Znacie kogoś, kto wam odbiera energię, ładując przy tym swoją? A tych świecących światłem odbitym, co to blednie jak się zmruży oczy? Są jeszcze jednostki wybitne - tracące przy bliższym poznaniu. I te bolą najbardziej, bo się dało szansę.
A ja mam przeciwwagę. Prawdziwą. Mądrą. Energii dodającą. Znalazłam niedawno. Widziałam. Słuchałam. Rozmawiałam.
Bo jest taki ktoś, kto mi udowadnia, że można. Bo jak się chce, to zawsze można. No przecież. Że życie trzeba garściami. Że mocno, jak cytrynę, aż nam zachlapie sokiem najnowszą garsonkę. Nie przeżyć, a żyć. Nie świecić, a być. I wcześnie wstawać i myśleć o nowym. Trwać w zabieganiu. Kochać. Rodzić pomysły i nie płakać nad rozlanym mlekiem. Tyłek ściskać i działać. Zawsze z pasją. Zawsze do przodu. Nawet jak to coś błahego. Nawet jak się nie udaje. Próbować. Zawsze.
I ja w tej przeciwwadze zobaczyłam samą siebie, lat temu niecałe trzy. Pamiętam to słońce, ulicę, maj w kalendarzu i uśmiech. Szczęście też pamiętam. Bo właściwe miejsce i właściwy czas. Bo jestem, bo jesteś, bo wszystko będzie dobrze. A dzisiaj kiedy o tym myślę, to mi się szkli tu i tam. Bo ja już zapomniałam, że tę wiarę miałam w to, co dobre. I siłę by przeć dalej, jak przed nosem ściana.
A przeciwwaga mi przypomniała. Że trzeba. Nadal trzeba. Na szczęście pracować. Mimo wszystko. Jakkolwiek.
Choćby było ciężko i bez światełka w tunelu. Choćby wiatr w oczy i stołek chyboczący. Choćby.
Magda, dziękuję.
.jpg)
O cholibka! Jakieś namiary na Panią Magdę? Poznam - pilnie! ;))
OdpowiedzUsuńmoja ci ona! ;)
Usuńa więc powrotu do siebie sprzed lat trzech!
OdpowiedzUsuńoraz znam smak bliskości energetycznego gejzeru :>
pozdrawiam!
gejzery są fajne. dziękuję!
Usuńpowroty są dobre. te do korzeni.
OdpowiedzUsuńzazdroszczę bardzo tej M. cudownej.
czyżby deficyt energetyczności międzyludzkiej?
Usuńja też potrzebuję takiego kogoś, ja też! bo takich, co odbierają energię mam bez liku...
OdpowiedzUsuń