Na starcie La Rambla - najpopularniejsza ulica w Barcelonie. Długa i pełna, jak to ujął Paweł,
"knajpek oferujących tapas srapas" oraz kieszonkowców (nikt mnie nie ukradł - dobrze jest)
Potem nastąpiło coś, czego nie rozumiem.
To znaczy rozumiem - Hiszpania, mistrz świata w piłce nożnej, EURO2012 wygrali, ale ... really?
Że ja w okolicach stadionu FC Barcelona? R-E-A-L-L-Y?
Wychodzi na to, że jak się podróżuje z facetem i jak się jest w opcji miniaturowej, to się nie ma nic do gadania. Phi.
To może jeszcze trochę mądrości z Wikipedii: "(na stadionie) Camp Nou rozgrywane są mecze klubu FC Barcelona. Jego trybuny mieszczą 98 772 osób, czyniąc go największym czynnym stadionem w Europie i jednym z największych stadionów na świecie". A na zdjęciach poniżej szał ciał, czyli: własny firmowy sklep, koszulki, gadżety, chipsy, makarony itepe:
Potem było już tylko lepiej. Ruchomymi schodami w górę, prosto do Parku Guell zaprojektowanego przez Gaudiego.
To podobno jeden z najbardziej niezwykłych parków miejskich na świecie.
Znajduje się na wzgórzu, więc można stamtąd podziwiać fantastyczną panoramą Barcelony:
Samo miasto spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłam nawet wysłać kilka kartek.
W rolach główny (wypisująco-wysyłających) wystąpili:
- Iwona i jej cudne czerwone paznokcie
- oraz żółta skrzynka pocztowa
Znaczki pocztowe można kupić w dwóch miejscach - na poczcie i w sklepach z papierosami, czyli słynnych tabac.
I żeby nie było, że nie mam żadnych zdjęć z zabytkami, to proszzzz (katedra Sagrada Familia)
A po długim zwiedzaniu było też trochę nocnego obijania się, plażowania w towarzystwie multimedialnych fontann
i picia tradycyjnego hiszpańskiego wina Sangria (podawane z pomarańczami, cytryną i lodem - cytuję:
"daje kopa i można je pić hektolitrami"). Ja chyba wypiłam za dużo, bo aż zaczęłam z tego wszystkiego świecić.
Aaaaa i mam swoje kolejne ulubione zdjęcie (zaraz po ulubionym z Paryża i ulubionym z TGV):
Swoją drogą zauważyłam, że jakoś mało jem. Ostatnio wrzuciłam coś na ząb w Innsbrucku.
Może w Madrycie mnie w końcu nakarmią. Czy ktoś słyszy moje żale? Haaaaalo...
PS Ludu Czytający, czy ja Cię przypadkiem nie zanudzam?
*todas las fotos Pablo



-2.jpg)


Eeee...:) Zazdrość mnie zżera - chyba przestanę tu zaglądać:/
OdpowiedzUsuńWięcej, więcej.
OdpowiedzUsuńZdjęć też więcej.
Smacznego Ci życzę głodna kobieto ;)
Ach Barcelona - piękności! mam zdjecie w koszulce FC Barcelony - zrobiłam sobie w przymierzalni;) to były wakacje...10 lat temu ;/
OdpowiedzUsuńJa nawet śmiałam się, że ci wszyscy kieszonkowcy, którymi straszy się nawet w przewodnikach już dawno wyjechali z Barcelony, bo turyści są zbyt uważni.
OdpowiedzUsuńO matko, to tam są kieszonkowcy w takim porządnym zachodnim kraju ?? :-)))
OdpowiedzUsuń