o mnie o mnie o mnie

13 lutego 2012

piepszyć pszerwy

Zauważyłam komentarzowe protesty i nieśmiałe próby rewolty (czy jak kto woli - "ocalenia" mojego bloga) i  głośno informuję, że doceniam. Miłe to, przyjemne. Wyłechtało moje ego bardzo. Teraz ego puszy się i serdecznie pozdrawia, wysyłając dziękczynne badylądko (do wiosny 37 dni!):
Wróciłam. Tak. I stwierdzam odkrywczo, że nawet krótka przerwa w pisaniu wcale nie jest dobra. Przynajmniej dla mnie. W głowie mi się teraz przez to kłębi. Za dużo myśli naraz. I weź tu człowieku z taką głową pełną myśli chodź po ulicach. Przecież to niebezpieczne jest. Biedne codzienne otoczenie, ledwo taki stan potrafi wytrzymać, a co dopiero obce. Przestałam pisać, bo sądziłam, że mi to przeszkadza. Że trwonię cenne chwile na bycie sam na sam z klawiaturą komputera. Okazało się, że niczego nie trwoniłam. Więcej - łapałam te chwile w wiązankę i mocno trzymałam w dłoni. Napisane, zaklepane, zapamiętane, przeżyte. W dodatku bardziej świadomie. Odkryłam, że pisząc o rzeczywistości, mocniej ją czuję. W dodatku wyciągam raczej te pachnące, a nie śmierdzące fragmenty, więc niech mi pachnie dalej. I, o ile nie męczy Was czytanie mnie, niech pachnie i Wam. Na przedwiośnie.

"mam na imię i., i jestem bloggerką"
 chór: "cześć i. ". 

6 komentarzy:

  1. W końcu będziesz mogła wyrzucić te wszystkie myśli na ... papier raczej nie, ale na ekran komputera :)) Bardzo się cieszę z powrotu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, tak! To uzależnienie. Znam to :-)
    Czasem tak mi szkoda czasu spędzonego przy komputerze, ale wynoszę wbrew pozorom bardzo dużo z tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagoda, ale ja sobie właśnie uświadomiłam, że pisanie bloga, to żadne uzależnienie (przynajmniej dla mnie). traktuję go jako miejsce zostawiania myśli wszelakich. i namiarów na ciekawe miejsca, w które być może jeszcze kiedyś będę chciała zajrzeć.

      Usuń