o mnie o mnie o mnie

30 listopada 2011

historia pewnego zegarka

Kupiłam go kilka lat temu, a może dostałam w prezencie - nie pamiętam, w każdym razie było to wtedy, zanim duże zegarki zaczęły być modne. Może dlatego tak go lubię (nie znoszę być "trendy"). Ma dużą kwadratową tarczę i radosny, ciepły, żółty kolor. Po kilku latach stwierdzam, że nie tylko działa antydepresyjnie, ale jest przy okazji świetnym dodatkiem do mojej ulubionej, ciuchowej, czerni - zawsze zwraca uwagę. W dodatku to 5 zegarków w jednym - można go nosić na szerokim pasku, można na wąskim, mogę go nakleić na monitor komputera jeśli chcę, albo powiesić na szyi, a jak dokupię inny kolor paska - zmienić kompletnie zegarkowy wygląd. Zero ograniczeń. 
Rok temu postanowiłam się jeszcze bardziej rozszaleć i kiedy wszyscy przesuwali swoje czasomierze, ja zostawiłam mój żółty w spokoju. Dzięki temu przetrwał (i pomógł też przetrwać mnie) zimę, na czasie letnim.
W tym roku wpadłam na ten sam pomysł, ale...zegarek stanął i od teraz pokazuje 7.25.

Nie zamierzam tego zmieniać.
Przynajmniej do lata ;)


p.s. 1
tak mi się spodobało nie zmienianie czasu, że dopiero wczoraj przestawiłam zegar w kuchni i bardzo mnie boli świadomość braku słońca po 16.00. Dziwne, przecież już od jakiegoś czasu egzystuję "mentalnie" na "zimówkach". 

p.s. 2
gdyby ktoś był zainteresowany - moje zegarkowe cudo to dzieło STAMPS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz