o mnie o mnie o mnie

27 sierpnia 2012

wsi spokojna, wsi wesoła

Jestem odurzona wakacjami i w odurzeniu swoim stwierdzam, że dochodzenie do siebie po urlopie na wsi, to nie jest taka prosta sprawa. Tempo miejskie lekko przytłacza, krok wciąż wolniejszy, niż być powinien, a tu działać trzeba. Dwoistość natury wciąż mi o sobie przypomina. Kiedy jedna noga przyśpiesza, druga niemiłosiernie się wlecze, gdy prawa półkula wyświetla zamglone wspomnienia i snuje romantyczne plany, lewa chciałaby mieć wszystko zapisane czarno na białym, zaraz, natychmiast, tutaj, już. Sobie nie radzę z tą moją dwoistością, więc zanim się jakoś zepnę, ruszę w jednym kierunku i wyrównam tempo - oglądam zdjęcia.













































Zabieram się też za tworzenie i przetwarzanie. Myślę sobie, że przyjemnie będzie zanurzać jesienną albo zimową łychę, w czymś od początku do końca samodzielnie wykonanym i poczuć znowu trochę lata. Dlatego tajny plan na ten tydzień brzmi: szarlotka, leczo, suszone pomidory i pomidory w słoikach.

PS jeśli ktoś zna jakiś sprawdzony przepis na dwa ostatnie, niech nie trzyma dla siebie, tylko poda dalej - obiecuję wdzięczność myślową podczas konsumpcji i pieśni dziękczynne na blogu =)

19 komentarzy:

  1. Ależ zatęskniłam teraz za moją wsią jak zobaczyłam te fotki :-) Mówię moją, bo to pierwsze wakacje, których tam nie spędziłam chociaż na weekendzie :-(
    A przepis na pomidorki w słoikach znam jeden ale najlepszy i niezawodny.
    Składniki:
    pomidory
    sól
    oliwa
    Przygotowanie:
    Upakować do słoików obrane ze skórki i pokrojone w kostkę pomidory (mogą być też połówki, ćwiartki - jak kto woli). Do każdego dodać ciut soli i łyżkę oliwy. Zakręcić i zapasteryzować: słoiki wstawić do garnka, zalać wodą i gotować. Mniejsze ok. 5-15 minut od momentu jej zagotowania, większe 30-40 minut.
    Potem w zimie masz świeże pomidorki o smaku pomidorków, a przyprawy zawsze dopiero wtedy możesz dodać. Wygodniej się używa takich naturalnych w smaku :-))
    Pozdrawiam-Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga - dzięki za przepis. jak rozumiem na jeden słoik wystarczy tylko ta jedna łyżka oliwy? pytam, bo w sieci piszą różnie i wolę się upewnić, ze Cię dobrze zrozumiałam :)i jeszcze dwie rzeczy: 1. słoiki przed włożeniem do garnka wcześniej rozgrzewasz (np. w piekarniku), czy to nie jest konieczne? 2. zawartość słoika (czyli pokrojone pomidory) mają temperaturę pokojową, czy je wcześniej jakoś podsmażasz?

      Usuń
    2. Już odpowiadam. Na jeden słoik jedna stołowa łyżka oliwy (polecam olej z pestek winogron ale zwykły kujawski też jest ok). Pomidorki normalnie jak leżą,bez udziwnień krój i pakuj w słoiki wcześniej umyte w ciepłej wodzie. Nie wymagają solarium :-)

      Usuń
    3. A jeśli mogę jeszcze coś zasugerować, to możesz sobie do kilku słoiczków z pomidorkami wrzucić listek-dwa bazylii. Efekt murowany, kiedy potem otwiera się taki słoiczek robiąc np. sos do spaghetti :)
      Aga

      Usuń
  2. Zdjęcie z panem i psem jest piękne.
    Dżem z jabłek(jeszcze ciepły) to skojarzenie z moją ukochaną babcią. Tak było w każde wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. ku zaskoczeniu ogólnym odpowiadam - to barszcz. barszcz babci Rozalii. jedyny i wyjątkowy. jak Ona.

      Usuń
    2. Jak ona to robi, że barszcz ma taki kolor? :)

      Usuń
  4. Ooo ja też chcę takie Slow, bo się pozytywnie rozleniwiłam na tej wsi... Tak, tak masakra znów (czyli wczoraj) wrócić do miasta... eh! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne zdjęcia :-)
    Takie zatrzymane w czasie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. gdybym tylko mogła - zrobiłabym teraz dokładnie to samo, co Twój pies na 10 zdjęciu :) ...i tak bym leżała...długo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mmmm :) Pyszności na tych zdjęciach masz. Ja uwielbiam takie jedzenie. Reszta zdjęć też cudna :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zjadłam pyszny obiad - tak aromatyczny jak nigdy, obrałam kilka jabłek, które po obróbce wrzuciłam do słoików. Następnie po rozgrzanych kamieniach podeszłam do szukającego pieszczoty psiaka i poszłam z nim wąchać słoneczniki. Później na trawie znalazłam kolejnego psa i nie budząc go, obserwowałam zmagania pajęcze, gdy przypomniałam sobie o praniu i podlaniu pelargonii. Po wykonanych czynnościach obserwowałam zachód słońca pomiędzy jabłkami co jeszcze na drzewie, krótką chwilę nie byłam sama, bo i królik i sąsiadka spotkana na ulicy. Później to już tylko mężczyzna z psem, palec wskazujący podświetlone niebo i księżyc - ukoronowanie dnia:) Dziękuję za fotograficzną podróż:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam babcię Rozalię (od str.męża), która robi przepyszny barszcz ukraiński:)

    A w ogóle przez ciebie zgłodniałam!

    To piwne oko psa zza spodni rozmiękczyło moje serducho:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepisu nie znam... ale takiego pobytu na wsi zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń