szukać.
Ja co weekend jestem gdzieś w lesie, górach, w terenie, a Oni góry mają tylko czasami, albo kilka razy do roku, bo daleko i brak czasu.
Ja, po raz pierwszy od kilku lat, nieograniczona pracowniczym obowiązkiem, mogę sama decydować co, gdzie i z kim chcę robić w długi, listopadowy weekend
Ja, po raz pierwszy od kilku lat, nieograniczona pracowniczym obowiązkiem, mogę sama decydować co, gdzie i z kim chcę robić w długi, listopadowy weekend
Poza tym ja nie noszę obrączki, ale wiem, że jestem kochana. Zresztą, kiedyś ją dostanę - jak do tego dorosnę :)
Fejsbuk - srejsbuk

e tam, to tylko face-zbuk, śmierdzi zepsuciem momentami. Napisała ta, co się w poczet twarzy wlicza heh...
OdpowiedzUsuńi tak dobrze wiemy, że prawdziwe życie jest gdzie indziej, prawda?
wiemy, wiem, ale czasami się najzwyczajniej w świecie wirtualnie zapominamy :)
OdpowiedzUsuńŁatwo jest wypromować swoje życie w sieci, zdecydowanie trudniej jest żyć.
OdpowiedzUsuńAle czasami też przechodzę podobne frustracje:-)
! ! Racja.
OdpowiedzUsuń