Niedospanie, zalane słońcem wieżowce i ja. Z nadzieją na COŚ. Ostatni raz byłam tu w zimie, ze złamanym sercem, przesypiając moment wjazdu do miasta. A może to było wcześniej? W takim razie poprzedni, ostatni raz, spędziłam śpiąc w czyjejś przytulnej kawalerce na Kabatach, jedząc koszerny obiad i zwiedzając miasto z nieznajomym. Nie pamiętam naszych rozmów, ale pamiętam, że nigdy lody z Mc'przybytku nie smakowały mi tak bardzo, jak wtedy, wieczorem, w metrze. Jest jeszcze wspomnienie siedzenia na parapecie w jakimś motelu, pocałunku, jedzenia w barze mlecznym, snucia się z mapą po dyszącym letnim słońcem, mieście, zdjęcia robionego na szybko przed napisem "Warszawa Wschodnia" i biegu w śniegu. O! To był ten ostatni raz. Na pewno. Dobrze pamiętam. Pierwszy tej zimy śnieg, hotel, paraliż drogowy, "wielka gala", andrzejkowy szał do rana i marsz pod rękę. A potem dworzec, szybkie espresso i rogalik z czekoladą.
W jak Wspomnienia.
W jak Warszawa.
koniecznie pozdrów Stolicę ode mnie - zwłaszcza Kabaty (!) jeśli zawitasz znów w te okolice, bo tam życie pisze bardzo ciekawe scenariusze... ;)
OdpowiedzUsuńPołknęłam nocy na telefonie tryliad twoich wpisów. Gdybyś miała ochotę i czas na kawę stolyczną, to ja chętnie. I stawiam lody :)
OdpowiedzUsuńooo! to ja chętnie, tylko nie wiem kiedy znowu będę się warszawić :) ale na pewno się wtedy odezwę.
Usuńjak wrócisz, to idziemy do kina?;)
OdpowiedzUsuńtaaak! kino z Tobą - zawsze :) przyszły tydzień? (byle nie piątek)
OdpowiedzUsuńMiło tak powspominać... a na Kabatach fajnie jest :)
OdpowiedzUsuń