o mnie o mnie o mnie

10 czerwca 2013

Pierdzący celofanik

you blogging? like your friend?
yyyy...yyy....yes
in english too?
no. too many words
to translate?
yes.
and you blogging about what?
hmmm...everything? life. my life
is it exciting?

No właśnie - is it? Gdyby pytacz holenderski zobaczył te "too many words", które tu ostatnio zostawiam miałby pewnie niesmaaak*. Chociaż jak patrzę na ostatnie pół roku, to było bardzo exciting, rollercoaster - góra, dół, góra, dół. Ale nie na blogu. Trafiłam na moment, gdy trzeba osobiście. Bez klawiatury i internetu. Osobiście. Ogarnąć rzeczywistość i się z nią zmierzyć. No i się zmierzyłam. Aż mi się centymetr skończył.

ojej! jest cię połowa! - powiedziała ona niewidziana przez pół roku.
ano jest - połowa ciała i duszy, po równo - pomyślałam.
jesteś piękna!
że ja? nie pamiętam kiedy mi ktoś coś takiego ostatnio powiedział i żeby to była w dodatku kobieta.
i silna też jesteś!
w sumie to chyba jestem. na ciele coraz bardziej, na duszy niby też, bo decyzje śmiałe podejmuję, ze śmiałymi decyzjami innych też się potrafię pogodzić, i granice stawiam, i mówię "nie" kiedy trzeba. może i faktycznie. że silna. no i może że piękna. bo się piękna czuję. dobrze ze sobą. czasami, chwilami, niepermanentnie. i nawet w siebie wierzę. ale bez przesady. jeszcze mi tylko brakuje, żeby ktoś powiedział "promieniejesz". bo ja z zewnętrza to nawet jestem rozświetlona i chwilami samowierząca w to swoje światło zewnętrzne. chwilami. za to w środku bywa różnie.

Gdyby to tak wszystko bardziej obrazowo ująć - wychodzi mała kupa zawinięta w ozdobny papierek.
Pierdzący celofanik.


PS ciąg dalszy nastąpi, bo dzisiaj pierwszy raz podczas leśnego resetu mózgu, zaskoczyły mnie myśli. atak. zmasowany.
i nie dał się zapisać, bo ja przecież w lesie. a miało być pięknie, bezmyślnie, na łonie z endorfinami. więc ja muszę pisać. żeby mi się nadal przyjemnie resetowało głowę w lesie. bo jeszcze biegać przestanę, a tak to być nie może.


*słowo smak (pisane "smaak") jako jedno z dwóch, ma takie samo znaczenie po polsku i po holendersku. drugim takim słowem jest pech
podróże po Polsce kształcą.

12 komentarzy:

  1. Jak ja znam ten celofanik:( łojj aż boli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mucha by się ucieszyła;) - przepraszam nie mogłam się powstrzymać;)

    Uczucia uczuciami, nie zawsze to zgodność ze stanem rzeczy. A Ty promieniejesz...przez klawiaturę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja tam nie kumam z tym celofanikiem, bo pewnie z ciebie cukiereczek;)Ta twoja lepsza (pozostała) połowa to pewnie same mięśnie..promieniujace:)) Gratuluje sukcesu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna i silna! I tak trzymać! Jak to było? Co nas nie zabije to wzmocni? Trzymaj pion. I pisz! Bo się Ciebie przyjemnie czyta ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. 'Pierdzący celofanik' -podprowadzam do swego życiowego słownika. ( mogę? ) Idealne.
    Cieszę się bardzo z Twych ogarnięć, wiary i siły. i piękności. i tego, że świecisz, a nie tlisz tylko. To mi się podoba. Czekam na ciąg dalszy!
    :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam nigdy nie wątpiłam, że jesteś piękna. Każda kobieta jest.
    I z chęcią bym to piękno pokazała na fotografii :)

    OdpowiedzUsuń
  7. aż miło poczytać, że ktoś silny i piękny się czuje.
    trzymaj się mocno tego wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. oj "promieniejesz" :D normalnie zaszczepiłaś we mnie pozytywne wibracje :D. Biegaj biegaj niewiasto :D. Tylko zachowuj paragony. bo w takim tempie to Ty nawet nie ponosisz tych ubrań, bo będą za duże :D

    OdpowiedzUsuń
  9. cieszą te zmiany na lepsze:) Trzymam kciuki za ciąg dalszy!
    Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
  10. Słowami Twoimi sama rosnę w siłę! I wzruszam się:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cały świat jest kupa w pazłotku - takie czasy. Mięśnie pręż i promieniej - nikt się nie pozna, a z czasem sama uwierzysz ;) Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wstrząśnieta! Gdzie żeś, gdzie? Brakuje mi Ciebie. Twoich tekstów. Zajebiście dobrych tekstów. Buu. wracaj! pisz! cokolwiek!
    buziam!

    OdpowiedzUsuń