o mnie o mnie o mnie

31 stycznia 2013

Marrakesz

Wszyscy którzy poczuli się niedopieszczeni pierwszą częścią wspomnień z podróży, powinni się teraz szykować na orgię zdjęciowo-opisową.

Zacznę od tego, że byłyśmy skołowane. Nawet bardzo. Pół godziny nam kazali kołować nad Marrakeszem. Na szczęście widoki sporo wynagradzały. A było co oglądać, bo czerwone miasto (główny kolor w Marrakeszu) prezentowało się podobno bardzo dobrze. Prawie tak dobrze jak mój cień na zdjęciu.

Samo lądowanie obyło się bez przygód i dzięki temu Agnieszka, w jednym kawałku mogła nas zameldować w hostelu (mamy namiary - miejscówka godna polecenia).
I od razu zaznaczam - jeśli ktoś myśli, że takie zameldowanie, to żaden wyczyn, bo po angielsku można spikać, to się zaraz zdziwi, bo w Maroku to tylko francuski, a Agnieszka nie parla:

"Nie znam w ogóle francuskiego, więc był problem komunikacyjny na poziomie języka, jednak mowa ciała i gesty dawały radę. Choć miałam też takie rozmowy, podczas których ktoś coś po angielsku i arabsku, a ja mu na to po angielsku, ale też się jakoś udawało"


Pisałam już, że biję pokłony przed Agnieszką? To biję je nadal. Mocno.























Ale wracając do podróży. W Marrakeszu dużo i często nas dotykali i zachęcali, żeby coś kupić. Agnieszka mówiła, że ma mały bagaż i nie zmieści (poza tym ja też chciałam mieć czym oddychać siedząc w plecakowej kieszeni), ale i tak pytali. Ciągle. Poza tym też dużo hałasowali. Bo to jest strasznie głośne i trochę nieznośne miasto. Nie polecamy wielbicielom ciszy i klimatów zen.
























To, co widać na zdjęciu, to plac Jemaa el Fnaa - największy plac w Marrakeszu, zabytek znajdujący się na światowej liście UNESCO i największa turystyczna atrakcja miasta. Plac prawie nigdy nie jest pusty (Agnieszka: "robiłam tam zdjęcia o każdej porze dnia, w tym samym punkcie i plac był pusty tylko raz, o 4 rano, gdy biegłam na pociąg i nie miałam czasu, żeby zrobić zdjęcie ;))". W tym miejscu istnieje duża szansa, że cię: okradną, naciągną albo przejadą skuterem.



Skuter to w ogóle najchętniej używany środek lokomocji i wizytówka Marrakeszu. Chciałam się nim przejechać, ale nikt mnie nie chciał zabrać. A tak się niby wszyscy chwalą, że skutery to symbol równouprawnienia, bo jeżdżą na nich i mężczyźni i kobiety (ubrane normalnie lub pozakrywane). Tylko co to za równouprawienie, jak Krasnali nie biorą pod uwagę?

Żeby sobie jakoś wynagrodzić niepowodzenia skuterowe, postanowiłyśmy z Agnieszką powysyłać trochę kartek. W tym momencie moja decyzyjność została wystawiona na dużą próbę:






















Podobnie zresztą, jak w okolicy skrzynek pocztowych. Niby wszystkie takie same, ale jednak trudno wybrać:

















Tym bardziej, że po drodze były koty. Dużo kotów skutecznie odwracających uwagę:

A kiedy nam się znudziło wysyłanie kartek, oglądanie kotów i uciekanie przed skuterami, poszłyśmy coś zjeść (Agnieszka: "jedzenie dla turystów jest dość drogie, ale jadłam i piłam "na ulicy" i nic mi nie było, chociaż podobno niektórzy mają przygody z tego tytułu. Jedzenie w ogóle jest pyszne - świeży sok z pomarańczy, opuncje figowe, bakalie, ciecierzyca na ciepło, kuskus, tagine (na zdjęciu)"):

Ja musiałam się niestety obejść smakiem, bo istniało niebezpieczeństwo, że wpadnę do talerza. A po jedzeniu to już poszło gładko - kolejno: Aga wizytowała piwnicę (nie pytajcie o szczegóły, byłam w plecaku, nic nie widziałam, nic nie słyszałam - ale podobno był zimny pot na plecach), szwędałyśmy się wieczorem po placu, gdzie ciągle coś się dzieje i zaliczyłyśmy poranny bieg na dworzec kolejowy:






















Kierunek Fez, 9 godzin w pociągu i szybka zmiana czasu (cofamy się o 2 godziny).
Pociągi w środku wyglądają całkiem do rzeczy, cenowo przytulają się do naszego TLK i można się w nich lansować (Agnieszka: W wagonie byłyśmy często jedynymi Europejkami).





















I tak sobie właśnie podróżowałyśmy przez Maroko. 

Ciąg dalszy nastąpi (i będą podrywy!)


PS dziękuję. za 14 stronę w 13 roku. wszystkim tym, którzy już tu u mnie wcześniej byli, i z okazji konkursowego wyskoku, doszli do wniosku, że warto użyć technologii i dać znać, że lubią. a wszystkich nowo przybyłych witam i zapraszam do zwiedzania. się nie krępujcie. przedstawić się można, pokazać, ujawnić. bo PRZYPOMINACZ wciąż aktualny.

*wszystkie zdjęcia są autorstwa Agnieszki

2 komentarze:

  1. Świetnie opisane!
    Czekam z niecierpliwością na dalszą część, bo wpadłam w tą Waszą historię podróżniczą jak śliwka w kompot.
    Fascynuje mnie ten kraj, m.in z tego względu, Maroko to marzenie Morrisona- zrealizował je w ostatnich miesiącach swojego krótkiego życia.

    OdpowiedzUsuń
  2. jaj, no to sie minelysmy. szkoda

    a moja propo ciagle aktualna
    ;)

    OdpowiedzUsuń