Jestem odurzona wakacjami i w odurzeniu swoim stwierdzam, że dochodzenie do siebie po urlopie na wsi, to nie jest taka prosta sprawa. Tempo miejskie lekko przytłacza, krok wciąż wolniejszy, niż być powinien, a tu działać trzeba. Dwoistość natury wciąż mi o sobie przypomina. Kiedy jedna noga przyśpiesza, druga niemiłosiernie się wlecze, gdy prawa półkula wyświetla zamglone wspomnienia i snuje romantyczne plany, lewa chciałaby mieć wszystko zapisane czarno na białym, zaraz, natychmiast, tutaj, już. Sobie nie radzę z tą moją dwoistością, więc zanim się jakoś zepnę, ruszę w jednym kierunku i wyrównam tempo - oglądam zdjęcia.
Zabieram się też za tworzenie i przetwarzanie. Myślę sobie, że przyjemnie będzie zanurzać jesienną albo zimową łychę, w czymś od początku do końca samodzielnie wykonanym i poczuć znowu trochę lata. Dlatego tajny plan na ten tydzień brzmi: szarlotka, leczo, suszone pomidory i pomidory w słoikach.
PS jeśli ktoś zna jakiś sprawdzony przepis na dwa ostatnie, niech nie trzyma dla siebie, tylko poda dalej - obiecuję wdzięczność myślową podczas konsumpcji i pieśni dziękczynne na blogu =)
Ależ zatęskniłam teraz za moją wsią jak zobaczyłam te fotki :-) Mówię moją, bo to pierwsze wakacje, których tam nie spędziłam chociaż na weekendzie :-(
OdpowiedzUsuńA przepis na pomidorki w słoikach znam jeden ale najlepszy i niezawodny.
Składniki:
pomidory
sól
oliwa
Przygotowanie:
Upakować do słoików obrane ze skórki i pokrojone w kostkę pomidory (mogą być też połówki, ćwiartki - jak kto woli). Do każdego dodać ciut soli i łyżkę oliwy. Zakręcić i zapasteryzować: słoiki wstawić do garnka, zalać wodą i gotować. Mniejsze ok. 5-15 minut od momentu jej zagotowania, większe 30-40 minut.
Potem w zimie masz świeże pomidorki o smaku pomidorków, a przyprawy zawsze dopiero wtedy możesz dodać. Wygodniej się używa takich naturalnych w smaku :-))
Pozdrawiam-Aga
Aga - dzięki za przepis. jak rozumiem na jeden słoik wystarczy tylko ta jedna łyżka oliwy? pytam, bo w sieci piszą różnie i wolę się upewnić, ze Cię dobrze zrozumiałam :)i jeszcze dwie rzeczy: 1. słoiki przed włożeniem do garnka wcześniej rozgrzewasz (np. w piekarniku), czy to nie jest konieczne? 2. zawartość słoika (czyli pokrojone pomidory) mają temperaturę pokojową, czy je wcześniej jakoś podsmażasz?
UsuńJuż odpowiadam. Na jeden słoik jedna stołowa łyżka oliwy (polecam olej z pestek winogron ale zwykły kujawski też jest ok). Pomidorki normalnie jak leżą,bez udziwnień krój i pakuj w słoiki wcześniej umyte w ciepłej wodzie. Nie wymagają solarium :-)
UsuńA jeśli mogę jeszcze coś zasugerować, to możesz sobie do kilku słoiczków z pomidorkami wrzucić listek-dwa bazylii. Efekt murowany, kiedy potem otwiera się taki słoiczek robiąc np. sos do spaghetti :)
UsuńAga
Zdjęcie z panem i psem jest piękne.
OdpowiedzUsuńDżem z jabłek(jeszcze ciepły) to skojarzenie z moją ukochaną babcią. Tak było w każde wakacje.
przekażę i panu i psu :)bo oni też piękni.
UsuńTo chłodnik? :)
OdpowiedzUsuńku zaskoczeniu ogólnym odpowiadam - to barszcz. barszcz babci Rozalii. jedyny i wyjątkowy. jak Ona.
UsuńJak ona to robi, że barszcz ma taki kolor? :)
Usuńhasło klucz - barszcz ukraiński :)
Usuńkapitalne ujęcia ! !
OdpowiedzUsuńOoo ja też chcę takie Slow, bo się pozytywnie rozleniwiłam na tej wsi... Tak, tak masakra znów (czyli wczoraj) wrócić do miasta... eh! ;)
OdpowiedzUsuńFajne zdjęcia :-)
OdpowiedzUsuńTakie zatrzymane w czasie ;-)
gdybym tylko mogła - zrobiłabym teraz dokładnie to samo, co Twój pies na 10 zdjęciu :) ...i tak bym leżała...długo :)
OdpowiedzUsuńMmmm :) Pyszności na tych zdjęciach masz. Ja uwielbiam takie jedzenie. Reszta zdjęć też cudna :)
OdpowiedzUsuńZjadłam pyszny obiad - tak aromatyczny jak nigdy, obrałam kilka jabłek, które po obróbce wrzuciłam do słoików. Następnie po rozgrzanych kamieniach podeszłam do szukającego pieszczoty psiaka i poszłam z nim wąchać słoneczniki. Później na trawie znalazłam kolejnego psa i nie budząc go, obserwowałam zmagania pajęcze, gdy przypomniałam sobie o praniu i podlaniu pelargonii. Po wykonanych czynnościach obserwowałam zachód słońca pomiędzy jabłkami co jeszcze na drzewie, krótką chwilę nie byłam sama, bo i królik i sąsiadka spotkana na ulicy. Później to już tylko mężczyzna z psem, palec wskazujący podświetlone niebo i księżyc - ukoronowanie dnia:) Dziękuję za fotograficzną podróż:)
OdpowiedzUsuńładnie to opisałaś i mniej więcej tak właśnie było :)
UsuńTeż mam babcię Rozalię (od str.męża), która robi przepyszny barszcz ukraiński:)
OdpowiedzUsuńA w ogóle przez ciebie zgłodniałam!
To piwne oko psa zza spodni rozmiękczyło moje serducho:)
Przepisu nie znam... ale takiego pobytu na wsi zazdroszczę ;)
OdpowiedzUsuń