o mnie o mnie o mnie

14 listopada 2011

Kuchenne wariacje

Weekend upłynął mi w towarzystwie druhen, Larrego i Kris.
Z rozmowami kulinarnymi w tle.

ona: 
- na obiad będzie leczo
on: 
- super


- aaa...tylko, że nie było cukinii, a jak była to jakaś taka obleśna, więc kupiłam zamiast niej kilka dużych zielonych ogórków
- to do lecza?! zamiast cukinii?!
- tak (odpowiedziałam z dumą i zachwytem nad swoją bezbrzeżną pomysłowością i kuchenną samodzielnością)
- yyy...to jutro zrobimy sałatkę...taką owocową, ale wiesz...nie ma kiwi, więc zamiast nich dorzucimy ziemniaki


Oczywiście miałam focha. Przecież pokrewieństwo cukinii i zielonego ogórka jest oczywiste (niekoniecznie w smaku, jak się empirycznie okazało, ale wyglądowo się prezentują co najmniej jak bracia bliźniaki). Ostatecznie skończyło się na kupnie cukinii w markecie. A leczo było przepyszne.

I jeszcze jedno - dupa mi rośnie. 
Nie tyłek, nie pupsko, nie dupcia - D U P A
Urlop, w tej jednej, jedynej kwestii, bardzo mi nie służy.
Rozrastam się w zastraszającym tempie.
W dodatku, z przejedzenia, na widok bułek, czekolady, makaronów, ciast z galaretką, chipsów  i napojów gazowanych, zaczynam miewać lekkie mdłości. Zdecydowanie, to jest moment, żeby zacząć się ściskać od środka.

W końcu "coraz bliżej święta".

ho
ho
ho...



1 komentarz:

  1. smażony i podduszany ogórek, to musi być coś baaardzo specjalnego;)

    OdpowiedzUsuń