o mnie o mnie o mnie

2 października 2012

making off

czyli "kropka nad i" moich darmowych, europejskich wakacji na których tak naprawdę nie byłam.
A gdzie nie byłam można poczytać tutaj:

WIEDEŃ + historia jak to się wszystko zaczęło
INNSBRUCK - czyli pierwsze karmienie
ZURICH - z wyjątkowymi parkingami dla rowerów
PARIS 1 - a konkretnie mój list DO Paryża
PARIS 2 - z zachwytami nad boskim TGV
PARYŻ - BARCELONA + ja na okładce magazynu
BARCELONA - wypisuję kartki, piję wino i prawie zwiedzam stadion FC Barcelona
MADRYT - dużo zabytków, w tym fiat 500
LIZBONA 1 - o gigantycznych muffinkach i wywiewaniu myśli z głowy
LIZBONA 2 - żółta 28ka, winda i oświecona ja
PORTO - o tramwaju nad morze, piwie, kotach i śląskim akcencie
PRAGA 1 - dwa lotniska + prohibicja
PRAGA 2 - czyli koncert Coldplay
i dodatek "JAK PODRÓŻUJEMY?"


Że sesja zdjęciowa, że praca obróbkowa w Lightroomie, że długie wybieranie tych właściwych zdjęć, że drukowanie najlepszych i, prawie nocne, oddawanie ich w dobre podróżnicze ręce, pisać nie będę, bo to oczywiste. Za to co się działo potem! Przed wyjazdem dostałam od Pawła informację:

właśnie nożykiem do tapet wycinam Ci pola pod ramionami, strasznie krzyczysz, a przecież nie dzieje Ci się krzywda



























I ten proces przeszło jeszcze kilka innych moich miniaturek. A trochę ich było. Zostałam powielona w ilości - sztuk 6, w dwóch pakietach (na wypadek zamoczenia, zagubienia, czy zjedzenia przez dzikie zwierzęta). Zdjęć pakietów niestety nie posiadam, bo i po co. Za to posiadam zdjęcia późniejszych sesji fotograficznych z terenu, "od kuchni". A wyglądało to mniej więcej tak:


INNSBRUCK


















































BARCELONA




















































MADRYT






















































LIZBONA




























I moje dwa ulubione making offy, czyli:
CABO DA ROCA




























PARYŻ




























































Mam też zdjęcie, dzięki któremu znalazłam szybką odpowiedź na pytanie "dlaczego miałam tak mało fotek na plaży".
W planie podobno było ich więcej, do momentu kiedy Paweł nie stwierdził, że dobrze mi będzie w bikini. Takim nowoczesnym, nakładanym na ubranie. I mu się trochę to bikini przerysowało. Dość perwersyjnie nawet.
Uprasza się o pominięcie tego procederu milczeniem. Wskazana jest nawet minuta ciszy.























Ręka na zdjęciu moja, zdjęcie zrobione już po powrocie, w mojej podniebnej kawalerce (przy kawie i opowieściach), a w tle magiczne bilety dzięki którym można przejechać pół Europy.


A to już Team IP (Iwona i Paweł) czyli PODRÓŻNICZA DWÓJCA:



Pojęcia nie macie jak ja się cieszę, że wpadłam na ten szalony pomysł i, że Oni się zgodzili go zrealizować :) Dzięki temu wrzesień był jakiś taki fajniejszy, niż zwykle, a ja mogłam sobie podróżować i świetnie się przy tym bawić, siedząc w domu. Niebawem krótki wywiad z Pawłem w temacie samej podróży, czyli "jak to się udało?", bo to wcale nie było takie hop siup. Martwiłam się czy ekipa nie dostała przypadkiem odsiedzin, ale z tego co mi wiadomo wrócili cali i zdrowi.

CIEKAWOSTKA
dopiero po opuszczeniu, przez Team IP, Paryża trafiłam na bardzo klimatyczne i bardzo w temacie, nagranie Lany Del Rey, więc potem słuchałam go zawsze podczas obróbki zdjęć i tworzenia tekstów. uznajmy, że to była piosenka przewodnia EUROTRIP 2012:


PS 1 wstrząśnięta-niezmieszana pojechała właśnie do Maroka. a potem będzie jeszcze jej kolejna, zimowa już odsłona, ale za to, w dość ciepłym kraju. i to tyle planów na teraz. ale ja się muszę zapytać o najważniejsze - czy Wam się to w ogóle chce czytać, czy Wy się przypadkiem nie nudzicie, jak ja tak sobie podróżuję?

PS 2 już to pisałam, ale powtórzę. w życiu blogerki/blogera najfajniejsze jest poznawanie nowych ludzi. Iwony, która podróżowała z Pawłem, jeszcze nie poznałam osobiście, ale już wymieniłam z nią kilka maili i dostałam zaproszenie na zrealizowanie punktu 25 z listy "31", czyli jazdy konnej. Może jeszcze zdążę przed urodzinami :)


*zdjęcia "od kuchni" autorstwa Iwony, reszcie winny jest Paweł i moja obróbka

19 komentarzy:

  1. rewelacyjny pomysl z tymi miniaturkami Twoimi:)

    OdpowiedzUsuń
  2. no nieee, zdjecia od kuchni rewelacyjne. Musimy, no musimy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozwaliłaś mnie po raz kolejny. Rżę jak koń od 10 minut:-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha! ale super, a ja myślałam, że On to wklejał w zdjęcie, a tymczasem Ty na prawdę tam wszędzie byłaś! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A doczytałam na liście kilka podpunktów, które chętnie bym pomogła spełnić :) Może jak się uda to w Gdańsku :)
    I chętnie bym się wybrała na Orlą Perć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dlaczego w Gdańsku? Ode mnie do Ciebie jest chyba całkiem blisko ;)

      Usuń
  6. haaa, ja też myślałam, że to dzieło słynnego programu do obróbki, a tymczasem WNZ rozłożyłaś mnie na łopatki kiedy Odkryłam metodę działania :D jak ja lubię takich ludzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale, że serio? serio, serio myślałaś, że to tak photoshopowo wszystko? zaskoczyłaś mnie i fajnie, że ja zaskoczyłam Ciebie (plus jeszcze kilka innych osób :))

      Usuń
  7. Rewelacyjny pomysł! Wspaniałych masz Przyjaciół/Znajomych;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czad :) Podróżujesz jak krasnale z Amelii :)) Już nie mogę się doczekać relacji z Maroko - będę wspominać z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ooo, tacy kreatywni ludzie są potrzebni światu! ;P

    OdpowiedzUsuń
  10. no własnie, kiedy te twoje urodziny?
    Zechcesz, czy nie, podać adres na maila? meluzyna5@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. :) ooo urodziny. No i bardzo ładnie :)
    A podróży to Ci bardzo zazdroszczę. Pomysłu, zdjęć i towarzyszy. Genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W dobie photoshopa też nie przyszło mi nawet na myśl, że te zdjęcia mogły nie być obrabiane... teraz to wszystko nabrało jeszcze większej magii :)

    OdpowiedzUsuń