Trafiłam na ten list w Wysokich Obcasach. Po raz kolejny, ktoś zakradł się do mojego, prawie 30letniego umysłu i to, co się tam znajduje, wylał na papier (a raczej wystukał na klawiaturze komputera). W dodatku jak pięknie:
(...)bliżej mi do trzydziestki niż wieku nastoletniego, czemu towarzyszyły dwa odkrycia. Pierwszym było prawo do posiadania cellulitu i rozmiaru 48. Jako gruba nastolatka nieuchronnie byłam narażona na porównywanie się z wiecznie niezadowolonymi ze swojego wyglądu koleżankami, których walory fizyczne nie różniły się specjalnie od okładek kobiecych czasopism. (...) Okazało się też, że poruszające się stadnie grupki podpitych mężczyzn nie odczuwają potrzeby dowartościowywania się ("ty, zobacz jaka krowa idzie!") kosztem dorosłej kobiety, do czego przywykłam aż zanadto jako młoda dziewczyna. Druga i zdecydowanie ważniejsza konstatacja była natury filozoficznej. Przypomniałam sobie, jak mniej więcej w połowie studiów dopadła mnie frustracja związana z poczuciem, że już nie zostanę "kimś". Czytaj: kimś znanym, popularnym, autorytetem, gwiazdą, mówiąc krótko: kimś, kogo chce się pokazać w telewizji. Bo przecież popularne dziennikarki zaczynały nieomal jako nastolatki, wiek na początek kariery artystycznej lub naukowej też już nie ten, z resztą do kariery poza predyspozycjami przydałaby się jakaś konkretna edukacja, więc tym bardziej już po ptakach. I poczułam, że skoro jest za późno na tak zwany sukces, to mam absolutną wolność do eksplorowania wszystkich możliwych ścieżek rozwoju. Mogę pójść do szkoły muzycznej, wreszcie nauczyć się porządnie śpiewać i nie wyjść potem poza etap koncertów w pubach. Mogę zająć się ceramiką i nauczyć się robić piękne formy użytkowe, którymi będę zagracać mieszkanie swoje i bliskich. Projektować i szyć ubrania na własny użytek lub próbować je sprzedawać przez internet. Mogę występować w teatrze amatorskim, pisać bloga lub próbować tworzyć felietony i artykuły do czasopism kulturalnych. Rozwijać różne kwalifikacje i nie być przez całe życie niewolnicą jednego, wyuczonego zawodu. Mogę zostać gwiazdą własnego podwórka, rodzinną stylistką i trendsetterką, primadonną dla przyjaciół, muzą dla własnego męża. (...)poczułam, że z każdym rokiem i każdą zmarszczką może być mi już tylko lepiej. "
Do moich 30tych urodzin zostały 4 tygodnie. Całe 28 dni. To tyle, ile trwał alkoholowy odwyk Sandry Bullock w filmie "28 days" i tyle ile wystarczy, jak twierdzą eksperci, do zmiany nawyków żywieniowych.
Już się nie mogę doczekać.
Do moich 30tych urodzin zostały 4 tygodnie. Całe 28 dni. To tyle, ile trwał alkoholowy odwyk Sandry Bullock w filmie "28 days" i tyle ile wystarczy, jak twierdzą eksperci, do zmiany nawyków żywieniowych.
Już się nie mogę doczekać.
"skoro jest za późno na tak zwany sukces,
to mam absolutną wolność
do eksplorowania wszystkich możliwych ścieżek rozwoju"
Genialne!
OdpowiedzUsuń