o mnie o mnie o mnie

16 września 2012

Praga

Darmowe europejskie wakacje mi się kończą. Wyczuwam nadchodzącą depresję. Zmienność nastrojów. Nawet klawiatura komputera drży na samą myśl bycia nieużywaną. Wychodzi na to, że nie mam wyjścia - muszę niedługo znowu wyjechać.
I ja już nawet wiem dokąd. Będzie ciepło. Będzie przyjemnie. Trwają ustalenia. Ustalenia powodujące, że koniec EUROTRIP 2012, boli trochę mniej. Ufff.

Ale odbiegłam od tematu - Praga. Zanim jakiekolwiek stopy stanęły na czeskiej ziemi, trzeba się było jakoś wynieść z Porto. Zrobiliśmy to po pierwsze - ze smutkiem, a po drugie samolotem. Kilkoma nawet.

Wszystko zaczęło się o godzinie 7 rano. Szybka wizyta na lotnisku, wschód słońca i kierunek Mediolan.





























Kiedy schodziliśmy do lądowania w Bergamo, wstrząśnięta - niezmieszana czując w powietrzu Włochy i włoską kawę,
nie mogła się powstrzymać od małego pokładowego szaleństwa.


















































Na lotnisku w Bergamo zanim przeskoczyliśmy do kolejnego samolotu, Paweł uczył się trochę czytać po włosku. Podczas tego czytania, niepostrzeżenie zostały w Nim poruszone śląskie struny, więc stwierdził, co następuje: Magazyn lotniska w Bergamo - "avion" - numer z września, artykuł o Katowicach (pisany przez Wizzair, bo mają tam połączenia). 



























Wszystko byłoby ok., gdyby nie stare zdjęcia i błędy w opisach; np. podpisana droga (z 
okładki artykułu) do Częstochowy i Oświęcimia (ze starym Geantem w tle zamiast Reala (Paderewa)), nie była A4 w kierunku na Wrocław. Do tego sam węzeł pokazany jest jeszcze przed przebudową:

Fotografie mają jakieś 6-7 lat. Czyżby Wizzair nie było stać na aktualne zdjęcia? ;)



























Pytanie rzucone w przestrzeń, zwykle 
pozostaje bez odpowiedzi. Tak było i tym razem. Na szczęście, zapełniając nieświadomie tę krępującą ciszę, pojawił się samolot. Mogliśmy wskoczyć i podziwiać kolejne widoki w drodze do Brna. 
















































I to by było na tyle w temacie samolotów, bo w Brnie przesiedliśmy się na pociąg i IC dotarliśmy w końcu do Pragi.
Pogoda zaskakująca. Ani 28 stopni w cieniu, ani błękitnego nieba. Jakaś jesień, czy coś?



























Popołudniowy spacer po Pradze zaczęliśmy od Placu Wacława (Václavské Námesti). 



Zaliczyliśmy też starówkę (tylko jedna siwa pani zainteresowała się moją obecnością - szukajcie po lewej -
cała reszta rozglądała się za gulaszem z knedliczkami):































Spotkaliśmy też człowieka orkiestrę i wpadliśmy na dziwne sklepowe napisy. Podobno w Czechach ludzie umierają od wódki, jest ona sporym problemem, dlatego w małych sklepach zamiast wódki na półkach można znaleźć coś takiego:























Na szczęście zabytków nikt nie zakleja szarym papierem, więc przed snem mogliśmy się jeszcze trochę pozachwycać mostem Karola.

Z tego co mi wiadomo, teraz Team IP zwiedza dalej i relaksuje się po długim odsypianiu całodniowej lotniczo-pociągowej podróży z Porto do Pragi. I niech się relaksują. Siły trzeba zbierać. Na wieczorne harce. A harce się nazywają COLDPLAY :)


OŁYEAH!!!

* všechny fotky Pavel

3 komentarze:

  1. Brno - moje ukochane miasto...wg mnie piękniejsze od Pragi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też żałowałam, że zaliczone było tylko lotnisko, bo jakoś mnie to Brno tajemniczo przyciąga.

      Usuń
  2. Widoki z samolotu niebywałe. Pragę uwielbiam, a człowiek orkiestra pięknie obrazuje to miasto - orkiestrę słów, uliczek, budynków.

    OdpowiedzUsuń