Na początku było ciężko, bo, sama rozumiesz Redakcjo Droga - pociągu do dóbr się pozbywać, to łatwe nie jest. Te książki na półkach, na widok których się otwierałem, te kawy na mieście, co mnie nimi czasem oblewano. Tak. Pięknie kiedyś było, więc i ciężko z tym minimalizmem na starcie. W dodatku wymuszonym. Ale - dałem radę. Teraz jak mi się coś trafia - przechodzę obojętnie. Nie ściskam się w sobie, nie szeleszczę, jestem niewzruszony.
A piszę Redakcjo Droga, ponieważ chciałem ostrzec tych, co im się też zachciewa wymuszonego minimalizmu spróbować.
Bo ja od tego minimalizmu, to się ostatnio ciągle czuję taki strasznie pusty w środku...
z pozdrowieniami
Po Rtfel
________
pomóż Po i podając dalej: KLIK

Życzę Panu, panie Port Fel, by ten rok był dla Pana obfitszy, by się Pan nie domykał!
OdpowiedzUsuńPan Po dziękuje (źle mu imię napisałam, ale już zmienione)
Usuńi po co to się tak męczyć...?
OdpowiedzUsuńTeraz znam już dwóch Po. Pierwszy jest grubą pandą i zna kung fu, ale obaj zmagają się z nieznośną ciężkością bytu;)
OdpowiedzUsuńtylko ten drugi wciąż za lekki - mógłby w końcu trochę przytyć ;)
UsuńKciuki trzymam. Najmocniej.
OdpowiedzUsuńale przy dzieciach puszczaj. pozwalam ;)
UsuńJa uciekam od minimalizmu.
OdpowiedzUsuńW tej kwestii wolałabym nie być minimalistką, choć wiem, że chcieć nie zawsze znaczy móc, czy jakoś tak :-)
OdpowiedzUsuńNie mam minimalizmu w domu, za to w życiu nawet bardzo :)
OdpowiedzUsuńMinimalizm wymuszony, póżniej, w chwilach prosperity, staje się niewymuszonym.
OdpowiedzUsuńObaczysz, przekonasz się
czego życzę!
oby! dziękuję.
Usuń