Było sobie miasto wysokich sufitów, rozwianych włosów, roztańczonej wyspy, niezwykłych mostów, wzgórz, wymarzonych ścieżek rowerowych i klimatycznego metra. Zebrało mi się dzisiaj na wspomnienia. Wspomnienia lekko przeterminowane (w tym miejscu rzucam w twarz pytanie egzystencjalne - czy wspomnienia w ogóle mają jakiś termin ważności?).
Więc będę sobie wspominać. To już dziś. Dzisiaj* zaczyna się to, co przeżyłam rok temu. Sziget Festival.
Jeżeli będziecie kiedyś mieli wolny sierpniowy tydzień - wpadajcie koniecznie do Budapesztu zahaczyć o tę imprezę. Dodatkową zachętą niech będzie fakt, że Sziget Festival zdobył niedawno nagrodę "The Best European Major Festival". Zresztą nie ma się co dziwić, do teraz chwalę świetną organizację, świetnych artystów, świetne jedzenie, sprawną komunikację miasta z wyspą (festiwal odbywa się na wyspie Obudai stąd nazwa Sziget Festival = "festiwalowa wyspa") i niesamowity klimat całości. Warto.
Chemical Brothers - genialny koncert
Dizee Rascal - rozrusznik biodrowy
La Roux - miało być tak sobie, a było świetnie
Pulp - przecudnej urody britpop i wokalista
Prodigy - klasyka w najlepszym wydaniu
Skunk Anansie - diablica wcielona ze zwyżką energii
30 Second To Mars - kawał niesamowicie dobrego show
Doskonale pamiętam też czerwoną węgierską, przepyszną kiełbasę, pierwszy w życiu mashup (od razu był to genialny mashup) i szaleństwo do rana w małych barach porozrzucanych po całej wyspie. I pomyśleć, że pojechałam na Sziget Festival głównie (jeśli nie tylko) z powodu Amy Winehouse, która, z wiadomych względów, niestety nie zdążyła na nim wystąpić...
A poza samym festiwalem, polecam Budapeszt. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia (jak w większości miast, które odwiedzam - jestem rozproszona uczuciowo). Był moment, że chciałam tam nawet zamieszkać i już prawie widziałam jak codziennie do pracy jeżdżę rowerem i świergolę w sobie tylko znanej wersji węgierskiego.
Właśnie - jak będziecie w Budapeszcie koniecznie wypożyczcie rower - ścieżki rowerowe mają tam genialne!
(osobny pas, osobna sygnalizacja świetlna, marzenie każdego dwukołowca)

A wszystko przez Takiego Jednego, któremu dedykuję ten wpis i który mnie pierwszy raz zaciągnął na Sziget Festival. Właśnie w tej chwili jest w Budapeszcie i mam nadzieję, że świetnie się bawi. Bo bawisz się, prawda? :)
PS tak. nadal chcę to smaczne coś, słodycz narodową, biały serek oblany mleczną czekoladą. dziękuję.
*oficjalnie festiwal rozpoczął się wczoraj, mentalnie (dla mnie) i przybywająco (dla Takiego Jednego) dzisiaj,
natomiast realnie i bardzo koncertowo startuje 8 sierpnia





Królestwo za taki narodowy przysmak :D
OdpowiedzUsuńsłusznie piszesz, oj słusznie :)
Usuńbyłam raz i również pokochałam to miasto. Niestety nie było aż tyle czasu ile bym chciała, dlatego koniecznie muszę wybrać się ponownie ;-)
OdpowiedzUsuńminimum na tydzień :)
UsuńSkunk Anansie- zazdrość ;).
OdpowiedzUsuńwybaczam i rozumiem ;)
UsuńBudapeszt w towarzystwie Chemical Brothers i 50 Second To Mars - mieszanka, po której serce wypełnione po brzegi szczęściem. Mój Budapeszt sprzed 2 lat - jakże emocjonalny, z którego nie chciałam wyjeżdżać, z językiem, który chciałam znać, z miejscami, które zachwycały bez reszty - a i co ciekawe - byłam w ciąży i o tym nie wiedziałam jeszcze - może stąd tyle dreszczy i łez szczęścia:) Polecam "Gulasz z turula" Krzysztofa Vargi - o miejscach, o ludziach i ich nostalgiach, o smakach... .
OdpowiedzUsuńtytuł wygooglowany. na widok hasła "Wydawnictwo Czarne" od razu się uśmiechnęłam, a potem czytając co to dokładnie za książka, wiedziałam, że muszę - najlepiej już, zaraz - przeczytać. wielkie dzięki za namiar! ach ten Budapeszt... :) PS zestaw muzyczny był naprawdę wyjątkowy, a 30 Seconds...mhhh...
Usuń"Kontrolerzy" - świetny film ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za urlopowe życzenia ;)
Ileż to fajnych rozmów przeprowadziłam - w autobusie, w kawiarni, a nawet w naszej korpo windzie. Gdzie znakiem rozpoznawczym i impulsem do rozmowy były opaski na nadgarstku: open'er, roskilde, coke live music festival i właśnie sziget.
OdpowiedzUsuńNiektórzy za punkt honoru stawiali sobie, żeby opaska rok wytrzymała, do następcy.
Tak patrząc na pierwsze zdjęcie mi się przypomniało :).
Miłego :)
ojjj tak...cudne opaski szigetowe :) moja wytrwała tylko (albo aż) do wczesnej jesieni. ręka ze zdjęcia (z tego co mi wiadomo) swoje nosi nadal :)
Usuń