o mnie o mnie o mnie

11 września 2012

Lizbona

Są takie rzeczy na które człowiek czeka z utęsknieniem, bo kiedyś o nich usłyszał, zobaczył w telewizji, poczytał trochę.
I ja, odkąd zobaczyłam tramwaj w San Francisco i tramwaj w Lizbonie, wiedziałam, że muszę się nimi przejechać. Pierwszy jeszcze trochę na mniej poczeka, drugi w zasadzie też, chociaż od teraz mogę go uznać za na wpół zaliczonego.

Tramwajową linię turystyczną numer 28 polecała nam gorąco Kasia Kawa (poleciła również dużo więcej, do poczytania tutaj, w komentarzach), więc tym bardziej trzeba było skorzystać.



























Tramwaje mają pootwierane okna, wagoniki są urocze, a wąskość uliczek chwilami przeraża.






































Ilość turystów, w środku, też.



























A jak już z tej 28ki wysiadłam, to jeszcze sobie trochę pokrzyczałam ze szczęścia.
W końcu, jedno z moich marzeń się spełniło, więc nic tylko się cieszyć.



























Potem był ciąg dalszy zwiedzania i kilka kadrów z lizbońskich uliczek.



























Byliśmy też na najpopularniejszym placu w Lizbonie, czyli Praca do Comercio. Miejscu morderstwa pewnego króla,
pewnego trzęsienia ziemi, które zniszczyło gigantyczny pałac i pewnego łuku triumfalnego.
CIEKAWOSTKA
Przy placu znajduje się najstarsza (powstała w 1782 roku) kawiarnia/restauracja w Lizbonie - Martinho da Arcada.



























Zatrzymały nas też na chwile dwa urocze pale, wystająca z wody. Bo uroczo wystawać, to trzeba umieć.



























A potem trafiliśmy na dziwny obiekt, więc było już tylko patrzenie w górę.

Okazało się, że jest to Elevador de Santa Justa, winda z 1902 roku, zaprojektowana przez ucznia samego Gustawa Eiffela (to ten od tej dużej wieży w Paryżu ;)). Można nią wjechać 32m w górę, a później po schodach wspiąć się jeszcze wyżej, na taras widokowy. Zostałam tam jaśnie oświecona.



























I skoro już porównujemy (że tu winda, a tam wieża), to w Lizbonie jest coś dużo bardziej porównywalnego, kopia konkretnie. Chodzi o kopię mostu Golden Gate w San Francisco (znowu to San Francisco), czyli Most 25 Kwietnia (25 de Abril Bridge). Niby kopia, ale jednak lepsza, bo dłuższa (ma całe 2278 metrów). Most łączy Lizbonę z południową częścią Portugalii. A poza wszystkim jest po prostu ładny.



























Mieliśmy też plan. Plan był taki, żeby lizbońską wisienką na torcie stało się nocne zdjęcie na Praca do Marques de Pombal, z deptakiem Pavilhão Carlos Lopes, w tle. Wszystko tam jest fajnie oświetlone, więc mogłabym zabłysnąć, ale okazało się, że błyszczałabym za bardzo, więc skończyło się tylko na zdjęciu dziennym.



























I jedziemy dalej. Tym razem będziemy w miejscu na P - jakieś nieWINNE zgadywanie, strzelanie?



todas as fotoPaulo

10 komentarzy:

  1. Porto? :)
    Kasia Kawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się składa, że rok temu przejechałam z plecakiem Portugalię z pn na pd. Porto to mój nr 1.
      Jeśli mogłabym tam coś polecić to odwiedziny w najpiękniejszej księgarni, w jakiej byłam "Lello e Irmao", wejście na wieżę Clerigos z widokiem na miasto, przejście przez most do Vila Nova de Gaia i piknik po drugiej stronie rzeki z przepiękną panoramą na Porto. A skoro Porto-miasto to i Porto-wino, spacer po piwnicach i degustacja trunku (ja byłam w Sandeman i Talor's, ale do wyboru jest wiele innych). Pozdrawiam

      Usuń
  2. Dobrze móc tak z Tobą pozwiedzać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie, że się podoba, bo istniało podejrzenie, że zanudzam czytaczy ;)

      Usuń
  3. Lizbona jest nada moim marzeniem...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szaleństwo! Uwielbiam wszystkie! Podróżować jest bosko! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaglądam i zaglądam i nie nadążam - jesteś wszędzie;))
    Więc wpisuję się tutaj, bo Lizbona to moje marzenie i strasznie ci jej zazdraszczam;))

    OdpowiedzUsuń