Słucham sobie Jamesa i tworzę listę inspiracji domowo-mieszkaniowych.
Jak już będę miała ten swój wymarzony, wychciany kąt, to się będzie działo...oj! Chociaż w sumie ten, który jest teraz, też nie jest najgorszy. Może nie własny, może nie pod miastem i może nie otwieram codziennie okien z widokiem na góry, ale za to mam przestrzeń i nie straszę sama siebie, że jeszcze 30 lat spłat i bankowych kontaktów. Inna rzecz, że moja rodzicielka uważa, że brak mieszkania na kredyt jest równoznaczny z comiesięcznym wyrzucaniem gotówki w błoto (bo to kasa do innej kieszeni itd.).
Rzucam sobie zatem. Póki co mam tę wolność, że mogę rzucać i mieszkać gdzie chcę.
Jak chcę, też mogę.
A skoro chcę inaczej, to z zainspirowaną głową pewnie się jutro zabiorę za, chociażby częściową, realizację pomysłów.
A skoro chcę inaczej, to z zainspirowaną głową pewnie się jutro zabiorę za, chociażby częściową, realizację pomysłów.
Tylko najpierw to ja muszę posprzątać....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz