N: Kim jesteś?
T: Co masz na myśli?
N: Kim jesteś z zawodu?
N: A co? Chcesz udawać zainteresowanie?
Bingo!
Coraz częściej mam wrażenie, że "rozmowa" zaczyna być zamieniana na "monolog" i chwilami czuję się jak w kiepskim teatrze, gdzie aktor zamiast czuć i odbierać bodźce, czeka tylko na moment, kiedy będzie mógł wygłosić swoją własną kwestię - bo jego jest najważniejsza, a sam dialog sceniczny ma głęboko w pępku.
Jak wygląda udana konwersacja - taka podczas której czuję się miło, przyjemnie i mam ochotę na więcej?
- jeżeli pytasz co robię, czym się zajmuję, tylko i wyłącznie w celu podtrzymania rozmowy - odpuść. czasem lepiej pomilczeć. w niektórych sytuacja to bywa nawet sexy. serio.
- "co tam?" - ile razy słyszę to pytanie mam ochotę odpowiedzieć - "gdzie?". niczego nie wnosi, zawsze jest rzucane w przestrzeń, bardzo często znad klawiatury komputera albo w trakcie imprezy, gdy zapada krepująca cisza. co ciekawe, pytający prawie nigdy nie czeka na odpowiedź, więc...po co?
- pytanie "co słychać?" zadawane tylko po, żeby słuchając odpowiedzi myśleć: "a ja jej zaraz powiem, że wygrałem na loterii, mam wakacje życia, widziałem zajebisty film na jutjubie etc." jest bez sensu. masz w nosie co u mnie słychać i chcesz się pochwalić co u ciebie? - nie pytaj, tylko od razu zacznij się chwalić. tobie ulży, a ja będę wiedziała, żeby następnym razem rozmawiać z tobą tak samo.
- dostosuj się do rozmówcy. nie do jego poziomu (choć to też czasem pomaga), raczej do podejścia do słuchającego. nazywam takich "jajarzami". łatwo ich rozpoznać. kiedy o czymś opowiadasz i chcesz konstruktywnej rady, wniosku, spojrzenia na swoją sytuację, a po raz trzeci słyszysz, że "ja tak nie miałem, ale za to.... ja też tam byłem, ja ostatnio widziałem..."wiedz, że nie chodzi o rozmowę, tylko o czyjeś wygadanie się, a ty jesteś tylko tłem. w przypływie dobrej woli możesz wysłuchać i spotykać się ze współrozmówcą rzadziej. jeśli nie masz tyle cierpliwości, zastosuj ten sam manewr przerywania i dogadywania. jest szansa, że "jajarz" nie zwróci na to w ogóle uwagi, a ty nie będziesz czuł kaca, że dałeś się wykorzystać jako niemy słuchacz.
- zasada wzajemności. ktoś ci kupił prezent na urodziny, to mimo, że za ktosiem nie przepadasz, też mu kupujesz, bo przecież on kupił - wiadomo o co chodzi. w rozmowie też tak można, a nawet czasem trzeba. mam koleżankę z którą widuję się raz na pół roku, rok i kiedy się spotykamy, zaraz na początku ustalamy, która opowiada pierwsza co u niej. proste. każda się wygada i każda czuje się wysłuchana, mało tego - zaopiekowana, bo kiedy wiadomo, że teraz nie twoja kolej, dużo mocniej skupiasz się na czyjejś opowieści i doradzasz lub konstruktywnie pomagasz.
Mówiąc krótko chodzi tylko o jedno:
więcej słuchania, mniej oczekiwania (na swoją kolejkę), a będzie dobrze.
Ba! Będzie lepiej, niż myślisz.
Jeżeli mnie czytasz i zobaczyłeś w tym tekście siebie, to kto wie - być może ten tekst jest właśnie o tobie.
Jeżeli w trakcie rozmowy z tobą włącza mi się jajarz, to...no właśnie :)
podpisano
ja
![]() |
| http://www.cmybacon.com/2012/07/note-to-self-be-kind-be-kind-be-kind/ |
PS żeby nie było - też kiedyś nieświadomie i wielokrotnie "jajarzowałam" konwersacje, ale cóż, kobietą jestem, a to bardzo kobieca przypadłość jest.

A ja? Ja nie mam pojęcia, o czym mówisz ;)
OdpowiedzUsuń:D
Usuńwiesz, przyczyn takiego stanu jest kilka - np. rodzice w pracy nie nauczyli dziecka rozmowy... przyjaznie kuleja.... i czasem taki czlowiek ma wreszczie mozliwosc komus powiedziec o siebie i wtedy mowi, mowi, mowi.... szczesliwy, ze ktokolwiek go slucha... cos jak u psychologa, tylko tam to kosztuje od 100 pln/h....
OdpowiedzUsuńUwielbiam zaangażowane rozmowy o niczym, kiedy każdy ma się głęboko w poważaniu.
OdpowiedzUsuńUnikam jak mogę, nie mówię, że skutecznie ;).
Szczególnie wdzięczne są te np. w komunikacji miejskiej - wspólna podróż, zawsze wyzwala "co słychać?". Jak nic podróż z głowy...
Oj bardzo kobieca to przypadłość. Niestety. I bardzo częsta. Nie wiemy nawet jak trudno przeprowadzić konstruktywną rozmowę. Przykre bardzo.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
:)
Bywam "jajcarą" i często pytam się "co słychać?Ale jak Bozi nozi, naprawdę jestem ciekawA:)
OdpowiedzUsuńNo cóż... milczeniem jest złotem i to nie slogan :) szczera prawda, szczere złoto... ale ludzie czują presję... że jeśli się nie odezwą wyjdą na gburowatych... nietowarzyskich, aspołecznych.. itp..
OdpowiedzUsuńJa jestem przekorna i czasem milczę :) nie ubędzie mnie. Czasem nawet na mądrzejszą wychodzę ;p
załuję, że gdy pisałam swoja magisterkę m.in. o narcyzmie konwersacyjnym jeszcze cie nie znałam, naprawdę.
OdpowiedzUsuńJa... hehehe, miałam takie przemyślenia już dawno temu, a Ty pięknie ubrałaś je w słowo pisane.
OdpowiedzUsuńW pewnym momencie przestałam się zwierzać, pytać, zostałam słuchaczem biernym ( jednym uchem wpuszczać, drugim wypuszczać ),z przerwami na jajarzowanie. A co! Jest tylko wąskie grono osób, które szczerze wyrażają zainteresowanie moim życiem, więc odwzajemniam się tym samym.
Taaa
To pisałam Ja,Ruda.
hmm, napisałam komentarz pod Twym wpisem i zniknął, hmm hmm. Już nie powtórzę tego, bo głowę mam ciężką i pełną emocji dzisiejszego dnia, zatem zostawiam ślad, że tu byłam . ;) Tekst Twój przeczytałam kilka razy - uwielbiam Twoje pióro (klawiaturę ? ;D ) i wychodzące spod niego spostrzeżenia.
OdpowiedzUsuńNo i tyle.
Ja pierdzielę no ! No patrz ! pojawił się jednak ten mój koment ! No czary !
OdpowiedzUsuń:D
nie bój żaby, komenty się zawsze prędzej przy później odnajdują. to znikanie, to są chyba jakieś lipcowe anomalie bloggera (podobnie jak powielanie komentarzy). ale ja się cieszę, bo mi dzięki temu dodatkowy komplement strzeliłaś, więc niech znikanie trwa częściej i karmi moje ego :) whrauuuu
Usuń