Jeździło się kiedyś. Wzbudzało emocje (chce Ci się tak jeździć? wpuszczają Cię do windy? a gdzie przypinasz rower? nie boisz się, że Ci ktoś ukradnie?) i machało do dojeżdżających samochodowo znajomych. Wprawdzie nigdy nie zdarzyło mi się zaliczyć przejażdżki rowerowej w szpilkach, ale w spódnicy owszem (zapamiętać: kupić klipsy rowerowe do spódnic). Wszystko to dawno temu i nieprawda. Odkąd mam psa (i nie dojeżdżam do pracy ;)), wybór "rower vs. pies" jest oczywisty (nie, nie każdy husky z radością biega przy rowerze i nie, nie bez różnicy jest czy robi to PRZY czy PRZED - to drugie, w mieście, może się skończyć zdartymi łokciami, lądowaniem w rowie i prędkością przyprawiającą o ciarki na plecach). Piszę to wszystko, bo kiedy trafiłam dzisiaj w internecie na dwukołowy wpis, uśmiechnęłam się do dawnej siebie. Tej rowerowej. Też wzbudzałam takie emocje. Dla niezorientowanych: kobieta dojeżdżająca na rowerze do pracy, to plus 100 do miejskiego lansu *. Warto spróbować. Ojjj warto (szczerzyć się na światłach do kierowców też warto).
Więcej o tym tutaj:
http://polskanarowery.sport.pl/blogi/warszawska_masa_krytyczna/2012/05/slawa_codziennej_rowerzystki/1?bo=1
*a gdyby ktoś chciał plus 200, to trzeba mieć psa husky (wniosek wynikający z niedawnych obserwacji). nieważne jak wyglądam - wylaszczona, czy nie, husky obok, powoduje, że prawie każdy się za mną ogląda. serio. działa lepiej niż szpilki. i tak samo dobrze jak rower. a najlepiej mieć jedno, drugie i trzecie:

jeżdżę codziennie, najczęściej w sukienkach i spódnicach, często w koturnach :) i w dziewczyńskim eleganckim kasku do kompletu ;)
OdpowiedzUsuńPytania, które dostaję, to raczej: jak długo jedziesz? nie męczysz się? (12 km w 40-45 min to nie jest jednak wyczyn...), nie pocisz? (nie bardziej niż w dusznym, zatłoczonym i śmierdzącym autobusie), jeździsz w spódnicy?! (no tak, ale nie w obcisłej miniówie)... Ale u mnie w pracy dojeżdża sporo osób. Niektórym jednakże "nie wypada"...
Te chwile przed i po pracy to mój czas całkowitej wolności.
i właśnie to jest najlepsze w jeździe na rowerze - wolność :)
UsuńPiękny Ci on! (psiak) :)
OdpowiedzUsuńpsiak o tym wie, ale mimo to dziękuje ;P
Usuńrowerem po mieście aaa bardzo lubię! ale dzisiaj miałam problem - zbyt wąska spódnica na dole!
OdpowiedzUsuńwąska spódnica bywa rowerowo dużo gorsza od krótkiej zwiewnej - wiem coś o tym :)
UsuńJeżeli chodzi o Camillę to polecam zdecydowanie zacząć od pierwszej-Księżniczka z lodu. I też czytałam ten wywiad :)
OdpowiedzUsuńzapisane. dzięki!
UsuńPotwierdzam. Psy husky przyciągają wzrok. A już szczeniak husky to +200 do lansu :) Pamiętam jak każdy mnie zaczepiał, gdy szłam z moim psiakiem. Miał jeszcze zawadiacko zawiązaną bandamkę na szyi i wyglądał do prawdy rozkosznie. Szkoda tylko, że przez swoją urodę tak bardzo cierpią, bo często są kupowane ze względu na ładny wygląd, a później oddawane do schronisk czy, o zgrozo, wypuszczane.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że Twojego psiaka błędnie oceniłabym malamutem na pierwszy rzut oka. Taki puchaty jest :)
P.S mój pies + rower = katastrofa murowana
oglądany na żywo już by Ci się chyba z malamutem nie pomylił (zwłaszcza gdyby jakiś stał w pobliżu :)) ale fakt - puchaty jest bardzo (co widzę codziennie biegając z odkurzaczem po mieszkaniu, ale pewnie też to znasz :))
Usuńo tak... kudły, kudły i jeszcze raz kudły. Wszędzie. Kiedyś - zanim kupiłam Elvisa, czytałam fajny artykuł o husky. Ktoś pisał: jeśli nie przeszkadzają Ci psie włosy w kawie, a nawet w ledwo co otwartej puszce - to jest pies dla Ciebie :D
UsuńLansiara;)
OdpowiedzUsuńZa moim kundlem ze schroniska w mieście oglądały się tylko zbuntowane małolaty.
Twój słodziak i przystojniak:)
kundlaki są nieprzeciętne! a jeszcze więcej mojego "lansu" znajdziesz tutaj: http://jingiel.blogspot.com/
Usuń