o mnie o mnie o mnie

10 września 2012

(prawie) Lizbona

Będzie o tym, co się działo wczoraj. A działo się sporo. Najpierw trzeba było przestawić zegarki, czyli cofnąć je o godzinę, a potem trzeba się było nocnym pociągiem teleportować do Potugalii. I tak oto wylądowaliśmy na dworcu Gare do Oriente w Lizbonie. Na zdjęciu widać tylko jego fragment, a szkoda, bo sam dworzec jest przepiękny. Zaprojektowano go z betonu, szkła i stali. Z białej stali powstało szkieletowe zadaszenie, które robi niesamowite wrażenie nocą, gdy dworzec jest podświetlony.






























Na sam obiekt Gere de Oriente składają się: dworzec kolejowy, stacja metra i dworzec autobusowy. 
A kawałek dalej, w jednym z lokali można zjeść pycha muffinki na śniadanie. Dodam, że to muffinki giganty.



































Po szybki śniadaniu i rozpakowaniu bagaży, nastąpiło równie szybkie przemieszczenie się do kolejnego pociągu. Tym razem w kierunku miejscowości Sintra - miasteczka zamków i pałaców. Stamtąd busem linii 403 dotarliśmy na koniec świata. Proste, prawda? Jakby ktoś pytał kiedy będzie koniec świata, to śmiało możecie mówić, że już był. Wczoraj popołudniu.
I w dodatku całkiem ładny.



























Ten koniec świata, to zachodni przylądek Europy - Cabo da Roca. Miejsce, gdzie wieje tak mocno, że nawet myśli uciekają z głowy. A dlaczego koniec świata? Zanim Krzysztof Kolumb wypłynął, żeby odkryć Amerykę, bardzo długo wierzono, że to miejsce jest właśnie końcem świata, a dalej nie ma już niczego poza wodą.


























Znawcy tematu i dalecy podróżnicy mówią, że Cabo da Roca jest najpiękniejszy podczas zachodu słońca, więc musieliśmy to sprawdzić i  oficjalnie stwierdzamy - mają rację:



























cdn nastąpi, bo nareszcie ruszamy w miasto. a w międzyczasie można sobie trochę powspominać, czytając poprzednie odcinki serialu "wstrząśnięta-niezmieszana w podróży", które znajdziecie tutaj:

WIEDEŃ + historia jak to się wszystko zaczęło
INNSBRUCK - czyli pierwsze karmienie
ZURICH - z wyjątkowymi parkingami dla rowerów
PARIS 1 - a konkretnie mój list DO Paryża
PARIS 2 - z zachwytami nad boskim TGV
PARYŻ - BARCELONA + ja na okładce magazynu
BARCELONA - wypisuję kartki, piję wino i prawie zwiedzam stadion FC Barcelona
MADRYT - dużo zabytków, w tym fiat 500

todas as fotoPaulo

8 komentarzy:

  1. Poleciłabym przejażdżkę starym tramwajem “28”, wieczór w klubie z fado na żywo i ciastka z budyniem Pasteis de Belem w dzielnicy Belem właśnie. Najbardziej klimatyczną i nieturystyczną dzielnicą jest Alfama, poleciłabym spacer tam i przyjrzenie się życiu mieszkańców (raczej bez aparatu, bo można spotkać się z niechęcią).
    Pozdrawiam, Kasia Kawa

    OdpowiedzUsuń
  2. Cabo da Roca...cos dla Ciebie!? ;) wieje tak mocno, że...

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż skrzydeł dostałaś od tych wszystkich podróży - miło się czyta. Próbuję się odgruzować, żeby mieć czasy więcej na wymianę myśli, ale pod górkę. Na koncert jutro biegnę - na "naszych" chłopaków. Liczę, że mi magicznie naładują akumulator.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koncertuj się dzielnie - czekam na relację z naładowanymi już akumulatorami. a co do czasu w temacie wymiany myśli...jakoś też ostatnio tylko czytam co u innych - a raczej zerkam - bo na komentarze chęci/czasu, brak. ot, wrzesień ;)

      Usuń
  4. A ja dodam tylko,że Gare do Oriente:) nie "de". I chętnie bym wróciła na stare śmieci:)zazdroszczę podróży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. literówki - zmora, więc dzięki za poprawkę. a swoją drogą - kto mnie poprawiał? :)

      Usuń
  5. O Panie co za dworzec.
    Czemu dworzec kojarzy mi się taaak inaczej, czemu>?????
    Twa relacja jest piękna-będę to powtarzać uparcie ;)

    OdpowiedzUsuń