Nikt mnie nie widział, kiedy dostałam maila, od mojego przewodnika po ciepłym kraju, z opowieściami i zdjęciami. Nikt. Na szczęście. Bo skakałam na krześle i szczerzyłam się do monitora, jakbym wygrała czteropak ptasiego mleczka. Albo jakbym co najmniej sama tam była. Taki niekontrolowany szał uniesień.
A było to tak:
Dawno, dawno temu, w październiku, gdzieś z przytulnego mieszkania w stolicy, został wysłany mail, do równie przytulnego mieszkania na Śląsku, z propozycją wyjazdu. Śląsk na propozycję przystał i postanowił się przygotować. Żadne tam wymięte koszulki. W ruch poszła sukienka, ogrodniczki i okulary przeciwsłoneczne. W końcu ciepłe kraje zobowiązują. Była sesja, było kurczenie się, skanowanie, drukowanie, wycinanie i różne takie. A potem szybka wysyłka, pakowanie do torby i start!
Bagaż, jak widać bardzo niepozorny, ale to wszystko zasługa kompresji. Czary mary i gotowe.
W ogóle Agnieszka radziła sobie ze wszystkim świetnie (przekonacie się wkrótce), a ta cała daleka wyprawa do Maroko, to część jej samodzielnej (tak, pojechała kompletnie sama - biję pokłony, ja, tchórz podróżniczy, biję, aż mi się chodnik odciska na czole) podróży na trasie: Warszawa - Wrocław - Girona - Barcelona - Marrakesz - Fez - Rabat - Tangier - Paryż - Kraków - Warszawa.
Też mogłam zaliczyć tę całą podróż (propozycja padła), ale przecież Kurdupel jest światowy, w Paryżu i Barcelonie już był, więc postanowiłam, że aż do Maroka chowam się w plecaku.
I w tym miejscu, żeby zachować napięcie czytelnicze, powinnam postawić kropkę i napisać cdn., ale nie mam zapędów sadystycznych, więc dorzucę coś jeszcze. Od Agnieszki. Napisała:
"Maroko to kraj bezpańskich kotów. Są wszędzie i wszyscy je karmią. Spędziłam tam 6 dni (za mało) i na pewno wrócę, szczególnie, że nie byłam ani na pustyni, ani w górach."
A ja od siebie dorzucam: "do czasowników spędzić i być, w ostatnim zdaniu, uprasza się o dodanie końcówki -śmy".
Więcej wkrótce. Startujemy w Marrakeszu.
Komu w drogę, temu wielbłąd:
*Kurdupel vel Krasnal vel wstrząśnięta-niezmieszana
**wszystkie zdjęcia są autorstwa Agnieszki
________________________
i na koniec: PRZYPOMINACZ




No jak to ??
OdpowiedzUsuńnarobilas smaka i opowiesc sie urywa? i trzeba czekac??
Ja sie tak nie bawie :-P
Jak dobrze być takim krasnalem! Wysyłaj zdjęcia. Po feriach zabieram Cię do szkoły :D
OdpowiedzUsuńNo wiesz co Krasnalu??!! ja tu się przygotowałam na wielkie czytanie i oglądanie, herbatę zrobiłam na rozgrzewkę i ciastka cynamonowe do tego, a Ty nam tu tylko przedsmak serwujesz ?? ;-D
OdpowiedzUsuńszykuje się zarąbista opowieść, nie mogę się już doczekać Agnieszkowej podróży z uroczym Krasnalem ( w sukience szczególnie :D) pod pachą!
skoro ty się tak przygotowujesz do czytania (ciastka, herbata), to nie mam wyjścia - kolejna część musi być dłuższa.
Usuńwielbłądy to najgorszy środek transportu, jakim miałam okazję się przemieszczać. :]
OdpowiedzUsuńNo, no... zazdroszczę wycieczki :) Dostałam maila. Odpiszę dziś :)
OdpowiedzUsuńWow, aż do Marrakeszu?!
OdpowiedzUsuńSama? Podziwiam. Ja sama nie umiałam się nawet wybrać na Blog Forum do Gdańska - wstyd!
OdpowiedzUsuń