Ze znanej Wam już stacji Oriente w Lizbonie, pojechaliśmy IC do Porto. To w końcu tylko 2,5 godziny drogi.
Że wygodne siedzenia, fajna prędkość itepe, pisać chyba nie muszę, prawda? No i że widoki za oknem całkiem do rzeczy. To oczywiste przecież jest.
Jako pierwszy, wyróżniony moją obecnością został miejski ratusz (Camara Municipal do Porto). Szczęściarz jeden.
Potem na tapecie wylądował park Jardins do Palacio de Crisal do Porto. Można w nim znaleźć mnóstwo różnych, tematycznych ogrodów i Pałac Kryształowy. No prawie. Może kiedyś to on był kryształowy, bo po przebudowie, już na taki raczej nie wygląda. Kojarzy mi się bardziej z planetarium w Parku Chorzowskim. Ale pewnie się nie znam. W środku tego niby pałacu podobno bardzo często odbywają się różne koncerty i sportowe widowiska.

A to już widok z parku. Temperatura w okolicach 27-29 stopni w cieniu :D
Porto nazywane jest Miastem Mostów (Wrocław się teraz denerwuje, Wenecja też i ja się wcale nie dziwię), więc poszliśmy te mosty pozwiedzać. Ten poniżej to Ponte dom Luis I:
CIEKAWOSTKA
Oto jak wygląda:
Ja tę technikę postanowiłam ćwiczyć na sucho, pływając łódką.
Ale, że zamoczyć też się czasem trzeba, to Team IP zarządził wizytę na plaży. Jako, że nie mam nic do gadania - pojechałam razem z nimi. Metrem. Które później zamieniło się w tramwaj.
Na plaży w Porto można dużo. Biegać, skakać, latać, pływać, a te dwie ostatnie aktywności idealnie łączy ze sobą wakeboarding.
Boszzzz jak tu pięknie! Przypominam: 27-29 stopni w cieniu.
Tuszując moją niewiedzę, chwalę się zdjęciami nocnymi Porto (bo tak w ogóle to myśmy tam byli dwa dni, jakby ktoś pytał). Na wzgórzu, z którego widać, to co widać, nastąpiła konsumpcja win różowych w ilości nie zdradzę jakiej, za cenę 1,5 EUR. Nie próbowałam, ale Paweł zapewnia, że dało się wypić.
Następnego dnia, z samego rana, podziwialiśmy kolejne widoki. Tym razem już nie ze wzgórza.
I dobrze, bo załapaliśmy się na budynek - winnicę firmy Sandeman. W środku są wina, których można spróbować i beczki, przy których można sobie zrobić zdjęcie. Nie skorzystaliśmy. Zorro nam wystarczył.
W Porto można też trafić na Ślązaków. Tu sklep z męską odzieżą dla panów w rozmiarze XXL - w nazwę wkradł się błąd ortograficzny, ale właściciel dawno nie był w swoich rodzinnych stronach, więc trzeba mu to wybaczyć.
I na koniec wspomnień z Porto - mała profancja, czyli piwo, a nie wino.
W tym miejscu następuje ciche zwierzenie Pawła : piwo Super Bock towarzyszy nam przez cała Portugalie.
Nawet w McDonaldzie można dostać je do zestawu HappyMeal :D
I jeszcze dodaję kota z Porto, bo, jak stwierdził Paw "koty zawsze podnoszą oglądalność w internecie".
PS 1 następnym razem bezczelnie domagam się zdjęcia z psem
PS 2 jest wielce prawdopodobne, że śląsko-rybie fragmenty, które czytelnikowi wydają się być wymyślone,
właśnie takie są.
* todas as fotos Paulo



















.jpg)
Kot mnie nie przyciąga, ale Tyyy ooowszem i Twoje pisanie :) Europa! To jest to!:D
OdpowiedzUsuńa te nocne... cudo!
OdpowiedzUsuńNawet sobie nie wyobrażałaś takich wakacji, co?:)
OdpowiedzUsuńPortugalia bardzo urokliwa.
Porto :))
OdpowiedzUsuńMarzenie, które się spełni :))
Trafilam tu przypadkiem, rozgladam sie, podziwiam i podoba mi sie u Ciebie coraz bardziej. Jednoczesnie spiesze z informacja o duzej czerwonej siatce.
OdpowiedzUsuńOwa wielka siatka ("rede grande" - jak nazywa ja moja corka Ines), to powstala w 2004roku, na wzor sieci do polowu ryb (po portugalsku "anémona") wielka rzezba autorstwa amerykanki Janet Echelman. Nazywa sie pieknie: "She changes" i rownie pieknie wyglada podswietlona i poruszajaca sie na wietrze. Symbolizuje to co w tej czesci "Grande Porto" najwazniejsze i najsmaczniejsze;-) W Matosinhos w sasiedztwie portu rybackiego odnalezc mozna dziesiatki mniejszych badz wiekszych restauracji serwujacych pyszne i swieze ryby i owoce morza. A dobra ryba, dobre wino (biale badz zielone) i piekne widoki to to co w Porto kocham najbardziej;-)
Pozdrawiam bardzo serdecznie z deszczowego i nekajacego aktualnie zimna wilgocia Porto (byle do wiosny!!!)