Reportaże Tochmana poznałam rok temu, sięgając po "Dzisiaj narysujemy śmierć". Do teraz, na myśl o tej książce, mam w sobie złość. Do kolejnej przymierzałam się przez rok. Długo. Ale Tochmana nie da się czytać z dnia na dzień, jednym tchem, od deski do deski. Jego reportaże bolą. I ja po raz kolejny czuję się poobijana.
Znowu się nie zgadzam.
Znowu nie rozumiem.
Znowu mam w sobie złość.
Ciekawe co się czuje, kiedy ma się napisane przy nazwisku: "polityk, były prezydent, lekarz psychiatra, poeta" i zaraz po tym "oskarżony o zbrodnie wojenne".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz