Kto sobie marzy "jakbym mógł to bym pojechał..."? No kto? Bo ja tak sobie marzę często. A że jestem tchórz straszliwy, to zamiast się spakować i wyjechać (kobiety w dżungli albo gdzieś na Antarktydzie, w wersji pojedynczej, to dla mnie mistrzostwo świata) czytam. Czasami szybko mnie takie czytanie nudzi, a czasami wciąga aż za bardzo. Gdzieś pośrodku obu tych stanów jest książka "Przez świat na rowerach" Magdy Nitkiewicz i Pawła Opaski.
Dziwne rzeczy dzieją się z czytaczem podczas konsumpcji lektury. Na początku jest brnięcie wgłąb z prędkością światła, śmiech, a potem niestety zdarzają się długie, przymusowe postoje. Przymusowe, bo tego się nie da chwilami wytrzymać - tej męczącej maniery autora. Ale tylko chwilami. Sama książka wygrywa zdjęciami (choć za małe) i "momentami" (nie - nie ma seksu, nie łudź się czytelniku). Żal mi kilku nierozwiniętych wątków, wdzięczna jestem za wiedzę, że do Indii chyba nigdy nie zajrzę (za głośno, za tłoczno za za za), ale czuję, że wszystko jeszcze przede mną. Dopiero skończyłam część I (stron 360). Za chwilę zaczynam część II (stron 460). Dwa rowery, dwie osoby i dwa lata jazdy w siną dal. Czytam dalej.
A jak przeczytam, to wystawię tu.
_____________
Wszystko to w ramach realizacji mojego projektu numer 3. Szanse na jego ukończenie w tym roku - marne. Ale nie jest źle. Miało być 12 książek i jest, bo po drodze zaliczyłam kilka innych. I'm Book Master.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz