o mnie o mnie o mnie

3 grudnia 2012

antykwariat

Jak już wiecie, sprzedaję książki. Na razie powoli, delikatnie, żeby nie doznać ataku serca z powodu rozstania. Na pierwszy ogień idą te, których jest mniej żal. Ale ja wiem, że ciąg dalszy będzie paskudny. Rwanie szat, rany cięte, szloch w księgarniach "bo ja też taką miałam, ale oddałam". Taaa. Czas próby nadejdzie. Koniec jest blisko. Ale nie o tym chciałam. Miało być o antykwariacie.

Ktoś, w swoim hurraoptymizmie, podsunął mi pomysł pójścia do takiego jednego przybytku ze starymi książkami. A ja miałam wizję. Dodam - wizję popartą doświadczeniem. W Poznaniu na Paderewskiego jest taki jeden antykwariat, jak z bajki. Wysokie sufity, zapach starych książek, miła obsługa, stary budynek. Więc ja miałam wizję. Teraz już wiem, że trzeba sobie było od razu do głowy wbijać "forget ebałtyt". Wtedy nie wiedziałam. Poszłam. To znaczy najpierw zadzwoniłam.

























W słuchawce objawił mi się pan z zaśpiewem, żartobliwy, który na pytanie o maila zaśmiał się i powiedział, że jest niekomputerowy, więc z listą książek to trzeba przyjść osobiście. Ale, zaznaczył, BEZ książek "bo wie pani, trafiają się takie oszołomy co książki przynoszą w wielkich, ciężkich torbach, a potem krzyczą, że nie chcę kupić, a oni biedni dźwigali". Czyli bez książek. Jutro. O 11.00. Antykwariat czynny od 10.00, ale pan się o tej godzinie ukrywa przed oszołomami. Dobrze, niech będzie 11.00.

Nadeszło jutro, 11.00 - mam listę, mam przed sobą drzwi, a na drzwiach kartkę:
"W dniu dzisiejszym antykwariat czynny od 12.30".
Dobrze, przyjdę. Blisko mam. Dworzec nowy w międzyczasie zwiedzę (napiszę o nim wkrótce, bo jest o czym pisać). Wracam. Jest 12.45. Otwieram drzwi....i widzę magazyn. Magazyn z książkami, pana ze skwaszoną miną i kanciapę z której pachnie kawą pomieszaną z niewiadomoczym.

- Dzień dobry, nie wiem czy pan pamięta, dzwoniłam...
- Dzień dobry, nie pamiętam, codziennie dzwonią setki ludzi. Pani wie, która pani dzisiaj jest? 15sta.
- Ale 15sta w sprawie czego?
- A w sprawie czego pani przyszła?
- Skupu książek.
- No to 15sta w sprawie skupu książek. Pani wie ile to ludzie chcą sprzedawać? A kupować chce tylko garstka. I kasy z tego nie ma. Ja to bym chciał mieć pieniądze i być bogaty, a wszyscy tylko chcą sprzedawać książki. Mam nadzieję, że pani ze sobą żadnych nie przyniosła.
- Mam listę. Tak, jak pan prosił.
- Wie pani, ja się o żadne listy nie proszę, bo jak ja widzę listy to mi się robi słabo. Niech pani pokaże, co tam pani ma.
- Proszę...różne są książki. W sumie ok. 60.
- Wie pani, jak ja słyszę "różne książki"...
- (to ci się robi słabo - tak wiem)

Pan czyta, wzdycha, posapuje, a ja się rozglądam. Magazyn. Normalny magazyn z książkami. Miejsce w którym nie chce się być. Miejsce w którym nawet książki, gdyby miały wybór, nie chciałyby być.

- Przeczytałem tę pani listę.
- I?
- I to są bardzo wartościowe książki (się uśmiecham) o które nikt nie pyta.
- Czyli nie jest pan zainteresowany?
- Nie. Pół godziny mam otwarte - pani wie, która pani dzisiaj jest, co mi chce coś sprzedać?
- (czyżby 15sta?) Ja jeszcze nic nie sprzedaję, chcę się tylko dowiedzieć czy byłby pan ewentualnie zainteresowany możliwością zakupu, a to jest różnica.
- Czyli chce pani sprzedać.
- Na razie pokazałam panu tylko listę książek, które mam w domu. Nie rozmawialiśmy o żadnych kwotach.
- Niech pani zrobi tak - jak pani wróci do domu, niech pani te wszystkie książki wystawi w internecie za złotówkę i będzie pani wiedziała jak wygląda teraz rynek.
- (...)
- A wie pani, że mnie ktoś w internecie obsmarował ostatnio? Jakaś baba napisała, że jej na wejściu powiedziałem "wynocha". Pewnie zła była, że nic nie chciałem od niej kupić. Obsmarowała mnie normalnie w internecie!
- (facet, to ty jednak jesteś internetowy!)

Wyszłam. I jedyne co mi się wbiło do głowy, to myśl, że gdyby pan szanowny stronę internetową sobie założył albo chociaż maila, to by nie miał tłumów (których nie widziałam) przed antykwariatem. Nikt by nie przychodził z torbą książek do upchnięcia. Mam jeszcze jedną myśl genialną, którą w praktyce realizują, tego typu miejsca - nie skupować książek. Genialne, prawda?

A myśl trzecia, która mnie dopadła, jest jeszcze genialniejsza i trochę złośliwa. Bo mnie nagle oświeciło, że ten pan znalazł sobie idealne miejsce pracy. Pasuje tam jak ulał. ANTYK-WARIAT.

____________________________
swoje książki wciąż sprzedaję TUTAJ

10 komentarzy:

  1. Izka! – mam nadzieję, że nie obrazisz się za ten komentarz, i zrozumiesz moje przesłanie (bo Ty mądra dziewucha jesteś!) ale widzę to trochę tak – że macie coś z tym Panem wspólnego (żeby Cię od razu uspokoić – to ja też). Mianowicie: ogrom frustracji związany z tym, że książki i cały ten rynek zszedł do podziemia, by nie powiedzieć na psy!!! Że książki nie mają już takiej wartości jak kiedyś. Że czasem nie mają już jej wcale(sic!)!!! Że teraz więcej się na nich traci, niż zyskuje. I milion jeszcze innych powodów, które bolą w tym temacie ludzi, którzy na literaturę są wrażliwi, i którzy żyją jeszcze książkowymi ideałami. Dlatego: zarówno Ciebie jak i Jego trzeba po trochu zrozumieć! To, że może najmilszy nie był – to fakt, paradoksalny w swym postępowaniu – może …ale zgorzkniały jest już z tej całej niemocy – co miał Ci powiedzieć? Że cudownie, że czytasz i kupi, choć nigdy ich nie sprzeda? Że wspaniale, że wierzysz jeszcze w to, że książka wartością jest dla wszystkich innych? On już nie ma na to siły! – przestał w to wierzyć – i to go boli. Jego boli, Ciebie boli…i mnie też. Do tego ledwo pewnie ciągnie ten cały biznes. Uważam, że pomysł z wystawieniem tych książek za złotówkę - to idealna sprawa – to jak sztylet wbity w serce – jakbyś to zrobiła, to chyba zrozumiesz go bardziej. Ja się kiedyś w ten sposób o tym przekonałam. Bolało. Po drugie – weź poprawkę, że zwykle gust czytelniczy osoby tak oczytanej jak Ty – to przepaść względem ludzi, którzy – jak ostatnio pokazują statystyki – czytają już niewiele. Teraz albo sprzedaje się głośne nazwisko, albo skandal z książką związany. Nie miej żalu, że ludzie nie czytają tego, co Ty – musisz zaufać temu Panu, że wie co robi – nie kupując tych książek. I mogłabym tak jeszcze i jeszcze, ale już chyba rozumiesz o co mi chodzi… prawda? I nie to, że usprawiedliwiam jego nieuprzejmość – ja staram się po prostu go zrozumieć. Puenta: Więc wystawiaj tu pospiesznie całą, pełną listę – bez sentymentów – bo szukam i szukam czegoś i dla siebie :) !! :D /PS …co do książki Adobe Illustrator CS2 – spisz od razu na makulaturę – teraz już obowiązuje wersja CS6, a CS2 to już taki przeżytek, że nie wiem, czy na współczesnych komputerach jeszcze w ogóle by ruszyła, nie mówiąc o tym, że chyba jest już niedostępna…/ PS 2 – a allegro nie wchodzi w grę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - dla jasności - nie obruszam się na pana z antykwariatu, że nie kupił moich książek. ja wiedziałam, że tego raczej nie zrobi, już podczas naszej rozmowy telefonicznej. nie obrażam się też na nikogo, że nie czyta tego, co ja. ludzie w ogóle mało czytają, ale ja ich nie zamierzam w tej kwestii nawracać. zapisałam tę wizytę dla siebie, dla wspomnienia, dla niezgorzknienia. bo, odkąd miałam okazję wykonywać bardzo różne, często wkurzające prace, wiem jedno - twoje własne frustracje nie powinny obchodzić twoich klientów. a jeśli masz pracę, która powoduje, że gorzkniejesz - albo zrób coś z pracą, albo ze sobą. książki nie mają tutaj nic do rzeczy :) PS 1 jeśli mam sprzedawać za złotówkę - wolę wymienić na inne, nieznane. ale jeszcze chwilę poczekam, PS 2 pełna lista bez sentymentów może się pojawi. na pewno dam znać.

      Usuń
    2. Ja zgorzkniała w temacie pozostaję, bo żal mi książek - ot tyle :( ...co do frustracji - rację masz - nie chciałam go usprawiedliwić w tej kwestii. Zatem czekam, czekam szalenie na całą listę i grosik już w skarpetę odkładam w tym celu :):)!!!!

      Usuń
    3. a ja bym nie spisywała CS2 na straty. Moja przyjaciółka sprzedał z calkiem niezłym zyskiem ostatnio ksiażkę Flash MX a to jakas epoka kamienia łupanego;) więc jest nadzieja i pasjonaci są:D a ja uwielbiam antykwariaty, zapach staroci papierowej, szelest kartek i długie zimowe wieczory z ksiażką. Twoj wpis jak zwykle mnie ubawił, a życie me uba(r)wił ;) czekamy na pełną listę;)

      Usuń
  2. a to ci stary waryjat niegrzeczny. i do tego kłamczuch!!!
    Całego zajścia nie zazdroszczę.

    Ale wiesz co ? historię po prostu opisałaś przednio !
    uwielbiam Cię ! ( wiesz za co :D)

    OdpowiedzUsuń
  3. znam znam
    znam anykwariat, wariata akurat nie, ale bylam tez z lista, przyjela mnie pani, tez nic nie opchnelam
    probowalam jeszcze obok kina Apollo, tam dziwak mlody, rzucil okiem na liste, powiedzial, ze moze te i te i temte, ale powierzchownosc mial tak odstreczajaca, ze juz nie wrocilam.

    powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miejscówka o której piszę, to nie ta z Posen. a co do wariata - ot igraszka słowna, bez jakichkolwiek podstaw.

      Usuń
  4. Nasuwa mi się szydercza myśl, że teraz to dwie go obsmarowały hehe :-)
    Ale to tylko żart - bo nie napisałaś nic złego, a w sumie mogłabyś, bo potraktował Cię nie miło i tamtej, co go obsmarowała to się nie dziwię.
    Nie lubię nieuprzejmiej ludzi - rozumiem, że praca może nie należy do najprzyjemniejszych, ale nie musi swoich żali przelewać na innych....

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ten pan był młody, długi i w okularach, jeśli tak, obawiam się że znam;)
    W antykwariacie zostawiłam swego czasu ukochana serię Thorgala,za bezcen, i kiedy sobie czasem przypomnę, to tak mi szkoda:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszelkie podobieństwo jest zupełnie przypadkowe. swoją drogą, po komentarzach, wnioskuję, że "mieszkańcy" antykwariatów, to materiał na książkę ;)

      Usuń